19 listopada 2015

PTASI AZYL #1

Witajcie Kochani! 
Wiele razy wspominałam na blogu o mojej pracy wolontariuszki w ZOO, a dokładniej w "Ptasim Azylu". Szczególnie ostatnio Werciarad ( z bloga http://widokowkiweroniki.blogspot.com/) jest tego ciekawa, dziękuje Ci za komentarz. Specjalnie dla Ciebie napiszę o Ptasim Azylu. Oczywiście każdy kto chce może sobie poczytać. Będzie też dużo zdjęć ptaków. Temat jest dla mnie bardzo fascynujący, więc zajmie mi to przynajmniej kilka postów. 

Dzisiaj napiszę krótko o historii powstania Ptasiego Azylu i pokażę Wam, jakie są pomieszczenia w nim i jakie ptaki najczęściej "do nas przychodzą". A w dalszych postach będę więcej pisać o poszczególnych ptakach, grupach ptaków itd. O samym warszawskim ZOO pisałam zeszłej jesienni kilka postów, także nie będę się ponownie rozpisywać :D

PTASI AZYL 

  • Ptasi Azyl to potoczna i najczęściej używana nazwa obiektu, którego pełna nazwa brzmi: "Ośrodek Rehabilitacji Ptaków Chronionych Ptasi Azyl". 
  • Mieści się na terenie Miejskiego Ogrodu Zoologicznego, blisko wejścia od strony Mostu Gdańskiego.
  • Ptasi Azyl został założony przez dr Andrzeja Kruszewicza (dokładnie nie pamiętam roku, a w Internecie chwilowo nie mogę tego znaleźć). 
  • Od 2013 roku Ptasi Azyl ma nową siedzibę - właśnie przy wejściu, na dole, od strony Mostu Gdańskiego. Wcześniej Ptasi Azyl znajdował się przy Ptaszarni (w obydwu miejscach miałam praktykę studencką w 2008 roku) :)
Ptasi Azyl "od strony łąki" ;)

  • Ptasi Azyl został utworzony po to, aby leczyć i pomagać chorym i rannym ptakom dorosłym oraz opiekujemy się pisklętami, porzuconymi przez rodziców, czy tymi, które wypadły z gniazda. 
  • Ptaki "przychodzą do nas" z dwóch "źródeł". Tzn, jeśli ktoś z Was znajdzie chorego ptaka (i faktycznie wymaga leczenia) to możecie albo sami złapać tego ptaka, włożyć do do pudła, kartonu lub specjalnego transportera dla zwierząt (dostępne w sklepach zoologicznych). Następnie zawozicie ptaka do ZOO (najlepiej od strony Mostu Gdańskiego) i zostawiacie u ochrony. Można też ułatwić sobie zadanie i zadzwonić do straży miejskiej. Oni łapią ptaka i przywożą go do nas. 
  • Więcej szczegółów możecie dowiedzieć się z tej strony http://ptasiazyl.zoo.waw.pl/podstawy-pierwszej-pomocy


PLAN PTASIEGO AZYLU



Na wyżej pokazanym obrazku narysowałam Plan Ptasiego Azylu. Zdjęcie wyszło mało wyraźne, ale mam nadzieję, że widzicie wszystko :)

ZAPRASZAM WSZYSTKICH NA WIRTUALNĄ WYCIECZKĘ PO PTASIM AZYLU. 

Na wstępie dodam, że ptasiego azylu nie można zwiedzać, tak jak inne wybiegi i działy w ZOO. To jest po prostu szpital dla ptaków, więc jedynym sposobem, by zobaczyć, jak tam jest, jest rozpoczęcie tam praktyk lub wolontariatu ;) Każda para rąk się przyda nam do pomocy, szczególnie w okresie późnej wiosny i lata. Wtedy w Ptasim Azylu trudno wytrzymać :D Wszyscy biegają od klatki do klatki, od woliery, do woliery, do kuchni, do łazienki. Ptaki są "porozrzucane" po całym azylu. Jest tak głośno, że czasem uszy trzeba zatykać :) W naszym azylu rozbrzmiewają praktycznie wszystkie ptasie głosy - od gołębiego gruchania, przez krzyki mew, srok, wron, ptaków drapieżnych, aż po stukot dzięciołowych dziobów, klekotu bocianów, klangoru żurawi. Praca w azylu to najlepszy sposób na naukę rozpoznawania ptaków po wyglądzie a także po głosie. Tam wszystkie ptaki można z bliska zobaczyć, dotknąć, zobaczyć, co jedzą, jak się zachowują. Są też smutne obrazki, bo większość ptaków jest chorych, mają złamane skrzydełka, nóżki, czasem mają paraliż, jak wiele gołębi. Ostatnio mieliśmy dzięcioła czarnego, który (biedaczek) miał przechyloną główkę na bok, ale i tak stukał zawzięcie drewnianą ściankę skrzynki, w której go umieściliśmy. 
Jednak najpiękniejszymi momentami są te, w których możemy wypuścić zdrowe już ptaki na wolność. 

