13 kwietnia 2016

Wyjazd do Krakowa

Witajcie!

Tak jak zapowiedziałam w poprzednim poście, byłam na krótkim wyjeździe w Krakowie, gdzie pojechałam, razem z przyjaciółmi na koncert Mariah Carey. Oprócz samego koncertu zwiedzaliśmy trochę Kraków (chociaż bardziej był to spacer niż zwiedzanie), próbowaliśmy jedzenia w krakowskich restauracjach i czekolady w legendarnej Piwnicy Pod Baranami. 




Przygotujcie się na kilka fajnych postów o Krakowie - dziś będzie taki ogólny post o tym co i gdzie robiliśmy w Krakowie, następnie bardziej o zabytkach i trochę o historii miasta a potem o jedzeniu już tak szerzej. Jeśli ktoś ma chęć na wirtualną wycieczkę po Krakowie to zapraszam do czytania i oglądania. 





Do Krakowa przyjechałam z moim kolegą Danielem, a już w samym Krakowie spotkaliśmy się z naszymi koleżankami Kasią z Gniezna i Kasią z Krakowa :) Wszyscy szczęśliwi poszliśmy na tramwaj (właściwie 2 tramwaje, bo to było z przesiadką), który zawiózł nas na ul. Kalwaryjską do Hostelu. 





Po zakwaterowaniu i zostawieniu naszych plecaków ruszyliśmy na miasto :D A było co robić. Wszyscy w świetnych humorach udaliśmy się z naszą przewodniczką Kasią (oczywiście jesteś najlepszym przewodnikiem po Krakowie Kasiu :D) na ulicę Grodzką, do restauracji Balaton. Jest to restauracja specjalizująca się w węgierskiej kuchni. Więcej o niej opowiem w kolejnym poście. 




Kasia wiele razy polecała mi tą restaurację, więc grzechem byłoby nie skorzystać. Jako że lubię leczo, to pierwotnie miałam wziąć tam moje ulubione leczo, ale wszyscy wzięli placki po węgiersku z gulaszem więc i ja zmieniłam zdanie i nie żałuję. Placek był przepyszny, jak widzicie na załączonym obrazku :)

Do tego pyszna herbatka z cytrynką.


Tak najedzeni i szczęśliwi poszliśmy dalej, czyli na Rynek. Tam wszyscy wyjęliśmy nasze aparaty fotograficzne i telefony i porobiliśmy fajne zdjęcia. A przyznam szczerze, że zakochałam się w Krakowskim Rynku i z pewnością będę tam jeszcze nie raz wracać. Jest tam tyle pięknych miejsc i obiektów - Kościół Mariacki, Sukiennice, pomnik Adam Mickiewicza (zwany przez nasz Adasiem ;)) i przepiękne dorożki. Po obskoczeniu Rynku udaliśmy się na ulicę Szewską. Tam chciałam zajrzeć do Manufaktury Czekolady, piękne są tam zrobione różne figurki z czekolady - nas urzekł najbardziej fortepian zrobiony z białej czekolady. Jednak nic tam nie kupiliśmy do picia. Potem na chwilę weszliśmy obok do fajniej taniej księgami (nie pamiętam nazwy ale ona jest tuż obok Manufaktury). Mój kolega zaopatrzył się tam w 4 książki (m.in. Encyklopedię Hip Hopu :D). ale to na drugi dzień, żeby się z nimi nie nosić. 








Potem poszliśmy do kolejnego fajnego miejsca - legendarnej Piwnicy Pod Baranami. Tam zamówiliśmy sobie po czekoladzie do picia (baaardzo słodka :D)


 i pogadaliśmy chwilę. Porobiliśmy zdjęcia, pobawiliśmy się też w nasz ulubiony teleturniej "Jaka to melodia?". 

Kasia przy fortepianie w Piwnicy Pod Baranami 

Po wyjściu porobiliśmy sobie jeszcze zdjęcia na znanych krakowskich ulicach m.in. na Brackiej (gdzie na szczęście nie spadł deszcz :)), na Grodzkiej i innych, ale mnie najbardziej spodobała się ul. św. Anny. 


