24 maja 2016

Jak skutecznie przejść rozmowę kwalifikacyjną!

Hejka Kochani! :D 

Co słychać u Was? Mam nadzieję, że wszystko dobrze i nie chorujecie, tak jak ja, w maju :D Kiedy był czas przeziębień (jesień i zima) to nie chorowałam, dopiero teraz :( Ale dzisiaj nie o chorobie chciałam pisać tylko chciałam napisać post poradnikowy dla tych, którzy poszukują pracy. Może ktoś dzięki mojemu postowi doda pewności siebie i żadna rozmowa kwalifikacyjna już nie będzie dla Was straszna. Dodam też, że nie jestem żadnym psychologiem ani doradcą zawodowym, napiszę tylko co wiem z mojego doświadczenia. 



Wiem, że szukanie pracy jest bardzo ciężkim zadaniem, nieraz jest to droga z wieloma przeszkodami. Te przeszkody wiążą się zazwyczaj z jakimiś "brakami" np brak doświadczenia, brak odpowiednich umiejętności, brak chęci do pracy, brak odpowiedniego wykształcenia bądź też brak właściwych dla nas ofert pracy. Ja chyba przeszłam już przez wszystkie możliwe "braki" :D 

W trakcie szukania pracy zostałam zaproszona na wiele rozmów rekrutacyjnych. Byłam chyba prawie w każdej dzielnicy Warszawy na rozmowach. Jednak większość z nich (oprócz dorywczej pracy w empiku w grudniu) nie została pozytywnie rozpatrzona. Zastanawiałam się w czym tkwi problem? Co jest ze mną nie tak? Czy super znajomość języków i wielkie doświadczenie jest ważniejsze od pracowitości? Czy osoba cicha i spokojna nie ma szansy na pracę? Wydawało mi się, że często nie umiałam zaprezentować się tak dobrze, żebym potem mogła dostać pracę. Nieraz też zastanawiałam się, czy słowa o tym jakim jest się pracownikiem rzeczywiście przekonają pracodawcę do zatrudnienia mnie? Czy nie lepiej pokazać jakoś jak się pracuje? Dać jakieś zadanie do wykonania, zaprosić na próbny dzień? Nie zawsze w słowach odda się to jakim jest się człowiekiem. 




Te wszystkie pytania jakiś czas temu zadałam pani na specjalnych warsztatach psychologicznych, na których dowiedziałam się, że brakuje mi pewności siebie, że brakuje mi przekonania, że chcę dostać daną pracę. Chociaż zwykle te rozmowy nie stresowały mnie tak bardzo. Jednak pomyślałam, że muszę wypracować w sobie pewność siebie. Jednak potem, wysyłając CV na różne oferty, nie otrzymywałam zaproszenia i nie mogłam na kim ćwiczyć tej cechy. Jakiś czas temu jednak zostałam zaproszona na rozmowę, po której zadzwonili do mnie, że przyjmują mnie do pracy. Po czym otrzymałam też drugi telefon, że jednak rezygnują z mojej osoby. Dodatkowo był to dzień moich urodzin. Tak mi smutno było, poczułam się bezsilna. Jakby świat zawalił się pod nogami. Zastanawiałam się, czemu ludzie mnie tak nie chcą jako pracownika? czym się kierują? co nie odpowiada im w mojej osobie. Płakałam po nocach i nie potrafiłam wskrzesić z siebie uśmiechu. Miałam też krótką przygodę z pracą w księgarni Matras, ale byłam tam źle traktowana i poddałam się, rzuciłam pracę. :( Chyba stałam się jakoś bardzo wrażliwa na pewnych ludzi, nieodporna na stres. 

