08 maja 2017

Jak pozytywnie nastawić się na sukces?

Cześć Kochani! 



Dziś nie zamieszczę kolejnego rozdziału mojej książki. Zamiast tego chciałabym przez kolejnych kilka postów dać Wam kilka psychologicznych rad. Nie jestem psychologiem z  zawodu, ale doświadczyłam w życiu różnych rzeczy, chwil i emocji. Chciałabym się tym z Wami podzielić. Być może są wśród Was tacy, którym brakuje pewności siebie albo wiary w siebie. To wbrew pozorom dwa różne pojęcia. Może ktoś być odważny, skakać ze spadochronem lub pokazywać się w telewizji, a w środku być niepewnym, zagubionym, szukającym swojego prawdziwego "JA". Ja mam dokładnie odwrotnie. Wiele czynników złożyło się na to, że byłam/uchodziłam za nieśmiałą. Wychowano mnie w taki sposób, na "grzeczną i posłuszną", w szkole też raczej się nie udzielałam ani nie wyróżniałam. Jednak gdzieś tam w środku czułam się zupełnie inną osobą. Czułam się odważna, przebojowa i pewna siebie. Widziałam siebie od zawsze na scenie czy w TV. Jak słuchałam piosenek np Bajmu to wyobrażałam sobie, że śpiewam z Beatą w duecie albo jako chórek...tak samo w wyobrażałam sobie jak śpiewam w Melodii obok Anetki, Madzi i Magdy :) miło, że chociaż część tych marzeń się spełniło. Ciągnęło mnie do tego kolorowego świata muzyki, sceny i gwiazd. Serio. Gdyby ktoś mnie spytał kim tak właściwie chciałabym być z zawodu to bez wahania myślę "piosenkarką". Tak jak wiele dziewczynek mówiło w programie "Od przedszkola do Opola". Dlatego śpiewałam przez krótki czas w chórze szkolnym...uwielbiałam się uczyć tekstów piosenek na pamięć. Zawsze chciałam dawać ludziom radość poprzez moje piosenki..jak Majka Jeżowska albo Beata :) 




No cóż...życie potoczyło się inaczej..do śpiewania już chyba nie wrócę. Rodzice zawsze nie chcieli bym szła tą drogą...i tak z trudem przekonałam rodzinę, że chcę studiować biologię..to też dziedzina, która lubię. Oprócz tego teraz rozwijam się w nowym kierunku - przewodnik/turystyka. Sama nie wiem, którą z dróg wybrać. Kocham też pisać...chciałabym wzruszać ludzi poprzez moje teksty...książki...opowiadania. Swoją pierwszą książkę właśnie piszę. No ale może dosyć tych rozważań. 

Dziś chciałam Wam opowiedzieć, na moim przykładzie, jak być pewnym siebie. Są sytuacje, w których chcemy dać z siebie wszystko. I tak właściwie to w wielu przypadkach wszystko co dzieje się w naszym życiu decydujemy my sami. Czasem nie..np choroba albo utrata kogoś bliskiego, są to wypadki losowe...trudno się z tym pogodzić i nie mamy wpływu na pewne wydarzenia, choć bardzo byśmy chcieli. Jednak w wielu przypadkach życie zależy od nas samych. Wszystko jest w naszej głowie. 




Opowiem na przykładzie mojej rozmowy kwalifikacyjnej do pracy (ZTM), którą odbyłam w zeszłym roku, dokładnie w maju. Przez długi czas nie mogłam znaleźć pracy. Co ciekawe, o ile odpowiedzi na moje CV było dość sporo. Jeździłam z jednego spotkania na drugie, zwiedziłam prawie wszystkie dzielnice Warszawy w poszukiwaniu pracy. I nie potrafiłam przejść drugiego etapu rekrutacji. Mało tego, byłam nawet na kilku szkoleniach/warsztatach dotyczących "jak skutecznie przejść rozmowę kwalifikacyjną", tak, że sama mogłabym dawać rady innym (wtedy) jak przejść a sama nie potrafiłam. Bywa i tak. Miałam już dość ciągłych niepowodzeń. Co jest ze mną nie tak? Czy mam za mało umiejętności? Za słaby angielski? 3 lata bez pracy? Jak mam im powiedzieć, że miałam depresję? Nie uwierzą? Setki pytań krążyło w mojej głowie. Aż dostałam możliwość z urzędu pracy wykonywania drugiego stażu. Po kilku nieudanych rozmowach, dostałam skierowanie do ZTM. Pomyślałam "TERAZ MUSI SIĘ UDAĆ". Pani w pokoju w urzędzie dodała też "zostało tylko ostatnie miejsce"...nie bardzo kojarzyłam, jakie ostatnie miejsce? co ma na myśli...ALE TE SŁOWA DODAŁY MI PSYCHOLOGICZNEGO KOPNIAKA. Ja niestety tak mam, takie słowa bardzo na mnie działają. Myślałam tylko o tym, żeby udało mi się wejść na to jedno miejsce. Zadzwoniłam i umówiłam się na dzień rozmowy kwalifikacyjnej...i co? Rozchorowałam się. Nie wiem, czy to ze stresu, ale rozbolało mnie gardło, dostałam chrypki i ledwo mówiłam..i jak ja mam ich przekonać, że potrzebuję tej pracy, skoro ledwo mogę wydobyć z siebie głos, a migowego nie znam??? 




