29 kwietnia 2016

NOWE ZAGADKI O WARSZAWIE - PARKI WARSZAWSKIE

Kochani!

Wczoraj będąc na spacerze z koleżanką nabrałam inspiracji do napisania kolejnego postu z cyklu "zagadki o Warszawie". Postanowiłam więc sprawdzić ile wiecie na temat warszawskich parków.

Przed Wami 10 zagadek obrazkowych i w komentarzu napiszcie odpowiedzi. Tym razem też nie jest to żaden konkurs - po prostu taka zabawa na wiedzę o Warszawie :)

POWODZENIA!!!


1. Jaki park znajduje się przy Galerii Wola Park? 


2. Jak się nazywa ten zamek i w jakim parku się znajduje? (nie pomylcie z parkiem z pytania nr 8 (poniżej)). 


3. W jakim warszawskim parku można spotkać pawie indyjskie? 


4. W jakim parku znajduje się Grób Nieznanego Żołnierza?


5. W jakim parku możecie zobaczyć dzikie zwierzęta? 



6. W którym parku znajduje się taki napis ;) (dla ułatwienia dodam, że nie w tym samym, o który pytam w poprzednim pytaniu ;)). 



7. W jakim parku znajduje się jedyny w Warszawie wyciąg narciarski? (trochę słabo widać, ale mam nadzieję, że odgadniecie)


8. Jaki park znajduje się w pobliżu placu Trzech Krzyży i Sejmu?


9. W jakim parku na Woli znajduje się ten amfiteatr? 

fot. okwola.ehost.pl 

10. W jakim parku znajduje się Jeziorko Kamionkowskie?




27 kwietnia 2016

Mrożone jogurty

Witajcie, 

Dzisiaj przychodzę do Was z bardzo smakowitym postem :) Chciałam Wam wszystkim polecić i zachęcić do skosztowania mrożonych jogurtów. Ja również od kilku miesięcy stałam się wierną fanką tych przysmaków i dlatego pomyślałam o tym, że mogę Wam z przyjemnością o tym napisać. 


fot. redberry


Jakiś czas temu, zastanawiałam się nad tym jak zrezygnować z ulubionej słodkiej przekąski jaką są u mnie lody (nawet bardziej niż czekolada). Moja pokusa zawsze była silniejsza ode mnie. Pewnego dnia, przechodząc w Złotych Tarasach obok stoiska Redberry Frozen Yogurt zastanawiałam się czy nie spróbować mrożonego jogurtu. Za pierwszym razem, gdy sobie kupiłam taki najmniejszy jogurt z jednym dodatkiem (płatkami migdałowymi) jakoś mi nie posmakowało. Za mało słodkie, do tego kwaskowate i niedobre. Ale czasem tak mamy, gdy próbujemy czegoś po raz pierwszy. Następnym razem spróbowałam wziąć jogurt z dwoma dodatkami - płatkami migdałowymi i białą czekoladą. I dopiero wtedy przekonałam się, że to wcale nie jest takie złe. 

fot. redberry


I od tamtej pory jadam je dość często. Oprócz tego zachęciłam się też do kupowania takich Mix-granoli, czyli mieszanki owoców i jogurtu oraz płatków. I przyznam się, że uwielbiam teraz to jeść. To prawdziwa bomba witaminowa. A jak smakuje - duże kawałki owoców - banany, ananasy, winogrona do tego musli i mrożony jogurt - pyszne to jest. 



Dlatego chciałam i Was zachęcić do zastąpienia ulubionych przekąsek - takim jogurtem. Jogurty są bardzo zdrowe - przyczyniają się m.in. do lepszego trawienia, dzięki dobrym bakteriom w nich zawartych. Ponadto jogurty mają dużą dawkę witaminy D, są niskokaloryczne. Jogurty są znakomitym źródłem białka, obniża poziom cholesterolu we krwi. 

Więcej o jogurtach Redberry przeczytacie tutaj na stronie



Możecie wybrać sobie też dodatki do jogurtów - jest ich bardzo wiele - każdy znajdzie coś dla siebie, są i owoce i musli i płatki migdałowe, orzeszki, posypki różnego rodzaju, syropy owocowe i czekoladowe jako polewa. 