Tyle tytułem wstępu, teraz po kolei omówię krótko plan "Ptasiego Azylu" 

1. WEJŚCIE 1: Wejście, którym wchodzą pracownicy, wolontariusze i praktykanci Azylu oraz pracownicy innych działów ZOO, np Ci, którzy rozwożą jedzenie dla zwierząt albo pan dyrektor czasami :) no i niektórzy ważni goście, jak Pani Cesarzowa Japonii :) 


Pani Cesarzowa (w niebieskim stroju), Pani Agnieszka Czujkowska (ta co pokazuje ręką - szefowa azylu) i reszta japońskich gości. Tu akurat są w Ptaszarni.



Na 1 planie - Bociek "Toffik" (nasza maskotka azylowa ;)), na 2 planie Pani Agnieszka z panią Cesarzową, na 3 planie - koleżanki - pracownice azylu :)


2. WEJŚCIE 2: Tym wejściem mogą wchodzić tylko pracownicy ochrony ZOO (którzy przynoszą ptaki bezpośrednio od ludzi) oraz pracownicy straży miejskiej, którzy samochodami przywożą nam ptaki. 

3. "0" - na planie zaznaczyłam "zerem", bo nie wiedziałam jak to nazwać - pomieszczenie, w którym ochrona lub straż miejska zostawiają ptaki, które przywożą do azylu. Mają specjalne plakietki i mogą sobie sami otwierać te drzwi do azylu. Bo często pracownicy i wolontariusze są zajęci opieką nad innymi ptakami, więc nie ma potrzeby od razu ich odbierania, chyba,że jest to "nagły wypadek", gdzie faktycznie ptak jest w ciężkim stanie, albo nowonarodzone pisklęta, które trzeba szybko umieścić pod lampą, żeby się ogrzewały ;)

Młoda jaskółka w mojej dłoni

 4. Pomieszczenia oznaczone jako "Ptaki/Klatki" a jest ich 4, to są pomieszczenia (wewnętrzne), w których znajdują się klatki dla "świeżo" przybyłych pacjentów. Z tym, że zanim ptak trafi do klatki, najpierw jest "odbierany" od ochrony lub z tego pomieszczenia, o którym pisałam wyżej. Potem pracownicy azylu muszą zanotować w zeszycie: gatunek ptaka, co mu dolega, datę oraz skąd ptak przyszedł, czyli czy od straży czy od ochrony. Jest jeszcze rubryka, w której odnotowuje się, czy ptak padł (zarówno w trakcie transportu jak i w trakcie przebywania w naszym szpitalu). A jeśli zostanie wypuszczony, zdrowy, wówczas nic się nie pisze. Mamy oddzielny zeszyt też dla gołębi :) 

Pisklę mewy śmieszki


 Jest kilka pomieszczeni dla nowo przybyłych ptaków. W zależności od gatunków. Klatki dla małych ptaków, np wróbli, drozdów, jaskółek i innych maluchów są w pomieszczeniu, które zaznaczyłam jako "2" :). Gołębie trzymane są w pomieszczeniu "3", ptaki krukowate w "4". Obok "4" (zapomniałam dorysować) są też 2 mniejsze pomieszczenia, w których trzymamy "nowe" ptaki takie jak kulik wielki, słonka, czy żurawie, czyli takie żyjące w szuwarach. 

