14 maja 2017

Rodział 8 i 9




ROZDZIAŁ 8

Natalia zamieszkała w Warszawie. Wynajęła kawalerkę na Woli, gdzie też pracowała w jednym z butików w Wola Parku. Ta praca była idealna dla niej. „Na wakacje w sam raz”, myślała Natka. Do rozpoczęcia studiów zostały jeszcze 3 miesiące. Teraz czas wykorzystać maksymalnie najdłuższe wakacje życia. Natalia bardzo lubiła swoją pracę, chętnie doradzała ludziom, co powinni kupić.
- Czerwona sukienka będzie idealna dla pani na wesele! – mówiła do klientki
Ludzie bardzo lubili jej rady. Jednak koleżanki z pracy były nieco zazdrosne. Też by chciały być chwalone przez kierowniczkę. Być odważne, jak Natka i mieć dobry kontakt z klientami. Natalia po pracy nie siedziała sama w domu. Lubiła chodzić do klubów. Była sama, nie miała przy sobie żadnej koleżanki. Jednak nie przeszkadzała jej samotność. Wręcz przeciwnie. Panowie kręcili się wokół niej, chcieli z nią tańczyć i śpiewać. Nawet sama Natalia nie spodziewała się, że umie śpiewać. „Szkoda, że Kaśka mnie nie słyszy”.
Natalia poznała w klubie Adama. Miał jasne włosy, 180 cm wzrostu i miał wesoły uśmiech. Po imprezie Adam zaproponował Natalii odwiezienie do jej domu.
- Zgoda… nie dam rady dojść o własnych nogach. – mówiła do chłopaka
- No to jedziemy razem! – ucieszył się
W samochodzie Natka opowiedziała o sobie Adamowi. Ten był raczej spokojnym chłopakiem, Bywał czasem w klubach, głównie po to, aby poznać dziewczynę. Jednak był nieśmiały. To jakiś cud, że zagadał do Natalii. Wpadła mu w oko… był nią zachwycony.
- Co studiujesz, jeśli można spytać? – zapytała dziewczyna
- Prawo na UW – odpowiedział jej
- Ooo to muszą być ciężkie studia
- Tak… cała masa nauki, nie bardzo to lubię, ale pochodzę z rodziny prawników. Ciężko się wyłamać – mówił Adam.
- A co byś chciał najbardziej studiować?
- AWF! To jest to, co chcę robić. Sport uwielbiam od małego. Najpierw kopałem piłkę z kolegami, potem doszedł basen i karate. – wyliczał Adam
- A nie możesz rzucić prawka i pójść tam, gdzie chcesz? Po co się męczysz?
- Oj kochana, gdyby wszystko było takie proste, jak myślisz.
- Życie nie jest proste. Może właśnie dlatego warto o nie zawalczyć. Każdy z nas ma prawo być, kim zechce. Nikt nas nie może ograniczać. Jeden chce śpiewać, drugi być aktorem, lekarzem, sportowcem. Ja kocham modę, dlatego tu jestem. Przeprowadziłam się ze wsi tutaj by spełnić się w roli modelki. To nie rodzice powinni wybierać za nas przyszłość, tylko my sami.
Adam, zamyślony, wpatrywał się w dziewczynę.
- A wiesz, że niegłupio mówisz.
- Wiem! – odpowiedziała pewna siebie Natalia.
Natalia zaprzyjaźniła się z Adamem. Wymienili się numerami i często ze sobą rozmawiali. Razem wychodzili na zakupy albo do kina. Nie byli parą, ale parą dobrych przyjaciół. Chyba dobrze się rozumieli. Przy Adamie czuła się bezpieczniej w tym wielkim mieście. Poczuła, że wszystko idzie zgodnie z jej planami.



ROZDZIAŁ 9 

Tymczasem Sandra weszła do kolejnego butiku w Galerii Krakowskiej. Dziewczyna wyjechała na kilka dni po kryjomu przed ojcem do Krakowa.
- A co? To już wyjechać nigdzie nie mogę? – powiedziała do siebie Sandra
Ucieszyła się, że dostała pracę w kawiarni. Miała zacząć od przyszłego tygodnia, więc cały weekend miała dla siebie. Postanowiła uczcić to w postaci podróży do Krakowa. Wzięła swoje oszczędności i pojechała pociągiem. Sama! Wreszcie bez ojca! Chciała sobie kupić nowe ubrania, postanowiła też wybrać się na spacer po starówce i nad Wisłą. Nie chciała nocować w żadnym hotelu. „To za drogie dla mnie. Lepiej spędzę noc w klubie”, myślała. Sandra wreszcie cieszyła się pełnią życia. Wolnością. „Chcę być wreszcie sobą”.
Nie odbierała telefonów, chciała spędzić ten czas tylko sama ze sobą. Zero zmartwień, zero telefonów, zero taty. „Tylko ja i Kraków!”.
Jednak czas wycieczko dobiegł końca i musiała wrócić do Warszawy. Gdy weszła do swojego mieszkania nie zastała w nim ojca. „Gdzie też mógł się podziać o tej porze?”. Przecież jest poniedziałek rano, teatr zamknięty. Sandi wyciągnęła z torebki swój telefon i zadzwoniła.
- Córeczko… jak dobrze Cię słyszeć!!! – krzyczał uradowany Marek do słuchawki.
- Tatku… - wyjąkała
- Gdzie się podziewałaś przez tyle czasu?
- W Krakowie byłam – odpowiedziała.