Ceny może nie należą do najniższych -  za mrożony jogurt z 2 dodatkami płacę 8,90 zł a za 3 dodatki 10,90 zł. Można też kupić za 17,90zł jogurt i wtedy można sobie wybrać nieograniczoną liczbę dodatków. 

Mix- Granola (duża - taką, jaką ja kupuję) kosztuje 14,90 zł. 

fot. redberry



Oprócz tego można kupić tam także sałatki owocowe i różnorodne soki oraz koktaje, ale ja jeszcze nie kupowałam więc nie wiem jak smakują. 

A Wy próbowaliście już mrożonych jogurtów? 

23 kwietnia 2016

Skuteczne sposoby na zły dzień

Hejka Kochani!




Dziś będzie post poradnikowy, dla tych, którzy czują się smutni, załamani, mają chwilowo gorszy dzień bo i każdemu on się może zdarzyć. Nawet najlepszym zdarzają się dni, kiedy nic nam się nie układa, pech chce,żebyśmy nie zdali egzaminu, spóźnili się na ważne spotkanie, albo pokłócili z najlepszą przyjaciółką. Takie momenty zdarzają się każdemu. Potem przychodzimy do domu, wrzeszczymy na rodzinę, dla uspokojenia oglądamy telewizję lub siedzimy w internecie. I właśnie dlatego postanowiłam napisać coś pożytecznego dla takich osób :) Jako, że sama bywam często w takich sytuacjach - nauczyłam sie jakoś sobie z tym radzić. 

Zapraszam do poczytania..i zastosowania w życiu :)

1. WYRZUĆ Z SIEBIE ZŁE EMOCJE




Pierwsze, co radziłabym zrobić każdemu, po przyjściu do domu po pechowym dniu w pracy/szkole/na uczelni czy gdziekolwiek indziej, to wyrzucenie złych emocji. Jedni na trudne chwile reagują płaczem, a drudzy - złością. Warto jednak tych emocji nie dusić w sobie, ale w odpowiedni sposób wyrzucić z siebie. Jeśli płaczemy to warto pozwolić sobie na chwile słabości. Łzy doskonale oczyszczają nas wewnętrznie. Łzy pozwalają nam na "zmycie" tych emocji. Warto włączyć sobie przy tym jaką płytę ze smutnymi piosenkami lub film, przy którym płaczemy. To nam dobrze zrobi. Po takiej "łzowej kuracji" zobaczycie od razu, że poczujecie ulgę. Jeśli jednak zamiast płaczu, zbiera nam się na złość, możemy spróbować rozładować napięcie poprzez wygadanie się komuś. Jak kto woli - bezpośrednio czy np napisać list do kogoś. Nie musimy go od razu wysyłać ale wtedy, przelewając myśli na papier stopniowo będą z nas schodzić złe emocje. Ja tak często robię, ostatnio także przy pomocy bloga. 

2. UCZUCIE ULGI



Kiedy już rozładujemy napięcie, wtedy czujemy przypływ ulgi. Jednak nie jesteśmy jeszcze w stanie "wrócić do normalności". Potrzebujemy chwilę poleżeć, wsłuchać się we własne myśli, we własne ciało. Może prześpijmy się trochę, albo zanurzmy w ciepłej wannie z wodą i pachnącymi olejkami, które pomagają nam się "rozbudzić" np pomarańczowy czy cytrynowy. Możemy też umyć włosy. Ja lubię to uczucie świeżości po umyciu głowy i nałożeniu odżywki. Wtedy po takich zabiegach pielęgnacyjnych czuję się, jakby te problemy odeszły. 