Wtedy poszłam po rozum do głowy i pomyślałam "MUSZĘ DAĆ RADĘ!!!! BO JAK NIE JA, TO KTO???!!!". Cały czas powtarzałam sobie w głowie te słowa, że musi mi się udać. Brak głosu nie może mi przeszkodzić w zdobyciu pracy. Musze być na tym jednym miejscu. Ja dam radę. Musiałam się maksymalnie pozytywnie nastawić. Powtarzałam sobie też słowa dziadka, który kiedyś właśnie uczył mnie, jak się nie poddawać w życiu. Może kiedyś Wam opowiem o moim dziadku. On zasługuje na taki post. Był dla mnie ważnym i wspaniałym człowiekiem. Nauczył mnie życia bardziej niż ktokolwiek inny. Ale wróćmy do rozmowy kwalifikacyjnej. 



W dniu rozmowy obudziłam się z jeszcze większą chrypką niż wcześniej miałam. Masakra. Żadne dropsy na gardło nie pomagały...przestałam wierzyć w reklamy tych leków. Nałykałam się całego opakowania pastylek na chrypkę i nic. W drodze do ZTMu kupiłam sobie coś do picia, żeby chociaż trochę nawilżyć gardło. Weszłam do miejsca rozmowy i przywitały mnie dwie miłe panie z działu kadr. W ogóle miałam 2 etapy rozmowy, siedziałam przy takim wielkim stole, obok 3 osoby - 2 z kadr i jedna pani kierowniczka działu. Tyle pytań jeszcze nigdy nikt mi nie zadał na rozmowie, ale w głowie miałam tylko jedno "przekonać ich, że to właśnie mojej osoby potrzebują". Próbowały mnie "zbyć" różnymi "ale...", pytaniami, czemu długo nie pracowałam, potem czy jestem odporna na ludzi, na stres, czy chciałabym pracować w archiwum, masa pytań. I za każdym razem odpowiadałam tak, jak radził mi pan, z którym pracowałam w ZDM, który mówił, że "nie umiem, ale się nauczę" :) mówiłam, że dla mnie najważniejszą cechą pracownika powinna być pracowitość, a wszystkiego innego można się nauczyć. W ogóle we wszystkich miejscach, w których pracowałam najbardziej za co mnie chwalili to za pracowitość..a najbardziej klienci empiku ;) "Szkoda, że na rozmowie nie mogę pokazać tego...nie umiem słowami opisać swojej pracowitości. Wolę robić niż mówić". I to zdanie było chyba u mnie kluczowe. Po tych słowach zobaczyłam nadzieję w oczach tych trzech osób, z którymi miałam rozmowę. Udało mi się!!! Dostałam pracę!!! :) Nie wiedziałam, jak im dziękować. To był dla mnie ogromny wysiłek. I chociaż dziś już nie pracuję tam...na rozmowie mi kilka razy powtarzali "musi być pani przygotowana, że to tylko na 9 miesięcy praca!". Dla nich "tylko", a dla mnie "aż 9 miesięcy". Może to nie jest praca moich marzeń..do takiej jestem teraz w trakcie dążenia. Jednak wiele mi dała...dziś miło wspominam, poznałam fajne osoby, chciałam też zarobić na kurs przewodnika i na siłownię. Wszystko poszło zgodnie z planem. 

Kochani, jak widzicie. Wszystko jest w życiu możliwe. Musicie tylko bardzo tego chcieć, do czego aktualnie dążycie. Życie nie jest łatwe, mnie nigdy nie oszczędzało. Nauczyłam się walczyć o wszystko. Wykorzystywać te szanse, które daje Wam życie. Doceniać swoje największe umiejętności, zalety. Skromność też jest potrzebna, ale nie np na rozmowach o prace. Druga osoba by pomyślała, że może się chwalę,że jestem pracowita. Ale to moja największa zaleta jako pracownika. Chciałam by to jakoś zauważyli podczas rozmowy. Nie umiem pracowitości pokazać słowami. Jednak trzeba tak mówić, by przekonać innych, że to Ty jesteś tą właściwą osobą. Musisz jakoś przekonać pracodawcę, że dana cecha jest Twoją największą zaletą. 

To akurat pisałam na przykładzie rozmowy o pracę. Ale to samo dotyczy różnych innych sytuacji w życiu. Doceniajcie swoje własne umiejętności i zalety. Zróbcie z nich atuty. Nie ukrywajcie tego, bo życie może Was ominąć. Ktoś może pięknie rysować/malować - pokaż to ludziom! Ktoś umie pięknie śpiewać - zapisz się na lekcje śpiewu albo próbuj w castingu swoich sił! Wiem, że bywają w życiu lepsze i gorsze momenty. Te gorsze należy przeczekać...i nic z tym nie zrobimy. Jednak, gdy czujemy się chwilowo lepiej duchowo, mamy lepsze spojrzenie na własną osobę - DZIAŁAJ! Żebyś nie przegapił swojej szansy. Być może to Twoja jedyna szansa. Wykorzystaj ją, zanim Cię ominie. Nie stój bezczynnie. Tylko działanie wprawia w ruch Twoje życie! 


2 komentarze:

  1. Niestety tak bywa, że ludzie mniej pewni siebie nie zawsze mogą się wybić. Ty dostałaś kopniaka i odniosłaś sukces z pracą. Dążysz teraz do lepszych osiągnieć i się nie poddajesz - brawo Aniu :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Takie życie, trzeba o nie walczyć do ostatnich dni.

      Usuń

RODZIAŁ 11

CZĘŚĆ II – KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ Rozdział 11 Tomasz i Sandra skończyli właśnie próbę do nowego przedstawienia w Teatrze Sy...