Potem udaliśmy się tramwajem 8 znów na Kalwaryjską na chwilę do Hostelu, a potem pojechaliśmy tramwajem do Tauron Kraków Areny. Tam było nam bardzo zimno, musieliśmy długo czekać zanim weszliśmy na koncert. Ale dobra muzyka rekompensuje wszystko przecież :) Każdy fan muzyki dobrze o tym wie :D



Na początku grał jako support jakiś didżej ;) ale to nie za bardzo nasze klimaty. Jednak jak Mariah zaczęła śpiewać to wpadliśmy w zachwyt. Co za piękny, niesamowity głos. Siedzieliśmy dość daleko od sceny, ale i tak było wszystko dobrze słychać. Niesamowite efekty specjalne, wizualne i muzyczne były dla nas niczym wisienka na torcie :D Najbardziej spodobała mi się ta piosenka


No i oczywiście nie mogło zabraknąć największego hitu Maryśki, czyli Without You. 

Jeśli chcecie więcej obejrzeć zdjęć z koncertu Mariah to zajrzyjcie tutaj https://www.facebook.com/LiveNationPL/


Mam też kolejny bilet do kolekcji 


Potem po koncercie biegliśmy szybko, żeby zdążyć na ostatni tramwaj 22 bo potem to nie wiem jak byśmy wrócili do hostelu, chyba pieszo, bo taksówki to drogie są, a szkoda by nam było. Jednak zdążyliśmy. W tramwaju ścisk i tłok. 

Ale udało się wysiąść na dobrym przystanku, już pożegnaliśmy Kasię Dudziak (z Krakowa) bo nie mogła już z nami być i w kolejnym dniu też nie, ale bardzo miło z Tobą było :)) Mam nadzieje, że uda mi się przyjechać w sierpniu to się w góry wybierzemy. 

Dostałam do Kasi taką piękną pocztówkę z jej ostatniej wyprawy w góry


Potem razem z drugą Kasią i Danielem przeszliśmy się pieszo nocą do hotelu, przez piękną Wisłę. Próbowałam robić zdjęcia nocą nad Wisłą, ale żadne mi nie wyszło, więc nie będę Wam pokazywać. Żałowaliśmy, że w Krakowie o tej porze nic nie było czynne, żadne sklepy ani nawet kebaby. Chcieliśmy po koncercie coś jeszcze zjeść lub się napić. W Warszawie o tej porze to można wszystko kupić. No trudno. 

Zmęczeni szybko zasnęliśmy, po dniu pełnym wrażeń. 

Na drugi dzień obudziliśmy się o 8.00 rano. Nie chciało nam się spać, lepiej zwiedzać Kraków. O tak, więc wymeldowaliśmy się z hostelu, kupiliśmy w piekarni obok kanapki, pojechaliśmy tramwajem pod Wawel a potem pieszo Grodzką do Rynku. Wróciliśmy znów na Szewską (chyba polubiliśmy tą uliczkę najbardziej w Krakowie). Tam Kasia i Daniel napili się pysznej kawy w kawiarni we francuskim stylu. Spróbowaliśmy też makaroników :) Tutaj podam Wam link do tej kawiarni, nazywa się Pierre Bakery http://pierre-bakery.pl/

fot. Katarzyna Antoszewska 


 Następnie wróciliśmy się i poszliśmy przez Planty na Wawel 



Spotkałam tam też 3 piękne kamienne sówki ;) są prześliczne. jak wiecie, kocham sówki. Kupiłam też naszyjnik sówkę koło Smoka Wawelskiego. ale to potem. 


Wcześniej udaliśmy się na górę, żeby sfotografować Katedrę Wawelską i ogrody, gdzie zakochałam się w pięknej Magnolii. Czyż nie są piękne? 



Nie zwiedzaliśmy Wawelu bo długo by nam to zajęło. Weszliśmy do sklepu muzycznego na Wawelu, potem do pamiątek jak zwykle, zaopatrzyłam się w piękne pocztówki. 