3. WIĘCEJ ENERGII 



Aby odzyskać energię, którą straciliśmy podczas tych trudnych chwil, warto zająć się naszym hobby, czymś co lubimy robić. Każdy z nas ma jakąś pasję. Więc to jest najlepszy czas. Jeśli ktoś lubi gotować lub piec może upiec pyszne ciasto, które potem zjemy podczas oglądania ulubionego filmu/serialu. A może macie w domu zwierzęta? Psa/kota/królika/papużki? Warto zająć się zwierzęciem. Takie momenty bliskości ze zwierzętami zawsze dobrze wpływają na ludzi. Nie od dziś wiadomo, że zwierzęta stosuje się do różnego rodzaju terapii dzieci z różnymi chorobami. Tak więc dotyk zwierzęcia i czas spędzony z nim ma magiczną moc. Warto z niej skorzystać :) Cokolwiek jeszcze innego lubicie robić w wolnej chwili to zajmijcie się tym. 

4. BLOGI I FILMIKI NA YOU TUBE



Jeśli nie macie ochoty na większą aktywność w trudnych dniach a ratunku szukacie buszując po Internecie, warto zostawić na chwilę facebooka (co często może przyczyniać się do zwiększonego napięcia :)) i np zajrzeć na blogi. Jeśli żadnych regularnie nie czytamy to możecie zacząć. Wystarczy poprosić o pomoc wujka google i od razu wyszuka nam mnóstwo ciekawych blogów. :) Polecam Wam wszystkie blogi, które są wymienione po lewej stronie mojego bloga :) Oprócz tego warto czasem pooglądać ciekawe filmiki na You Tube. Ostatnio np lubię oglądać filmiki z różnych podróży po angielsku i dzięki temu trochę się uczę angielskiego ze słuchu bo mam z tym problem. O ile ang jakoś pisemny umiem zrozumieć o tyle w mowie gorzej :( a przecież chcę być przewodnikiem po Warszawie. Mam nadzieję, że mój blog też może Wam pomóc, gdy macie zły dzień. Napisałam posty na bardzo różne tematy, wystarczy tylko poszukać - dużo ciekawostek przyrodniczych możecie u mnie znaleźć. 

5. JEDZENIE I PICIE



Kiedy jesteśmy w podłym nastroju często pomagamy sobie poprzez jedzenie. Ja też niestety mam tendencje do jedzenia kompulsywnego, jedzenie pomaga mi rozładować napięcie, słodki smak czekolady lub batonika bardzo dobrze mi robi na duszy. Jednak wiem, że to niezdrowe. Dlatego np zaczęłam częściej sięgać po soki warzywne np z barszczyk czerwony Hortexu. Uwielbiam też soki owocowe. Bardzo lubię np Kubusia. Nawet zwykła woda mineralna bardzo mnie pobudza, dodaje energii.

 Jeśli ktoś nie ma problemów z nadwagą to może sobie pozwolić w takie dni zjeść więcej czekolady albo lodów. W końcu w takich chwilach kto myśli o kaloriach, raczej o poprawieniu samopoczucia ;) 

6. "ŚPIEWAĆ KAŻDY MOŻE"




Jednym z moich ulubionych sposobów na poprawienie sobie humoru jest śpiewanie. Co prawda mój głos nie należy do najlepszych, ale kocham śpiewać. Kocham muzykę, ale samo słuchanie to nie wszystko. Uwielbiam sobie włączyć ulubione piosenki i głośno śpiewać, tak żeby wykrzyczeć całą złość zgromadzoną we mnie. Po takim "solidnym koncercie" człowiek od razu czuje, że żyje :D 


A Wy jakie macie sprawdzone sposoby na gorsze dni? 

20 kwietnia 2016

Nie mam na nic siły...

Hejka Kochani!

