13 maja 2017

Rozdział 7




Tomasz na dobre zakochał się w Sandrze. Uwielbiał jej włosy, promienny uśmiech i urodę. Jednak najbardziej kochał jej głos, uwielbiał jak śpiewa. Niestety, nie mogli się spotykać. Jej ojciec, Marek, nie znosił go. A myśl o tym, że jego córka mogłaby z nim być, była ponad jego nerwy. Tomasz miał tylko jedyną możliwość widywania się z Sandrą – słuchał jej w teatrze. Przychodził na przedstawienia regularnie, początkowo co tydzień, a teraz prawie codziennie. Wykupił nawet kartę stałego widza Teatru Syrena.
- Jestem taka dumna z dzisiejszej młodzieży – mówiła kasjerka do Tomka. – A jednak są tacy rodzynki, jak pan i przychodzą często do teatru.
- Teatr to moje życie – zażartował chłopak.
Od pewnego czasu Tomasz się bardzo zmienił. Nie chodził już tak często na imprezy. Ubierał się już inaczej, poważniej, skromniej. Przede wszystkim dużo myślał o Sandrze. Myślał, że jeśli się zmieni, to jej ojciec pozwoli mu być z Sandrą. Dużo czasu poświęcał na czytanie książek, co bardzo dziwiło jego rodziców. Na studia zaczął chodzić na wszystkie zajęcia. Chciał zostać prawnikiem! To idealny zawód, by wzbudzić zaufanie w ojcu Sandry.
Mało tego, Tomasz postanowił założyć swój kanał na You Tube. „Internet to wielka siła”, pomyślał. „Wtedy ona na pewno mnie zauważy”. Postanowił, że będzie nagrywać filmiki, w których będzie recenzował oglądane przez siebie filmy i spektakle. Chciał zachęcić młodych ludzi do obcowania z kulturą i sztuką. Tomasz kupił kamerę i zaczął kręcić swój pierwszy filmik. Opowiedział w nim swoją pierwszą wizytę w teatrze. Tydzień po ukazaniu się filmiku w sieci, mówili o nim wszyscy koledzy na uczelni:
- Stary! Czyś Ty zwariował? – przywitał go Stasiek
- Ty i Teatr? – odezwał się Maciek
- Dobrze się czujesz? – dodał Wiktor
- Jakie jaja??? Widzieliście wszyscy? „Wszyscy chodźmy do teatru. To cudowne móc oglądać na własne oczy sztukę teatralną”. Buhahahahaha – zaśmiał się najlepszy kumpel Tomka, Marcin.
- Rany… co z Wami? Mówicie tak, bo nie byliście nigdy w teatrze. W teatrze jest magia, tam wszystko jest takie prawdziwe, jak w życiu. – bronił się Tomasz.
Chłopak nie spodziewał się takiej reakcji. Może dlatego, że kumple znali go od innej strony. Sądzili, że zwariował i niedługo mu przejdzie. Nie zrażony niczym Tomasz myślał tylko o jednym: „Czy Sandra obejrzała jego filmik?”. Niech sobie gadają, co chcą. I tak nie mają pojęcia o niczym. Tomek myślał tylko o tym, by jego ukochana dostrzegła jego miłość do sztuki i zechciała przekonać do tego ojca, by mogła się z nim spotykać.
Tymczasem w teatrze chór przygotowywał się do kolejnego koncertu. Miał dziś próbę generalną przed nowym spektaklem. Chór zawsze towarzyszył aktorom na scenie, podczas każdego przestawenia.
- Śpiewacy i aktorzy to jak jedna rodzina, powinni trzymać się razem. – powiedział Andrzej, scenażysta, do Marka Kowalika.
- To prawda, Jędrusiu. – odpowiedział – i jedni i drudzy są artystami. Nie każdy aktor potrafi śpiewać i nie każdy śpiewak potrafi zagrać. Dlatego my mamy i jednych i drugich. Aktorzy wcielają się w swoje postaci, a chór im akompaniuje. Proste? – zapytał dyrygent
-  Jak drut, Mareczku kochany