Potem zeszliśmy na dół by stanąć oko w oko z legendarnym Smokiem Wawelskim, niestety nie zionął ogniem. Potem kupiliśmy sobie po krakowskim obwarzanku :) 



Przepyszny. A następnie chciałam zrobić zdjęcia pięknym łabędziom, których nie mogłam sobie odmówić będąc w Krakowie. W Warszawie na Wiśle nie ma w ogóle łabędzi, czasem może jakiś przypłynie,ale nie całe stada. A tu tyle ich pływa. Oczywiście nie karmiłam ich bo jak wiecie, nie można :D 






Po spacerze nad Wisłą udaliśmy się na ul. Powiśle do Baru pod Wawelem. Właściwie chcieliśmy gdzieś zjeść sobie pierogi i patrzyliśmy przy każdej restauracji menu na zewnątrz, jeśli było. Wtedy pani z tego baru do nas wyszła i zachęciła do wstąpienia. Taka niepozorna z zewnątrz restauracja, okazała się przepięknym miejscem, nawet był zegar z kukułką i oglądaliśmy filmy o zwierzętach :D idealnie dla mnie. W tej restauracji na stoliku leżały jeszcze takie piękne książeczki i mapki i przewodniki po Krakowie i Małopolsce i to całkiem za darmo można było wziąć. Bardzo fajne miejsce, polecam 








Po najedzeniu się pierogami przeszliśmy do ul. Franciszkańskiej, gdzie zatrzymaliśmy się na chwilę pod oknem papieskim. 



Dalej idąc ulicą doszliśmy do Rynku, a tam znów na Szewską :D Kolega zaopatrzył się w 4 książki. Potem mogliśmy jeszcze chwilę wstąpić do sklepu muzycznego (to już na Rynku). Kasia kupiła sobie piękny kubek z nutkami :) A potem zatrzymaliśmy się przez grupą tancerzy breakdance. Nie moje klimaty, ale za to Daniel był w 7 niebie :D I to już prawie koniec naszej wycieczki. 

Przeszliśmy się jeszcze ulicą Floriańską, zobaczyliśmy słynną Bramę Floriańską i te obrazy, potem Barbakan i wspaniały Teatr im. Juliusza Słowackiego, chciałabym być kiedyś w nim na jakimś spektaklu. 










No i udaliśmy się już na dworzec, gdzie mieliśmy pociąg powrotny. Pożegnaliśmy się z Kasią i pojechaliśmy do Warszawy. 


To była wspaniała wycieczka - choć krótka, to bardzo intensywna. Kocham takie podróżowanie, z przyjaciółmi + koncert + spacer + dobre jedzenie + pocztówki i pamiątki. To wszystko tak bardzo mocno przeżyłam, cieszyłam się tam każdą chwilą. Szkoda tylko, że pogoda nie dopisała, pochmurno i zimno, ale przynajmniej miesiliśmy dobre humory, bo najważniejsza jest pogoda ducha. 


Jeśli chcecie więcej poczytać o Krakowie to zapraszam na kolejne posty. Już wkrótce. 


P.S. A jeszcze zapomniałam dodać, że dostałam od jednej Kasi prezent urodzinowy taką piękną książkę Martyny Wojciechowskiej 



A Wy byliście kiedyś w Krakowie? A może tam mieszkacie? Studiujecie? Macie jakieś ulubione miejsca? Jak wspominacie swoje podróże do Krakowa. Co możecie jeszcze polecić do zwiedzania (wiem, zoo, to następnym razem :D).  

16 komentarzy:

  1. W Krakowie byłam w te wakacje, ale to już dawno czytałaś u mnie na blogu :D. Niestety, nie miałam szczęścia być tak długo tam jak Ty. Nie zaliczyłam też tylu knajpek :D. Super, że mogłaś wybrać się na koncert jednej z swoich ulubionych gwiazd sceny muzycznej. Ja bardzo chciałabym iść na Bulletów, ale kiedy grali na Ursynaliach (wtedy jeszcze grał też HIM <3), byłam totalnie spłukana i nie mogłam wybrać się do Warszawy!!! Może kiedyś to nadrobię.
    Książka z Martyną idealna dla Ciebie, nie tylko ze względu na autorkę, ale też na zawartość - sam tytuł mówi za siebie, w końcu kochasz zwierzęta :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czytałam. Mi się marzy jeszcze kiedyś być w Wadowicach tak jak Ty i zjeść kremówkę papieską ;) no i wejść do jego domu.
      Przy takiej pogodzie to sporo siedzieliśmy w knajpkach bo zimno było i wiało. Następnym razem zoo jeszcze chcę zwiedzić, a zamierzam częściej wracać do Krakowa. :)
      Tak, ta książka jest idealna. Już prawie całą przeczytałam. Szczególnie polubiłam orangutanka Happyego :)