Pewnie czekacie na kolejne posty z Krakowa. Mam już trochę napisanego tekstu na posta ale brakuje mi sił na dalsze pisanie. Wybaczcie proszę. Dziś taki dziwny dzień. Znów mam problemy z pracą, a raczej jej brakiem. Ja wiem, że niektórzy powiedzą, że wcale nie tak trudno znaleźć pracę, ale tak naprawdę każdy jest inny i czego innego oczekuje od pracy, często pracuję gdzieś na krótko, dorywczo, najpierw się cieszę "o jest w końcu praca", ale potem różne sytuacje i ludzie sprawiają,że odechciewa się pracować w danym miejscu. Potem próbowałam się dostać do pracy do takiego biura - miałam nawet skierowanie z Urzędu Pracy na taką giełdę pracy i miałam rozmowę z tym pracodawcą, otrzymałam telefon 21 marca, ze zaczynam pracę 4 kwietnia (tak miało być - miałam mieć zapewnioną pracę na 2 lata, tak się cieszyłam), a tu nagle 1 kwietnia i to w moje urodziny otrzymałam od nich telefon, żebym nie przychodziła, bo na moje miejsce wzięli kogoś innego. W tamtej chwili poczułam się tak źle, jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody albo gorzej :( to wszystko powoduje, że tracę wiarę w siebie, swoją wartość, swoje możliwości. Mam poczucie, że nikt mnie nie chce, nikt mnie nie potrzebuje, w zoo, w którym pracuję jako wolontariuszka też nie chcą mnie nadal przyjąć na etat, smutno mi, jakoś znów nic mnie nie cieszy. A dziś miałam znów trudny dzień u lekarza, ale nie chcę o tym pisać. 

Przepraszam, że tak przynudzam, wiem, że wiele osób ma już dość narzekania mojego, nie musicie tego czytać, w sumie kogo ja obchodzę :( człowiek i tak zawsze jest sam, sam musi zmierzyć się ze swoimi słabościami, z tym, co życie mu przynosi, a najczęściej są to poprzeczki, kłody pod nogi i brzytwa zamiast pomocnej dłoni. Kiedyś miałam marzenia i cel zawodowy - od zawsze kiedy tylko zaczęłam chodzić do szkoły lubiłam się uczyć biologii, geografii, muzyki i języka polskiego. Chciałam w przyszłości zajmować się zoologią/zwierzętami, albo podróżować albo pisać piękne teksty. Potem w liceum długo zastanawiałam się nad wyborem kierunku studiów, ale podjęłam decyzję o biologii. Potem wiele wysiłku włożyłam w to, by dostać się na ten kierunek na SGGW, bo pechowo zabrakło mi 2 pkt z matury,żeby się dostać na wymarzoną biologię. Musiałam iść na inny kierunek, potem po 1 semestrze przenosiłam się z zaocznego kierunku na dzienną biologię, musiałam nadrobić kilka przedmiotów, w tym nieszczęsną fizykę i matematykę. Potem tyle lat studiów, co też nie było łatwe ale przynajmniej były przedmioty, których lubiłam się uczyć. Jakoś nie potrafiłabym studiować czegoś tylko dla samego studiowania. 
A dziś wielu pracodawców, np dzisiaj na poczcie, dziwą się czemu po Biologii szukam pracy w innych miejscach. A co ja mam im mówić,że w zoo nie chcą mnie zatrudnić? I tak mój problem tkwi w miejscu. Bo im przeszkadza moje wykształcenie, o którym marzyłam tyle lat, jestem z tego dumna i zawsze będę. 

Nie pozostaje mi nic innego, jak chyba udać się do psychologa na terapię. Straciłam wiarę w siebie i swoją wartość pod względem zawodowym, wszyscy uważają, że do niczego się nie nadaję, gdzie bym nie poszła na rozmowę kwalifikacyjną, a w ciągu 2,5 lat miałam ich może z 50...i w sklepach, i w biurach i urzędach, i instytucjach związanych z moim wykształceniem, wysyłałam swoje CV i swoje próbne teksty do wielu redakcji, zjeździłam niemal wszystkie dzielnice Warszawy w poszukiwaniu pracy, od Bielan i Bemowa po Ursynów. Jedyną nadzieją jaką mam jeszcze to kurs przewodnika po Warszawie a potem praca jako przewodnik. 

