11 maja 2017

Wszystko się może zdarzyć - ROZDZIAŁ 3

Kochani, zapraszam do lektury trzeciego rozdziału mojej książki pod tytułem "Wszystko się może zdarzyć". Jeśli ktoś chciałby sobie przypomnieć dwa poprzednie rozdziały, to są dostępne pod linkami:

Rozdział 1 
http://piosenkajestdobranawszystko87.blogspot.com/2017/05/pierwszy-fragmentrodzia-mojej-ksiazki.html

Rozdział 2 
http://piosenkajestdobranawszystko87.blogspot.com/2017/05/rozdzia-2wszystko-sie-moze-zdarzyc.html




A OTO ROZDZIAŁ TRZECI

Tomek był świeżo upieczonym studentem prawa. A jak! Prawnik super zawód, każdy facet powinien mieć poważny fach w ręku. Inaczej nie będzie dobrym kandydatem na męża i ojca. Jednak dla Tomasza studia to przede wszystkim wieczna impreza, prawdziwie dorosłe życie, zero zahamowań, zero starych. Luz, bluz i imprezy! To jest życie!
Tomasz nie mieszkał w akademiku, nie miał też pracy. „Po co pracować, kiedy się ma bogatych starych”. Mieszkał z rodzicami w luksusowym apartamencie na Mokotowie. Był synem bogatych ludzi. Matka Magdalena była prawnikiem. Miała swoją kancelarię w Centrum Warszawy i była jednym z najlepszych radców prawnych w mieście. Ojciec Andrzej pracował w korporacji na Służewcu. Był szefem działu marketingu. Tomasz miał się kim pochwalić przez kolegami. Zawsze miał zapewnioną przyszłość. Nie musiał nawet iść na studia, ale wiadomo – dziś studia to prestiż, moda ale także wieczna impreza i przedłużenie młodości.
Ostatnie miejsce w jego kalendarzu zajmowała nauka. Poza tym nie musiał się właściwie wcale uczyć. Każdy egzamin był dla niego pestką. Miał ściągi ze wszystkich przedmiotów w swoim smartfonie. Potrafił przechytrzyć nawet najbardziej spostrzegawczego nauczyciela. Niczym iluzjonista. I po co się uczyć?
Imprezy rządzą! Tomasz bywał gościem wszystkich najlepszych klubów w stolicy. Potrafił wypić kilka drinków jednej nocy i tańczyć bez chwiejnego kroku. A dziewczyny podrywał z prędkością światła. Bawiło go to.
Jednak nikt nie wiedział, że Tomek ma tajemnicę. Chronił przed innymi swoją wielką pasję. Właściwie to dwie pasje. Jedną było aktorstwo, a drugą pisanie tekstów. Pisał wiersze, opowiadania, ale najbardziej kochał tworzyć scenariusze filmowe. Nikt o tym nie wiedział. Przecież to niemęskie. Nie dla niego. W dzisiejszym świecie lepiej udawać twardziela niż wrażliwego chłopca. Panienki nie lecą na łzawe wiersze o miłości czy serenady śpiewane pod oknem. Dziś dziewczyny kręcą chłopcy z wypasionymi furami, modnie ubrani i z kasą w kieszeni. Dlatego Tomek zarywał noce, te, których nie spędzał w klubach. Potrafił pisać godzinami. Umiał stworzyć dziesięciostronicowe opowiadanie formatu A4 w 3 godziny. Jednak najbardziej lubił pisać scenariusze. Był mistrzem prowadzenia dialogów przez  bohaterów swoich wymyślonych historii. Tylko, kto mianował go mistrzem? Sam dobrze się czuł w tym gatunku tekstu pisanego. Uwielbiał oglądać filmy, choć zwykle nie chodził do kina. Wolał kluby z muzyką. Po nocach z laptopem w ręku śledził historie bohaterów. Uwielbiał dramaty i melodramaty, chciał poprzez oglądanie filmów, przeżyć coś na swojej skórze i w swoim sercu. Wrażliwiec jeden. A kto by się po nim spodziewał. Nieraz płakał, gdy ulubiony bohater umierał lub zachorował na ciężką chorobę. Sam marzył najbardziej o studiach aktorskich. Chciał wzruszać ludzkie serca poprzez swoje filmy. Jednak cały czas ukrywał to marzenie. Bał się reakcji innych, głównie rodziców. Miał już 20 lat. „Chłopie, potrzebujesz dziewczyny i porządnej pracy. Musisz zarabiać pieniądze. Te aktorskie gierki nie są dla Ciebie. Nie dla faceta”, tak powiedziałby pewnie ojciec Tomka.

Pewnego razu na siłowni, do której chodził poznał piękną dziewczynę o wdzięcznym imieniu Sandra. Po kilku pierwszych uprzejmościach, przeszli do rozmów o życiu. Sandra opowiadała mu o pracy swojego ojca. Był dyrygentem w Teatrze Syrena od wielu lat. Jego chór był najlepszy ze wszystkich w Warszawie. Tomek zaciekawił się opowieścią nowej koleżanki. Tak bardzo, że sam zapragnął znaleźć się w tym teatrze…chciał poczuć magię sceny. W końcu teatr to też aktorstwo.
- Może chcesz przyjść na próbę – zapytała
- Yyyy…ale nie wiem, czy mogę? – odrzekł Tomasz – nie znam Twojego ojca.
- Ale ja znam! Chodźmy!