Dodatkowo wielu ludzi mnie nie rozumiało, tego, że nie mogę znaleźć pracy. Nawet będąc u pielęgniarki niedawno na badaniu, jak zapytała gdzie pracuję to powiedziałam, że szukam pracy to wyśmiała mnie i powiedziała, że praca jest wszędzie tylko pewnie nie chcę pracować. Bardzo zraniły mnie te słowa. Odpowiedziałam jej, że przyszłam tu na badanie a nie na zwierzanie się na temat pracy. Czasem też żebracy czy bezdomni ludzie proszą mnie o pieniądze na ulicy a jak mówię, że nie mam pieniędzy, bo nie pracuję to nie potrafili uwierzyć, że nie mam pracy. Nie to, żebym się przejmowała ich słowami, ale jednak to takie dla mnie dziwne było, czemu tylu ludzi dziwi się, że nie mogę znaleźć pracy a z drugiej strony na po tylu rozmowach nikt nie oddzwaniał z propozycją pracy. 

Od niedawna urząd pracy zaczął mi pomagać w znalezieniu pracy. Pani urzędniczka poleciła mi napisać podanie o przyznanie zgody na drugi staż, bo ze względu na małe doświadczenie nikt nie chce mnie zatrudnić. Otrzymałam tą zgodę i pani zaczęła szukać mi ofert stażowych, dostałam jedno skierowanie. Pojechałam aż na Białołękę na rozmowę, potem miałam kilka innych rozmów. I na podczas tych rozmów miałam poczucie, że nadal brakuje mi pewności siebie. Mówiłam dużo ale niezbyt przekonująco. 





Jednak w piątek otrzymałam bardzo ciekawą ofertę pracy w Punkcie Obsługi Pasażera ZTM w Warszawie. Powiem Wam, że jakoś bardzo pozytywnie na mnie to zadziałało. Pomyślałam - w końcu jakieś fajne, ciekawe miejsce pracy. Muszę o to zawalczyć. Nawet pani urzędniczka była przekonana, że tym razem mi się uda. Ojej...wtedy pomyślałam, że jeśli ktoś obcy nawet we mnie wierzy, że się uda to ja nie mogę w siebie nie wierzyć. Musi mi się udać. Tym razem postawiłam wszystko na jedną kartkę. Próbowałam sobie w głowie myśleć, że nie ma innej opcji. Muszę mnie zatrudnić. Tylko jak tu być pewną siebie tak na 100%? jak przekonać do siebie pracodawcę? Dodatkowo od kilku dni boli mnie gardło i mam chrypkę, także wczoraj mój głos był na skraju załamania, ledwo mówiłam. Ale za to postanowiłam całe swoje serce zaangażować w opowiadanie o sobie i dlaczego zależy mi na tej pracy. Mówiłam, że w życiu nigdy nie wolno się poddawać, że ja się nie poddaje, bo trzeba walczyć o to, co dla nas ważne. Dodałam też, że chciałabym aby moja praca przynosiła korzyść nie tylko mi ale też innym, że jestem odporna na stres, potrafię pracować pod presja czasu i z klientami/ludźmi. Tak mówiłam, że aż chyba zrobiło to wrażenie na "komisji" bo wczoraj przesłuchiwały mnie aż 3 osoby :D Byłam taka szczęśliwa, gdy usłyszałam, że mnie przyjmują :D Dziękowałam im chyba ze 100 razy. Ech....nie umiem w słowach teraz opisać mojej radości. Az mi całkowicie głos zanikł :D Beznadziejna sytuacja. Chcesz coś powiedzieć, podziękować a brakuje mi słów i to wcale nie z wrażenia tylko z powodu choroby :D 

Wczoraj miałam jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Aż wieczorem musiałam uczcić też miły dzień i wybrałam się z koleżanką Kasią do parku do Łazienek na spacer i tam opowiedziałam o wszystkim co było rano na rozmowie. Aż zupełnie straciłam głos. Za duże emocje, wczoraj taki miły dzień miałam, nawet paw tak pięknie zapolował do zdjęcia. 




No cóż...mam nadzieję, że szybko wyzdrowieję, bo niedługo mam wyjazd do Lublina na koncert ;) a potem jeszcze tylko muszę pozałatwiać badania potrzebne do pracy i ...DO PRACY W KOŃCU!!!!! 