Wybaczcie, że dziś tak przynudzam o sobie, ale taki jest mój blog - mój pamiętnik, czyli zapis mojego życia, a nie jest ono takie lekkie, łatwe i przyjemne. Czasem mam miłe chwile jak niedawny wyjazd do Krakowa, ale po powrocie znów zaczyna się szara rzeczywistość. Mam nadzieję,że u Was jest lepiej niż u mnie, czego Wam życzę :)


16 kwietnia 2016

WARSZAWA I KRAKÓW - PODOBIEŃSTWA

Witajcie, dzisiaj będzie post bardziej zdjęciowy niż opisowy. Chciałam Wam, przy pomocy zdjęć, pokazać jak podobne są do siebie Warszawa i Kraków. Pozornie wydaje nam się, że to dwa bardzo różne miasta, ale jeśli przyjrzymy się im dokładnie to zobaczymy, ile jest podobieństw między nimi.

Zapraszam do oglądania zdjęć i porównywania miast.

1. ZAMEK KRÓLEWSKI 


W obydwu miastach znajdują się dwa ważne zamki - w Warszawie jest to Zamek Królewski, znajdujący się na placu Zamkowym, obok niego pomnik pierwszego mieszkańca tego zamku - Króla Zygmunta III Wazy, a jednocześnie jest to król, którego pewnie krakowianie nie lubią, bo przeniósł w 1596 roku stolicę Polski z Krakowa do Warszawy. Zamek Królewski był siedzibą królów elekcyjnych.


Natomiast w Krakowie najważniejszym zamkiem jest  Zamek Królewski na Wawelu, który również był siedzibą królów Polski, zarówno Piastów, Jagiellonów jak i Wazów. Wawel to właściwie cały zespół różnych budynków, m.in. słynna katedra na Wawelu. Więcej o tym opowiem w kolejnym poście.

2. WISŁA

Przez Kraków jak i Warszawę przepływa najdłuższa a zarazem najszersza rzeka w Polsce. Jest nią Wisła.

Tak wygląda Wisła w Warszawie w okolicach mostu Świętokrzyskiego.


Wisła dzieli Warszawę mniej więcej na dwie równe części. Mam na myśli to, że bardzo często Warszawiacy lubią "oddzielać" Warszawę na prawobrzeżną i lewobrzeżną. Mam wrażenie, jakby obie części Warszawy były czasem traktowane jakby były oddzielnymi miastami. :D

Natomiast w Krakowie Wisła wygląda tak...


Wisła w Krakowie nie jest szeroka i nie oddziela miasta w taki sam sposób jak w Warszawie. Mogę nawet powiedzieć, że Wisła nie dzieli Krakowa na dwie części tylko jest po prostu stanowi jedną całość z miastem.

3. SMOKI

Warszawa ma słynnego Bazyliszka, który straszył Warszawiaków swoim zabójczym spojrzeniem



Natomiast krakowski smok wawelski wygląda tak


Jego główną bronią był ogień, jednak tym razem nie chciał ziać płomieni ze swojego pyszczka :D

4. STARE MIASTO

Stare miasto w Warszawie wygląda tak. Centralnym miejscem warszawskiej starówki jest Rynek.

Warszawski Rynek ma kształt prostokąta i ma wymiary 90/73 metry. Warto wiedzieć, że starówka warszawska została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO jako przykład całkowitej rekonstrukcji po II wojnie światowej.




Natomiast krakowski rynek ma kształt kwadratu, ale jest o wiele większy. Jego powierzchnia wynosi 200/200 metrów. Krakowska starówka wraz z Kazimierzem i Stradomiem i Wawelem również została wpisana na listę UNESCO jako Pomnik Historii.



5. BARBAKAN I MURY OBRONNE

W obydwu miastach - starych miastach zachowały się fragmenty murów obronnych oraz barbakany.

Oto warszawski Barbakan.



Poniżej przedstawiam Wam krakowski Barbakan.


6. WAŻNE TEATRY

Teatr Wielki w Warszawie



Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.



8. DOROŻKI 

Dorożka warszawska



Dorożka krakowska.



9. PIĘKNE PARKI W POBLIŻU STAREGO MIASTA

Ogród Saski w Warszawie.


Planty w Krakowie.