Młody żuraw
Wzdłuż korytarzy azylowych (oznaczonych strzałkami) są też rozstawione specjalne drewniane skrzynki dla takich ptaków jak dzięcioły, mewy, czasem też kaczki, gęsi i inne ptaki średniej wielkości. Dla ptaków wodnych mamy też specjalną wolierę wewnętrzną (którą też zapomniałam narysować - znajduje sie pomiędzy "jedynką" a "dwójką". Tam jest taki basenik, który jest wypełniony wodą i ptaki mogą sobie beztrosko pływać.

To jest ta woliera. Jak widać, kaczuszki czują się w 7 niebie :D Nawet dostały pluszaka, który służy im za mamusię ;) oczywiście kaczuszkę :D

Oprócz tego przychodzą do nas ptaki drapieżne, które zamieszkują takie oto pomieszczenia, tak jak ten śliczny puszczyk, którego przyłapałam na drzemce :D

Oprócz tego, na planie azylu widzicie wiele pomieszczeń, które podpisałam jako "Woliery zewnętrzne", czyli, ze jest to takie półotwarte, półzamknięte pomieszczenie, do którego wpuszczamy te ptaki, które widzimy, że lepiej się czują, lepiej latają i uczą się samodzielnie jeść i samodzielnie latać. 

Oto niektóre woliery. 

Sójka w wolierze

A poniżej sesja zdjęciowa ciekawskiej sikoreczki ;)








pokażę Wam teraz trochę zdjęć "Ptaków klatkowych" 

"A co się tak gapisz? Kukułki nie widziałeś?" :D


Papużka Nimfa

Młody kos (o ile dobrze pamiętam)

Przepiękny bażant złocisty

Świeżo wyklute pisklę wróbla albo mazurka
 Młoda sroczka 

Na dziś może to starczy. W następnych postach będzie więcej ptaków. Opowiem o tym, czym karmimy ptaki i zapoznam Was z kolejnymi naszymi pacjentami. 

9 komentarzy:

  1. Kochana, widać, że to uwielbiasz, kochasz!!! Piszesz o tym z taką pasją, że nie sposób się nie zainteresować Ptasim Azylem :). Bardzo podobało mi się zdjęcie i opis do woliery - te kaczuszki takie słodkie i jeszcze ten pluszak heh. Zara potem serducho podbiła fotka śpiącego puszczyka, tak uroczo na nim wygląda <3. To z kukułką też dobre! Choć widać wiele plusów takiej pracy, to jednak w pomieszczeniu, gdzie są chore zwierzątka z połamanymi skrzydełkami, chyba nie mogłabym przebywać :(. Jestem zbyt wrażliwa na takie rzeczy :(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, kocham to, co robię. Co prawda sama nie leczę tych ptaków, bo nie jestem lekarzem weterynarii, ale staram się robić, co mogę, by umilić im życie w tym azylu :) Lubię sie bawić z pisklętami, szczególnie fajne są młode sroczki :) Nieraz przychodzę wiosną do wolier, gdzie już trochę podrosły, ale nie są jeszcze całkiem dorosłe, przychodze z miską jedzenia, a sroczki rucają się na mnie na głowe...nawet dosłownie, kiedyś jedna spadła mi na głowę :) trzeba tez uważać właśnie na włosy, bo ptaki lubią zostawiać swoje nieczystości na nas :D ale jednak jest sporo plusów tej pracy, choć nie wiem, czy na etacie bym dała rade, bo koleżanki pracują tam czasem nawet od 6-20 w wakacje, jesienia i zimą trochę krócej - od 8-16.

      Usuń
  2. Dziękuję Kochana za ten post. Przeczytałam go z wielkim zainteresowaniem. Zdjęcia są super :) Szczególnie podoba mi się pisklę mewy śmieszki i śpiący puszczyk :)
    Przypomniałaś mi o kuliku. Kiedyś oglądałam program, w którym prowadzący opowiadał o coś o "kuliku". Zastanawiałam się wtedy dlaczego tan pan sepleni i do tego ani razu nie pokazali królika :D Dopiero później się kapnęłam, że jest taki ptak :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech...te nazwy ptaków są czasem bardzo mylące ;) nawet ornitolodzy nie zawsze potrafią poprawnie nazwać każdego ptaka. Są nawet w Polsce 2 gatunki kulików - wielki i mały ;) Ten mniejszy był przez wiele tygodni gościem naszego azylu.