:D 


4 komentarze:

  1. Aniu, gratulacje! Naprawdę się cieszę, że udało Ci się znaleźć pracę. Widziałam Twoje posty na FB i czasami aż mnie chwytało za serce, gdy widziałam te smutne wpisy, ale nie potrafiłam pomóc. Życzę Ci, aby nie zabrakło Ci pewności siebie i żeby praca okazała się do zniesienia i mijała w miłej atmosferze!
    Ja w swoim życiu byłam na kilku rozmowach o pracę - pewnie wszystko przede mną. W zeszłym roku w lodziarni powiedzieli mi, że jestem licealistką, a szukają studentki, bo studenci są jeszcze dostępni we wrześniu. I tyle. Nie dalej jak wczoraj byłam na rozmowie w sklepie. Była to taka prowizoryczna rozmowa, ale widziałam, że pani nie jest do mnie przekonana. Co więcej mi chyba też brakuje pewności siebie, bo właściwie to nie umiałam powiedzieć, dlaczego chcę pracować w sklepie, powtarzałam tylko, że jestem zdeterminowana i że mogę przyjść na próbę. Jednak ostatecznie na tę próbę dziś nie idę, to taki miejscowy, prywatny, mały sklepik i rodzice stwierdzili, że łatwo mogą mnie tam oszukać, poza tym jak kobieta nie była przekonana, to jeszcze by mnie posądziła o jakąś kradzież...
    Od 2 lat udzielam korepetycji z angielskiego i tutaj na szczęście rozmów jako takich nie było, bo po prostu rodzice nieznający angielskiego nie mieli wyjścia i musieli kogoś zatrudnić. A że byłam z Małej Nieszawki to był wielki plus.
    Pamiętam też, że rozdawałam kiedyś ulotki i to z różnych miejsc. Gdy robiłam to po raz pierwszy, to... zwolnili mnie pierwszego dnia, bo stwierdzili, że za mało razy się zgłosiłam po ulotki, czyli jestem niewydajna/nie pracuję itd. Ale byłam w szoku, tym bardziej że nie było powiedziane, iż muszę się zgłaszać co ileś minut czy rozdać ileś ulotek. Takie niedomówienia są straszne.
    Teraz szukam pracy wakacyjnej i nie jest łatwo. Albo chcą kogoś z doświadczeniem, albo zupełnie nie szanują pracownika, każąc mu pracować 12 godzin i dając 5zł na godzinę...
    Życzę Ci powodzenia w nowej pracy, Aniu! Jestem pod wielkim wrażeniem, że się nie poddawałaś. Do odważnych świat należy! Poza tym taki mądry upór to dobra cecha.
    A co do tej pielęgniarki to nie chcę tu jej wyzywać, ale tak naprawdę wiadomo, że pracy w Polsce jest za mało. Wiele osób szuka pracy, ale jej nie znajduje i to nie jest ich wina. Ważne, aby się nie poddawać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu, serdecznie gratuluję znalezienia pracy i życzę tam samych miłych chwil i siły do walki :) Trzymam kciuki, aby wszystko poszło po Twojej myśli!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ mnie zezłościła ta pielęgniarka! Łatwo takiej powiedzieć, ma swoją posadkę, to się wymądrza. Ech! Całe szczęście, że udało Ci się znaleźć pracę, czego Ci bardzo gratuluję! U mnie lada moment ruszy kampania rozsyłania CV itp. :O. Trzymam za Ciebie kciuki Kochana <3!

    OdpowiedzUsuń
  4. Co za kwoka z tej pielęgniarki! Bardzo dobrze jej powiedziałaś!
    A Tobie bardzo gratuluję!!! I życzę, żeby teraz już wszystko było tylko z górki! Trzymam kciukasy!

    OdpowiedzUsuń

RODZIAŁ 11

CZĘŚĆ II – KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ Rozdział 11 Tomasz i Sandra skończyli właśnie próbę do nowego przedstawienia w Teatrze Sy...