10. GOŁĘBIE MIEJSKIE ;)

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała oczywiście o ptakach :D

Ostatnim miłym akcentem, wspólnym dla obydwu miast są gołębie ;)

warszawskie gołębie



krakowskie gołębie



A Wy jakie miasto bardziej lubicie? Warszawę czy Kraków? Czy dostrzegacie jeszcze jakieś podobieństwa między nimi? Podzielcie się w komentarzach swoimi opiniami, jeśli chcecie ;)

13 kwietnia 2016

Wyjazd do Krakowa

Witajcie!

Tak jak zapowiedziałam w poprzednim poście, byłam na krótkim wyjeździe w Krakowie, gdzie pojechałam, razem z przyjaciółmi na koncert Mariah Carey. Oprócz samego koncertu zwiedzaliśmy trochę Kraków (chociaż bardziej był to spacer niż zwiedzanie), próbowaliśmy jedzenia w krakowskich restauracjach i czekolady w legendarnej Piwnicy Pod Baranami. 




Przygotujcie się na kilka fajnych postów o Krakowie - dziś będzie taki ogólny post o tym co i gdzie robiliśmy w Krakowie, następnie bardziej o zabytkach i trochę o historii miasta a potem o jedzeniu już tak szerzej. Jeśli ktoś ma chęć na wirtualną wycieczkę po Krakowie to zapraszam do czytania i oglądania. 





Do Krakowa przyjechałam z moim kolegą Danielem, a już w samym Krakowie spotkaliśmy się z naszymi koleżankami Kasią z Gniezna i Kasią z Krakowa :) Wszyscy szczęśliwi poszliśmy na tramwaj (właściwie 2 tramwaje, bo to było z przesiadką), który zawiózł nas na ul. Kalwaryjską do Hostelu. 





Po zakwaterowaniu i zostawieniu naszych plecaków ruszyliśmy na miasto :D A było co robić. Wszyscy w świetnych humorach udaliśmy się z naszą przewodniczką Kasią (oczywiście jesteś najlepszym przewodnikiem po Krakowie Kasiu :D) na ulicę Grodzką, do restauracji Balaton. Jest to restauracja specjalizująca się w węgierskiej kuchni. Więcej o niej opowiem w kolejnym poście. 




Kasia wiele razy polecała mi tą restaurację, więc grzechem byłoby nie skorzystać. Jako że lubię leczo, to pierwotnie miałam wziąć tam moje ulubione leczo, ale wszyscy wzięli placki po węgiersku z gulaszem więc i ja zmieniłam zdanie i nie żałuję. Placek był przepyszny, jak widzicie na załączonym obrazku :)

Do tego pyszna herbatka z cytrynką.


Tak najedzeni i szczęśliwi poszliśmy dalej, czyli na Rynek. Tam wszyscy wyjęliśmy nasze aparaty fotograficzne i telefony i porobiliśmy fajne zdjęcia. A przyznam szczerze, że zakochałam się w Krakowskim Rynku i z pewnością będę tam jeszcze nie raz wracać. Jest tam tyle pięknych miejsc i obiektów - Kościół Mariacki, Sukiennice, pomnik Adam Mickiewicza (zwany przez nasz Adasiem ;)) i przepiękne dorożki. Po obskoczeniu Rynku udaliśmy się na ulicę Szewską. Tam chciałam zajrzeć do Manufaktury Czekolady, piękne są tam zrobione różne figurki z czekolady - nas urzekł najbardziej fortepian zrobiony z białej czekolady. Jednak nic tam nie kupiliśmy do picia. Potem na chwilę weszliśmy obok do fajniej taniej księgami (nie pamiętam nazwy ale ona jest tuż obok Manufaktury). Mój kolega zaopatrzył się tam w 4 książki (m.in. Encyklopedię Hip Hopu :D). ale to na drugi dzień, żeby się z nimi nie nosić. 








Potem poszliśmy do kolejnego fajnego miejsca - legendarnej Piwnicy Pod Baranami. Tam zamówiliśmy sobie po czekoladzie do picia (baaardzo słodka :D)


 i pogadaliśmy chwilę. Porobiliśmy zdjęcia, pobawiliśmy się też w nasz ulubiony teleturniej "Jaka to melodia?". 