      Usuń
  2. Kraków, jedno z moich ulubionych miast w Polsce, choć chyba muszę od niego nieco odpocząć, ponieważ byłam tam już kilkukrotnie. I na studiach, gdzie spędziliśmy chyba dwa dni w tym mieście, i na jednodniowej wycieczce, i na wycieczce w liceum, i chyba w gimnazjum jakoś też. Z tego co pamiętam to zwiedziłam Wawel, Stare Miasto, nieco okolice Półwsia Zwierzynieckiego, okolice Mostu Nowohuckiego, a dodatkowo Nową Hutę. Zbyt dużo knajpek nie odwiedziłam, choć jedna była nawet smaczna, ale nie pamiętam nazwy niestety.
    Zawsze chciałam zobaczyć Kazimierz oraz Kopiec Kościuszki, ale jeszcze mi się to nie udało, więc kiedyś będę musiała nadrobić :)
    Pamiątki z Krakowa świetne, i pocztówki, i otrzymana książka, i sówka, i przewodniki - no i różnorodne :)
    Wszystko wygląda naprawdę smacznie, mniam! Ta czekolada...mmm :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też Kraków jest jednym z moich ulubionych. Jeszcze Wrocław planuję zwiedzić z tych większych miast Polski w tym roku.
      I ja byłam w Krakowie na wycieczce szkolnej, ale wolę ze znajomymi, wtedy zwiedzamy sobie Kraków na swój sposób.
      Tak, sówki są przeurocze, pocztówki też, ale dwie były za duże i musiałam je uciąć, żeby zmieściły się do albumów, zabrakło mi też na nich słowa "Kraków", ale za to widoki na nich są piękne.

      Usuń
  3. Jejku to musiała być fantastyczna wycieczka. Tak patrzę na te piękne zdjęcia i aż chciałabym się znaleźć w Krakowie. Miałam okazję nieco zwiedzić to miasto, ale głównie z wycieczkami szkolnymi, na których raczej odwiedza się kościoły i muzea. A ja chętnie "zgubiłabym się" i nieco pobłądziła po różnych zakamarkach Krakowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kocham takie błądzenie po polskich miastach. A Kraków ma tak piękną starówkę,że błądzenie tam było wręcz bardzo przyjemne. Każde miejsce było bardzo tajemnicze i magiczne, co krok jakaś kawiarenka, pamiątki, piękne dorożki, gołębie, łabędzie - wszystko piękne.

      Usuń
  4. Do Krakowa kiedyś jeździłam bardzo często, no i mimo, że bardzo podoba mi się tamtejszy Rynek i Kazimierz, to już trochę Kraków mi się przejadł :/
    Śmiać mi się chciało, jak przeczytałam, że zaraz po koncercie biegliście na ostatni tramwaj. Wczoraj w ddtvn mówili, że po tym koncercie nie było bisów, co było dziwne, na to ktoś odpowiedział, że pewnie wszyscy się spieszyli na ostatni autobus i dlatego bisów nie było. Jak widać, bardzo prawdopodobne ;)
    Dziwię się, że nie mogliście późnym wieczorem, czy też nocą, kupić czegoś do jedzenia. Chyba byliście po prostu w złym miejscu, bo w Krakowie, szczególnie w obrębie Starego Miasta do bardzo późnych godzin zawsze było można bez problemów kupić coś na ciepło. My zawsze o tej porze jadaliśmy na Grodzkiej (o ile to była Grodzka, ale chyba tak ;)
    Magnolia piękna! I sówki bardzo urocze! :) I Kraków piękny-jak zwykle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tak było :D Pędziliśmy na tramwaje i autobusy jak w jakimś maratonie. Powinni puszczać w dni koncertów na Tauronie więcej tramwajów, przynajmniej w kierunku centrum Krakowa.
      Tak, chyba faktycznie nie byliśmy w tym miejscu, co trzeba, bo jak wysiedliśmy z tramwaju 22 na Stradomskiej to już nie cofaliśmy się na rynek tylko szliśmy ulicą aż do Wisły i tam do Kalwaryjskiej i tam nic nie było czynne, a chcieliśmy się trochę rozgrzać, bo nawet nie byliśmy jakoś głodni, ale zmarznięci. Jednak zmęczenie było silniejsze od głodu i zimna ;)