      Usuń
  3. śpiący puszczyk podbił moje serce! mogłabym patrzeć na to zdjęcie cały czas :D
    bardzo fajnie opisałaś miejsce swojego wolontariatu, od razu widać, że lubisz to co robisz i sprawia Ci to mnóstwo przyjemności, trzymam więc tym bardziej kciuki, żebyś znalazła pracę, która będzie sprawiała Ci tyle radości i powodowała taką euforię jak ta! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że puszczyk wszystkim Wam się najbardziej spodobał ;) tak myślałam, dlatego wrzuciłam to zdjęcie. Wiesz co, mówi się, że jak pracuje się w miejscu/w pracy, którą lubimy i jest naszą pasją, to wcale nie czujemy, że pracujemy. Nawet w ramach wolontariatu. A że moje zainteresowania są różne, teraz szukam pracy/stażu/praktyk w redakcjach bo uwielbiam pisać. Chcę coś z tym zrobić. Marzy mi się również praca w telewizji, w ekipie TV, przy produkcji programów, pomagać w realizacji nagrań. To jest jedno z tych marzeń, o których marzyłam jeszcze jako mała dziewczynka. Często mówiłam,że albo chcę zostać biologiem (kiedyś chciałam pracować w labolatorium ale teraz mi się odmieniło na bardziej przyrodniczą biologię) albo pracować w TV :)

      Usuń
    2. tym lepiej, że masz różne zainteresowania, bo jest większa szansa, że uda Ci się pracować w takim miejscu, w którym te zainteresowania będziesz mogła rozwijać. ja przez długi, długi czas chciałam być historykiem i pracować w archiwum, bo prawdę powiedziawszy nie przepadam za pracą z ludźmi. finalnie z mojej historycznej kariery nic nie wyszło (bo głupia byłam, ale człowiek młody był więc sobie wybaczam), ale szczęśliwie w trakcie studiowania mojej dość przypadkowej socjo odkryłam, że to całkiem fajna dziedzina nauki a że mimo humanistycznego umysłu lubiłam też matematykę to statystyczne klimaty okazały się czymś dla mnie i jakimś cudem to co teraz robię, mimo że tylko częściowo z tym związane, sprawia mi przyjemność. mam też dodatkową pracę, bardziej hobbistyczną niż zarobkową, jako wspominany już kierownik biura zawodów NW i tutaj z kolei zaspokajam swoje potrzeby podróżowania. fakt, że wolałabym po świecie, ale zwiedzanie Polski też jest fajne i trochę usadza mnie dzięki temu na miejscu :D

      więc powtarzam, trzymam kciuki, żeby Ci się udało. przy tak rozległych zainteresowaniach prędzej czy później uda się w końcu! a tym bardziej skoro zaczęłaś działać w tym kierunku :)

      Usuń
    3. Właśnie dobrze jest mieć różne zainteresowania, tylko często w pracy oczekują również odpowiedniego wykształcenia. Wiele razy w liceum zastanawiałam się, czy studiować biologię/ochronę środowiska (zainteresowania przyrodnicze), czy geografię/turystykę (zainteresowania podróżnicze i krajoznawcze) czy dziennikarstwo (pisanie). Wybrałam biologię, ponieważ w LO z tego przedmiotu nauczycielka dobrze przygotowywała do matury i tak wybrałam potem studia. A dziś jak chodzę na rozmowy kw do zawodów innych niż biologiczne, oczekują raczej innego wykształcenia. Chociaż jest sporo ludzi, którzy pracują w innych zawodach niż wyuczony. Sama nie wiem, co robić i myśleć. Dlatego tak długo nie mogę znaleźć pracy, bo sama miałam chaos w głowie. Teraz dzięki doradcom i różnym warsztatom trochę bardziej wiem, jakiej pracy najbardziej potrzebuję i chcę wykonywać.
      Nie dziękuję. ;)

      Usuń
  4. To naprawdę piękne co robisz. Kibicuje Ci żebyś znalazła prace w tym kierunku. Wszystkiego najlepszego Aniu.

    OdpowiedzUsuń

Christiane F - Życie mimo wszystko

Cześć!  W dzisiejszym poście przychodzę do Was z recenzją książki, którą przeczytałam ostatnio. Była nią "Życie mimo wszystko"...