Kasia przy fortepianie w Piwnicy Pod Baranami 

Po wyjściu porobiliśmy sobie jeszcze zdjęcia na znanych krakowskich ulicach m.in. na Brackiej (gdzie na szczęście nie spadł deszcz :)), na Grodzkiej i innych, ale mnie najbardziej spodobała się ul. św. Anny. 


Potem udaliśmy się tramwajem 8 znów na Kalwaryjską na chwilę do Hostelu, a potem pojechaliśmy tramwajem do Tauron Kraków Areny. Tam było nam bardzo zimno, musieliśmy długo czekać zanim weszliśmy na koncert. Ale dobra muzyka rekompensuje wszystko przecież :) Każdy fan muzyki dobrze o tym wie :D



Na początku grał jako support jakiś didżej ;) ale to nie za bardzo nasze klimaty. Jednak jak Mariah zaczęła śpiewać to wpadliśmy w zachwyt. Co za piękny, niesamowity głos. Siedzieliśmy dość daleko od sceny, ale i tak było wszystko dobrze słychać. Niesamowite efekty specjalne, wizualne i muzyczne były dla nas niczym wisienka na torcie :D Najbardziej spodobała mi się ta piosenka


No i oczywiście nie mogło zabraknąć największego hitu Maryśki, czyli Without You. 

Jeśli chcecie więcej obejrzeć zdjęć z koncertu Mariah to zajrzyjcie tutaj https://www.facebook.com/LiveNationPL/


Mam też kolejny bilet do kolekcji 


Potem po koncercie biegliśmy szybko, żeby zdążyć na ostatni tramwaj 22 bo potem to nie wiem jak byśmy wrócili do hostelu, chyba pieszo, bo taksówki to drogie są, a szkoda by nam było. Jednak zdążyliśmy. W tramwaju ścisk i tłok. 

Ale udało się wysiąść na dobrym przystanku, już pożegnaliśmy Kasię Dudziak (z Krakowa) bo nie mogła już z nami być i w kolejnym dniu też nie, ale bardzo miło z Tobą było :)) Mam nadzieje, że uda mi się przyjechać w sierpniu to się w góry wybierzemy. 

Dostałam do Kasi taką piękną pocztówkę z jej ostatniej wyprawy w góry


Potem razem z drugą Kasią i Danielem przeszliśmy się pieszo nocą do hotelu, przez piękną Wisłę. Próbowałam robić zdjęcia nocą nad Wisłą, ale żadne mi nie wyszło, więc nie będę Wam pokazywać. Żałowaliśmy, że w Krakowie o tej porze nic nie było czynne, żadne sklepy ani nawet kebaby. Chcieliśmy po koncercie coś jeszcze zjeść lub się napić. W Warszawie o tej porze to można wszystko kupić. No trudno. 

Zmęczeni szybko zasnęliśmy, po dniu pełnym wrażeń. 

Na drugi dzień obudziliśmy się o 8.00 rano. Nie chciało nam się spać, lepiej zwiedzać Kraków. O tak, więc wymeldowaliśmy się z hostelu, kupiliśmy w piekarni obok kanapki, pojechaliśmy tramwajem pod Wawel a potem pieszo Grodzką do Rynku. Wróciliśmy znów na Szewską (chyba polubiliśmy tą uliczkę najbardziej w Krakowie). Tam Kasia i Daniel napili się pysznej kawy w kawiarni we francuskim stylu. Spróbowaliśmy też makaroników :) Tutaj podam Wam link do tej kawiarni, nazywa się Pierre Bakery http://pierre-bakery.pl/

fot. Katarzyna Antoszewska 


 Następnie wróciliśmy się i poszliśmy przez Planty na Wawel 



Spotkałam tam też 3 piękne kamienne sówki ;) są prześliczne. jak wiecie, kocham sówki. Kupiłam też naszyjnik sówkę koło Smoka Wawelskiego. ale to potem. 