      Usuń
  5. Piękne zdjęcia Krakowa. Byłam tam zaledwie kilka razy i zawsze za krótko, aby się nacieszyć dostatecznie. Myślę, że jeszcze nie raz będę tam wracać i aż Ci zazdroszczę takiej wycieczki. Ja tez kocham zwierzęta - zresztą posiadam ich całe stado ;-D Zapraszam do obejrzenia i pozdrawiam cieplutko :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuje, choć pogoda nie rozpieszczała i zdjęcia są takie zamglone, bo nie było słońca. W takich pięknych miejscach nawet jak się jest wiele razy to nie da się do końca nimi nacieszyć :)
      Dobrze, z przyjemnością obejrzę. Również pozdrawiam

      Usuń
  6. Aniu Kochana dziękuję Ci za wspomnienie mojej skromnej osoby. Nie czuje się profesjonalnym przewodnikiem po Krakowie absolutnie za to jak się wybierzemy razem w góry to juz prędzej. Mimo wszystko dziękuję Ci. Bardzo mi miło że mnie tak wyróżniłaś. Piękne opisy i ujęcia. Cudnie to pokazałaś wszystko. Fajnie że Wam się koncert udał i że jakoś dotarliście do hotelu beze mnie. Super było Was poznać !!! Pozdrawiam. Do szybkiego ponownego zobaczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, ja zawsze z wielką przyjemnością wspominam o Tobie. Dzięki Tobie umiałam poprowadzić Kasię i Daniela po Krakowie, bez Twoich wskazówek nie dałabym rady ;)
      Tak, czekam już na naszą podróż w góry. Chce już wakacji :)

      Usuń
  7. Byłem kiedyś w Krakowie, na wycieczce szkolnej. Pamiętam Wawel i dzwon Zygmunt, który podobno spełnia wszystkie marzenia po dotknięciu:) Oraz nocne spacery po Krakowie w oczekiwaniu na pociąg do Zakopanego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo to nie udało mi się, niestety, dotknąć dzwonu Zygmunta. Tak, nocą było piękne w Krakowie, szkoda, że mój aparat nie zrobił pięknych zdjęć bo bym pokazała tu. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  8. To się nachodziłaś! :D
    Nigdy nie byłam, moi rodzice kiedyś byli i smok ział wtedy ogniem xD
    Ta pocztówka z Gorec (nwm, jak to odmienić.... o.O) jest cudna!

    OdpowiedzUsuń
  9. Kraków jest mi dobrze znany, ponieważ mam tam rodzinę więc jako dzieciak bywałam tam regularnie w każde ferie czy wakacje. co prawda mieszkałam na Nowej Hucie, ale na Starym Mieście też często bywałam więc te wszystkie miejsca, które pokazałaś na swoich zdjęciach wywołało mnóstwo wspomnień u mnie.
    niestety, odkąd przeprowadziłam się do Trójmiasta odwiedziny w Krakowie robią się nie lada wyprawą i nie byłam tam już od kilku lat. ale mam w planach pojechać ta w tym roku, najwyższy czas odwiedzić moją małą-dużą już chrześnicę :)

    OdpowiedzUsuń

Jak wyrwać się ze szponów depresji

Dzień Dobry :) Jak to dobrze wrócić do blogowania. Ledwo napisałam swój pierwszy post (po długim czasie nieobecności tutaj), a już dziś...