- Tato, ale ja nie wystąpię – odezwał się kobiecy głos zza pleców dyrygenta.
- A dlaczego to, można wiedzieć, kochanie? – zapytał Sandry, Marek
- Mam dziś spotkanie w sprawie pracy. Rozmowa jest o 18.
- Ależ córeczko… tutaj masz pracę… mój chór… czy to Ci nie wystarcza, dziecinko? – mówił tata.
- Nie jestem dziecinką i Twój chór też nie. Przecież śpiewam tu za darmo, nic mi nie płacisz, jak innym. Potrzebuję kasy. – odpowiedziała niegrzeczna córeczka.
- Mieszkasz ze mną, po co Ci pieniądze?
- Chcę mieć SWOJE pieniądze, nie Twoje. Jestem dorosła. Potrzebuję zarabiać, jak każdy! A później wyprowadzić się z domu – mówiła dalej Sandra
- Wyprowadzić się? Ale jak to? Tak sama?
- Tak, sama. A co w tym dziwnego?
- Po co mieszkać samej, przecież masz ojca?
- Mam ojca, ale chcę mieć też przestrzeń dla siebie w życiu, a ty mi jej nie dajesz.
- Kochanie, mamy przecież taki duży dom…
- Nie o dom chodzi. Tato, nie dajesz mi prawa wyboru. Wszystko muszę robić, tak, jak Ty chcesz. Nie mogę robić tego, czego ja chcę. Spotykać się z chłopakami i chodzić na imprezy. Dość tego. Moje życie jest moje, nie Twoje. Potrzebuję woloności…
- Ależ córeczko – odpowiedział Marek.
Sandra jednak już tego nie usłyszała, wybiegła szybko z teatru i poszła do domu. Wzięła tylko swoją torbę, CV spakowała do teczki i pojechała tramwajem do Galerii Mokotów. Bardzo chciała pracować. Lubiła pracować… ale nie znosiła chóru i swojego ojca. Może nie jego osoby, ale jego rozkarów, decyzji i poleceń. Ma już przecież 20 lat! Jest dorosła!
- Dzień Dobry – przywitała się z kierowniczką kawiarni. – Przyszłam w sprawie pracy.
- Jasne, proszę usiąść. Porozmawiamy sobie. – odrzekła.
Sandra, wychodząc z galerii była bardzo szczęśliwa. „Chyba się spodobałam!”, uśmiechała się do siebie. Dostała pracę od razu… „Jakie to było proste, wystarczyło zaparzyć kawę trzem klientom”. Sylwia, kierowniczka kawiarni „Kawa i czekolada”, zamiast zadawania zbędnych pytań, postanowiła sprawdzić kandydatkę w praktyce. Poprosiła o zaparzenie kawy dla kilku klientów. Potem na parę minut stanęła na kasie…i dostała tę robotę.
- Proste? – zapytała Sylwia
- Proste! – odpowiedziała Sandra
„I tak powinny wyglądać rozmowy kwalifikacyjne. A właściwie to nie rozmowy, tylko konkretnie wykonane zadanie. Po tym powinno się sprawdzać, czy ktoś nadaje się do tej pracy, czy nie”, cieszyła się dziewczyna. Wreszcie uwolni się od ojca i będzie z Tomaszem. A jak! Ona nie zapomniała. Też o nim marzyła, tylko nie miała wyboru. Nie wiedziała, co robić. Bała się swojego zazdrosnego taty. „Może teraz się uda” – ucieszyła się, mając wielką nadzieję na wielką miłość, Sandra. 
Tymczasem Tomasz układał sobie w głowie, co ma powiedzieć do kamery. Przygotowywał bowiem swój kolejny filmik. Dodatkowo, postanowił opublikować swój numer telefonu, z nadzieją, że zadzwoni Sandra. Tomasz był pełen nadziei.
- Halo? – odezwał się głos w słuchawce Tomka, który był tak przejęty, że jego plan już zaczął działać tak szybko.
- Czy to Ty namówiłeś Sandrę, by zaczęła pracować? To na pewno Ty! Draniu jeden. Już ja ci pokażę. – krzyczał Marek do Tomka przez telefon
- To pan? Ale jak to…? – zająkał się Tomek
- Tak, to ja. Rozmawiasz z ojcem Sandry – mówił dyrygent.
- Ja nie mam pojęcia, gdzie jest Sandra. Sam jej szukam od wielu tygodni – powiedział z rozpaczą Tomasz
- Kłamiesz, na pewno wiesz, ukrywasz ją, tylko nie chcesz się przyznać. Mów mi zaraz, albo wezwę policję!!! – krzyczał Marek
- Nie mam z nią kontaktu. I proszę mi tu policją nie straszyć.
I położył słuchawkę. W takim razie oboje szukali Sandry. Odkąd dziewczyna wyszła na rozmowę o pracę, nie dała znaku życia. Nie wróciła na noc do domu. Ojciec bardzo się martwił. „Gdzie ona mogła pójść?”. Mówił Marek do siebie. I właśnie wtedy otworzył komputer i wtedy wyskoczył mu filmik Tomka. Pierwsze, o czym pomyślał, to że Tomek mógł ją namówić na randkę, a Sandra zbyła ojca pod pretekstem pracy. „Jest telefon! Zadzwonię to tego drania, niech mi odda moją córkę!”.
I tak się zaczęło wspólne poszukiwanie dziewczyny. Marek zadzwonił jeszcze raz. Tym razem był spokojny, wręcz z rozpaczą prosił Tomka o pomoc w poszukiwaniu córki. Był załamany. Oboje bardzo tęsknili za Sandrą. Postanowili razem jej poszukać.
- Mówiła, że jedzie do Galerii Mokotów – mówił Marek. – Tam zapytamy o nią we wszystkich kawiarniach.
- Dobrze, jak nie to pójdziemy do ochrony, niech pokażą filmiki z monitoringu. Może uda się wypatrzeć na nich Sandrę – zaproponował Tomek.
- Dobrze, a potem, jeśli się nie uda, dzwonimy na policję. – mówił ojciec dziewczyny. – Nie odbiera nawet telefonu. A może od Ciebie odbierze, ze mną nie chce gadać.
- Nie mam jej numeru. – mówił Tomasz
- Ale ja mam, dzwoń!
Jednak dziewczyna nadal milczała.
- Trzeba ją odnaleźć, żeby krzywdy sobie nie zrobiła ani ktoś jej coś złego nie zrobił.

Ojciec pomyślał, że pewnie nie dostała pracy i załamana gdzieś uciekła. Marek bał się stracić swoją jedyną córkę. Już jedną Sandrę stracił – swoją żonę. Nie chciał stracić drugiej. Chciał być z córką na zawsze, to jego życiowa miłość. Przecież każdy ojciec kocha swoje dziecko. Tym bardziej, gdy musi wychowywać je sam. Chciał być zawsze przy niej, nie spuścić z niej oka. Przyrzekł to sobie i swojej zmarłej żonie. „Będę się nią opiekował aż do śmierci…aż do śmierci”. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

RODZIAŁ 11

CZĘŚĆ II – KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ Rozdział 11 Tomasz i Sandra skończyli właśnie próbę do nowego przedstawienia w Teatrze Sy...