Wcześniej udaliśmy się na górę, żeby sfotografować Katedrę Wawelską i ogrody, gdzie zakochałam się w pięknej Magnolii. Czyż nie są piękne? 



Nie zwiedzaliśmy Wawelu bo długo by nam to zajęło. Weszliśmy do sklepu muzycznego na Wawelu, potem do pamiątek jak zwykle, zaopatrzyłam się w piękne pocztówki. 






Potem zeszliśmy na dół by stanąć oko w oko z legendarnym Smokiem Wawelskim, niestety nie zionął ogniem. Potem kupiliśmy sobie po krakowskim obwarzanku :) 



Przepyszny. A następnie chciałam zrobić zdjęcia pięknym łabędziom, których nie mogłam sobie odmówić będąc w Krakowie. W Warszawie na Wiśle nie ma w ogóle łabędzi, czasem może jakiś przypłynie,ale nie całe stada. A tu tyle ich pływa. Oczywiście nie karmiłam ich bo jak wiecie, nie można :D 






Po spacerze nad Wisłą udaliśmy się na ul. Powiśle do Baru pod Wawelem. Właściwie chcieliśmy gdzieś zjeść sobie pierogi i patrzyliśmy przy każdej restauracji menu na zewnątrz, jeśli było. Wtedy pani z tego baru do nas wyszła i zachęciła do wstąpienia. Taka niepozorna z zewnątrz restauracja, okazała się przepięknym miejscem, nawet był zegar z kukułką i oglądaliśmy filmy o zwierzętach :D idealnie dla mnie. W tej restauracji na stoliku leżały jeszcze takie piękne książeczki i mapki i przewodniki po Krakowie i Małopolsce i to całkiem za darmo można było wziąć. Bardzo fajne miejsce, polecam 








Po najedzeniu się pierogami przeszliśmy do ul. Franciszkańskiej, gdzie zatrzymaliśmy się na chwilę pod oknem papieskim. 



Dalej idąc ulicą doszliśmy do Rynku, a tam znów na Szewską :D Kolega zaopatrzył się w 4 książki. Potem mogliśmy jeszcze chwilę wstąpić do sklepu muzycznego (to już na Rynku). Kasia kupiła sobie piękny kubek z nutkami :) A potem zatrzymaliśmy się przez grupą tancerzy breakdance. Nie moje klimaty, ale za to Daniel był w 7 niebie :D I to już prawie koniec naszej wycieczki. 

Przeszliśmy się jeszcze ulicą Floriańską, zobaczyliśmy słynną Bramę Floriańską i te obrazy, potem Barbakan i wspaniały Teatr im. Juliusza Słowackiego, chciałabym być kiedyś w nim na jakimś spektaklu. 










No i udaliśmy się już na dworzec, gdzie mieliśmy pociąg powrotny. Pożegnaliśmy się z Kasią i pojechaliśmy do Warszawy. 


To była wspaniała wycieczka - choć krótka, to bardzo intensywna. Kocham takie podróżowanie, z przyjaciółmi + koncert + spacer + dobre jedzenie + pocztówki i pamiątki. To wszystko tak bardzo mocno przeżyłam, cieszyłam się tam każdą chwilą. Szkoda tylko, że pogoda nie dopisała, pochmurno i zimno, ale przynajmniej miesiliśmy dobre humory, bo najważniejsza jest pogoda ducha. 


Jeśli chcecie więcej poczytać o Krakowie to zapraszam na kolejne posty. Już wkrótce. 


P.S. A jeszcze zapomniałam dodać, że dostałam od jednej Kasi prezent urodzinowy taką piękną książkę Martyny Wojciechowskiej 



A Wy byliście kiedyś w Krakowie? A może tam mieszkacie? Studiujecie? Macie jakieś ulubione miejsca? Jak wspominacie swoje podróże do Krakowa. Co możecie jeszcze polecić do zwiedzania (wiem, zoo, to następnym razem :D).  

Jak wyrwać się ze szponów depresji

Dzień Dobry :) Jak to dobrze wrócić do blogowania. Ledwo napisałam swój pierwszy post (po długim czasie nieobecności tutaj), a już dziś...