 I tak poszli razem. Szli piechotą przez pół Warszawy i mogliby tak iść jeszcze dłużej, kiedy nagle ich oczom ukazał się piękny, okazały gmach teatru. Czym prędzej weszli do środka i zapukali do sali prób.
- Cześć tatku. Przyprowadziłam kolegę – oznajmiła Sandra.
- Witaj córeczko. A cóż to za młodzieniec? Nigdy mi o nim nie opowiadałaś – odpowiedział ojciec
- Przecież dopiero, co się poznaliśmy, więc nie miałam jak Ci go wcześniej przedstawić. Chodzimy razem na siłownię.
I tu Sandi zaprezentowała swoje mięśnie brzucha. Marek spojrzał się do chłopaka:
- Dzień dobry panu! – przywitał się Tomek
- Dobry, dobry…zależy dla kogo – odpowiedział dyrygent
- To…to nie ja…to ona sama mi powiedziała, że mogę tu przyjść na próbę.
- A jak Ci na imię, chłopcze? – zapytał tata Sandry
- Tomasz
- To masz problem, stary!
- Ja…aaa jak to?
- Nikt nie może tutaj sobie przychodzić ot tak. To nie cyrk, tu się pracuje. – krzyknął Marek
- Tato, przestań! On nic złego nie zrobi. Pozwól mu zostać. Kocha teatr tak, jak my. To jego pasja.
- Mowy nie ma. Jak chce zobaczyć, to niech sobie kupi bilet na spektakl i przyjdzie obejrzeć razem z innymi ludźmi. Zaoferował tata Sandry
Niestety, Tomkowi było przykro. Miał dziwne uczucie. Nikt go nigdy tak nie potraktował. Zawsze ludzie mięli przed nim respekt. Był kimś. Synem biznesmena i prawniczki. A tu taki ktoś potraktował go jak śmiecia. Tylko dlatego, że chciał zobaczyć próbę spektaklu. A może chodzi o tą dziewczynę? "Może myślał, że jesteśmy razem i nagle dowiedział się o naszym rzekomym związku. Ech…przez te baby same problemy", myślał Tomek. 
I tak jak pomyślał, tak chwilę potem zaczął żałować swoich myśli. Przecież to nie wina Sandry. Była taka ładna i miała uroczy uśmiech. Dzielnie walczyła o niego, by mógł zostać. Wychodząc z teatru Tomek podreptał po schodkach i otworzył frontowe drzwi, nad którymi wisiała tabliczka z napisem „Do Kasy”. Po wejściu zaczął wnikliwie studiować repertuar.
- O Mamma Mia! Wystawiają ten genialny musical!!! – krzyknął głośno
Trochę się speszył, gdy kasjerka zapytała go o wiek. „Przecież każdy ma prawo przyjść do teatru. Nie tylko stare dziadki”, pomyślał. „Jak widać pasja do teatru i aktorstwa takiego chłopaka, jak ja jest już ponad ludzką wyobraźnię”. I tak szczęśliwy z dwoma biletami w ręku poszedł do domu.

Na drugi dzień poszedł znów na siłownię, łudząc się, że spotka Sandrę. Chciał ją zaprosić do teatru. Razem mogliby obejrzeć spektakl. Jednak dziewczyna nie przyszła. „Szkoda”, pomyślał Tomek, ale nie tracił nadziei. Postanowił przychodzić dzień w dzień i czekać na Sandrę. Stał tak do późnych godzin nocnych, nieraz nawet w deszczu, głodny i spragniony. Byleby tylko spotkać dziewczynę. Nie miał do niej numeru. Wiedział tylko, że może przebywać na siłowni lub w teatrze, ale tam wolał się nie kręcić tak często ze względu na jej ojca. „Biedna Sandra, jak ona z nim wytrzymuje”, pomyślał Tomek. Do spektaklu zostało jeszcze dwa tygodnie..może jeszcze się uda.
W końcu zrezygnowany chłopak poszedł z biletami do domu. „A może by tak zaprosić mamę do teatru?”, pomyślał. „Głupio tak iść samemu. To obciach”.
Przy wieczornej kolacji Tomasz odważył się przemówić do matki:
- Mamo! Niedługo Twoje imieniny! Mam tu dla Ciebie prezent – oznajmił Tomek.
- Prezent? Dla mnie? Do moich imienin jeszcze daleko, synku.
Chłopak wyciągnął z kieszeni dwa bilety, jeden położył przy talerzu mamy, drugi przy swoim.
- Czy to bilety? – zapytała mama
- No…tak! Do teatru. Może chciałabyś iść ze mną? Bardzo bym chciał zobaczyć.
- Skąd je masz, Tomku?
- Kolega mi oddał. Dostał od mamy z pracy. Nie może iść, więc oddał mnie – skłamał Tomek.
- Hahahahahaha – zaśmiała się matka – Ty i teatr!!! A to dobre!!!
- A co w tym śmiesznego? Dużo ludzi chodzi do teatru – powiedział syn

Matka Tomka długo nie mogła dojść do siebie. Nie zgodziła się iść z nim do teatru. Postanowił iść sam. Gdy nadszedł dzień spektaklu chłopak ubrał się w najlepszy garnitur, z muszką zawiązaną pod szyją. Tak wystrojony pojechał w kierunku teatru.
Usiadł w pierwszym rzędzie, tuż przed sceną. Nerwowo wiercił głową na lewo i prawo. Wypatrywał Sandry na widowni. Niestety nie zauważył jej. Zobaczył ją dopiero na scenie! Śpiewała w chórze swojego ojca. A obok chóru aktorzy odgrywali sztukę. Jednak jego oczy były zwrócone tylko na jedną dziewczynę, wybrankę jego serca. Zakochał się w niej na amen. Chciał, by ona spojrzała chociaż raz w jego stronę. Niestety, tak się nie stało.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Christiane F - Życie mimo wszystko

Cześć!  W dzisiejszym poście przychodzę do Was z recenzją książki, którą przeczytałam ostatnio. Była nią "Życie mimo wszystko"...