Ojciec czym prędzej wrócił do domu, by uściskać swoją ukochaną Sandrunię.
- Martwiłem się o Ciebie, nie dawałaś znaku życia – powiedział Marek po wejściu do domu.
- Wiem, ale gdybym zapytała, czy pozwoliłbyś mi jechać samej do Krakowa, zgodziłbyś się? – zapytała ojca
- Nie!
- No własnie! Zrobiłam więc dokładnie to, co mi radziłeś zawsze. „Gdy drzwi są zamknięte, szukaj wyjścia oknem”.
- … - zamilczał Marek
- Nie mogłam czekać. Patrz, ile ciuchów kupiłam. Śliczna ta sukienka w kwiatki, prawda? – Sandra była cały czas w dobrym humorze.
Marek martwił się o córkę, a raczej bał się, że dorasta. Nie chciał jej stracić, nie chciał, żeby dorosła i go opuściła. Sandi zawsze będzie jego małą dziewczynką.
Tymczasem Tomek zadzwonił jeszcze raz na numer ojca Sandry.
- Halo… tu Tomek, czy Sandra już się odnalazła? – zapytał
- Wpadnij do nas, jak chcesz poznać odpowiedź? – zaproponował uradowany Marek.
Tomek wytrzeszczył oczy do swojego smartfona. „Jak to?? Wpadnij do nas?? Przecież ten gościu mnie nie znosi?”, myślał. „To pewnie pułapka. On czegoś ode mnie chce”. Ale skorzystał z propozycji dyrygenta.
Gdy znalazł się już pod ich domem, Marek przywitał go szerokim uśmiechem.
- Sie masz, Tomasz! – i poklepał go po ramieniu
- Witam pana. – odpowiedział.
- Możesz mi mówić po imieniu – zaproponował chłopcu
- Ale jak to?
- A tak to… słuchaj, Tomku….
Marek odbył z Tomkiem długą rozmowę. Opowiadał mu o Sandrze, o chorobie jej matki i żony dyrygenta, o tym, że boi się o przyszłość swojej córki. Widać było jak bardzo przeżywa dojrzewanie Sandry. Mówił też o teatrze, o swojej pracy, przy czym oczy miał pełne łez… chyba potrzebował porozmawiać z kimś o swoim życiu, zwierzyć się. Opowiedzieć komuś swoją smutną historię. Potrzebował bratniej duszy i poczuł, że Tomek go wreszcie zrozumie. Poczuł do niego zaufanie podczas wspólnych poszukiwań Sandry.
- Dobry z Ciebie chłopak, Tomku
Tomek objął ramieniem Marka i aż nie wiedział, co powiedzieć. Nie przypuszczał, że z Marka taki wrażliwiec. Zwykle dawał się poznać twardy, pewny siebie mężczyzna. Był profesjonalistą w swoim fachu. A tymczasem w głębi duszy to taka sama wrażliwa istota, jak my wszyscy. Bo przecież każdy z nas jest w jakimś stopniu wrażliwy, czuły. Wszyscy mamy takie same emocje, serce i duszę. Tylko wielu ludzi kryje tą stronę swojego serca, zakładając maskę. Udając twardziela. Tak łatwiej iść przez życie. Jeśli ktoś tak potrafi. Tak naprawdę ci ludzie, którzy są aroganccy, niemili, nieuprzejmi, nie znoszący sprzeciwu są bardziej wrażliwi niż typowi wrażliwcy. Tylko ukrywają to przed światem. Płaczą zamknięci w swoim pokoju. Tacy ludzie zostali skrzywdzeni w jakiś sposób przez życie. W taki sposób bronią się przed światem. Tak im serce nakazuje, ale czasem przychodzi moment krytyczny. Tak, jak ucieczka Sandry z domu, która wywołała w Marku pierwsze łzy od czasu śmierci żony. Obiecał sobie wtedy, że nigdy nie będzie płakać. Nie zrobi tego. To źle wpłynie na dziecko. Musi być twardy i niezłomny. Te łzy wywołane były przez poczucie winy, że był złym ojcem… może za bardzo wczuł się w tę rolę, ale przecież nie miała mamy. Marek miał podwójną rolę do wykonania.
- Przepraszam Cię, Tomku. Nie wiedziałem, że moja córka Ci się tak bardzo podoba. Sądziłem, że…
- Że chcę ją wykorzystać? – zapytał Tomek
- Yyyy… no… nie..
- Ale przecież nie jestem złym chłopakiem. Już nie. Zmieniłem się. Sandra pokazała mi, że istnieje też inny świat. To znaczy Sandra i pan. Dzięki Wam pokochałem teatr. Aktorstwo to mój plan na przyszłość. Chciałbym kiedyś zagrać w prawdziwym teatrze. Tam są prawdziwe emocje. Nie chciałem skrzywdzić Sandry. Chciałem być bliżej prawdziwej sztuki teatralnej.
- Możesz przychodzić do nas na próby. Nie tylko do sali śpiewu, ale też do sali aktorskiej. Tam to dopiero będziesz w swoim żywiole.
Tak, jak powiedział, tak zrobił. Marek razem z Tomkiem poszli więc dziarskim krokiem, ramię w ramię, do Teatru Syrena. To było ich ulubione miejsce. Gdy wchodzili po schodach, ich oczom ukazała się piękna dziewczyna w różowej sukience i białych szpilkach. Jej długie blond włosy oplatały jej szyję i ramiona niczym boa. Oboje byli szczęśliwi, że ją widzą
- Kocham Cię, Sandra – wykrzyczeli razem chórem Tomasz i Marek.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

RODZIAŁ 11

CZĘŚĆ II – KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ Rozdział 11 Tomasz i Sandra skończyli właśnie próbę do nowego przedstawienia w Teatrze Sy...