10 listopada 2015

Moje postanowienia #2

Dziś pozwolę sobie napisać taki post 2 w 1. Napiszę tutaj, co udało mi się zrobić przez miniony tydzień w sprawie mojego aktywnego szukania pracy oraz przejścia na zdrowy tryb życia
Od poprzedniego wpisu coś się wreszcie ruszyło. 




SZUKANIE PRACY
Oto, co udało mi się zrobić: 

1.  Wysłałam swoje aplikacje do kilku redakcji czasopism/magazynów o zdrowiu. W tej tematyce dobrze się czuję, więc próbowałam. ( 3 listopada - wtorek)

2. I właśnie z jednej redakcji  (a dokładniej z redakcji czasopisma "Praktyka lekarska" - adresowanego do lekarzy POZ). otrzymałam odpowiedź.  W tej odpowiedzi była prośba o napisanie próbnego tekstu do rubryki "aktualności". (4 listopada - środa)

3. Pisałam artykuł na temat obowiązku używania kas fiskalnych przez lekarzy (5 listopada - czwartek)

4. Wysłałam artykuł i umówiłam się panią redaktor na wczoraj (poniedziałek) na analizę tego mojego próbnego artykułu (6 listopada - piątek)

5. Wczoraj byłam w tej redakcji i tam poprawiałam ten artykuł. Dziś też musiałam dostarczyć kilka propozycji innych tematów, do napisania kolejnych próbnych tekstów. (dziś 10 listopada - wtorek)




Teraz pozostaje mi czekać na kolejne wiadomości. Taka jest rekrutacja w tego rodzaju pracy. Bardziej liczy się to, co napiszę niż taka normalna rozmowa kwalifikacyjna. Mam nadzieję, że coś dobrego z tego wyniknie. Nawet jeśli mnie nie przyjmą do tej redakcji, to przynajmniej nauczę się, jak powinno się pisać/tworzyć tekst dla prasy. Co wcale nie jest takie łatwe. Początkowy tekst starałam się pisać jak najpełniej, pisałam długimi zdaniami. Ale powiedziano mi wczoraj, że tekst do gazety ma inne wymagania. Tam nie trzeba pisać "wypracowań" (chociaż jak uwielbiam jednak taki typowo literacki sposób pisania - możliwe, że za dużo książek czytam :D). Tam trzeba pisać zwięźle i na temat. Każdy tekst musi mieć określoną liczbę znaków, nawet pani redaktor poskreślała mi wszelkie spójniki czy słowa, takie jak "natomiast", "następnie" itd. Tekst musi przede wszystkim informować. W prosty sposób, żeby dotarło do przeciętnego odbiorcy. I właśnie tego chciałam się nauczyć. Pisanie literatury a pisanie do czasopism to dwie inne "bajki", a pisanie bloga to już w ogóle nie ma chyba żadnych reguł stylistycznych ;D Jednak bardzo chciałabym się nauczyć różnego sposobu pisania. Czuję, że to jest właśnie to, co chcę robić w życiu. Lubię przekazywać wiedzę i informacje przy pomocy słów pisanych. 



KILKA SŁÓW O MOTYWACJI

Teraz chciałabym napisać jeszcze kilka słów na temat samego sposobu motywacji. Bo to jest ważnym elementem szukania pracy. I w ogóle wszystkiego, do czego dążymy w życiu. Do tej pory nie potrafiłam sobie wystarczająco odpowiednio powiedzieć "dlaczego szukam pracy"? "Po co"? Zazwyczaj odpowiedź jest jedna - dla pieniędzy. Nie będę ukrywać, że oprócz podniesienia kwalifikacji zawodowych, spełniania się w życiu, kwestią nadrzędną w każdej pracy (oprócz wolontariatu i praktyk) są zarobki. Do tej pory szukałam pracy "pod moje zainteresowania/kwalifikacje". Ale jakoś mnie to nie mobilizowało do regularnego szukania pracy. Może też dlatego, że miałam też inne sprawy na głowie i cele do zrealizowania. Ostatnie 2 lata np poświęciłam na podróżowanie po Polsce i na przygotowywanie się do moich występów w programie Jaka to melodia? To też było dla mnie ważne. I tak jakoś praca schodziła na dalszy plan. Nie wiem, czemu tak myślałam.Może dlatego, że jeszcze mieszkam z rodzicami, dzięki nim mam gdzie mieszkać i za co kupić jedzenie. Choć wiem,że to już jest ten etap, gdzie powinnam "wyfrunąć z rodzinnego gniazda". Czas żyć na własny rachunek, ale też nie mam gdzie sie wyprowadzić. Wiele osób przeprowadza sie, bo ma do kogo, ma chłopaka/narzeczonego czy nawet już męża. I dzieci. A ja jestem ciągle singielką. Choć już pogodziłam się z tym stanem rzeczy, ale to mnie demobilizuje do samodzielnego życia. Z drugiej strony chciałabym mieć swoje pieniądze, bo potrzebuję ich, żeby pojechać gdzieś na koncert ze znajomymi albo tak w celach turystycznych tylko. Nigdy nie byłam za granicą, bo nigdy nie było mnie stać. A też mam takie marzenia. 


ODCHUDZANIE - CZYLI JAK POZBYĆ SIĘ NAŁOGU KUPOWANIA PRZEKĄSEK

A z drugiej strony, tak jak kiedyś pisałam W TYM POŚCIE, nadal nie pozbyłam się mojego nałogu do kupowania. Jak tylko dostanę jakieś kieszonkowe od kogoś, to zawsze lubię wydawać je na przekąski. I chociaż tym razem nie są już to batoniki czy drożdżówki, jak w czasach studencko-licealnych. Tym razem staram się kupować mniej słodkie rzeczy, takie jak sałatki albo wafle ryżowe, albo orzeszki (taka mieszkanka studencka, bardzo lubię) albo batoniki zbożowe albo jogurty pitne. Mam jakąś dziwną potrzebę kupowania. Jak kupuję to czuję się jakoś wtedy lepiej, bardziej dowartościowana. Ale to uczucie mam tylko przez chwile. 



Wiem, jestem osobą o dość skomplikowanej psychice, bo przez wiele lat czułam się niedowartościowana, czułam się niepotrzebna, że wszystko, co robię w życiu i tak nie ma znaczenia. Dlatego wszystkie swoje problemy łagodziłam na dwa sposoby - słuchałam muzyki nałogowo i nałogowo jadłam :( O ile muzyka nie prowadzi do niczego złego, o tyle jedzenie już tak. 

Po wielu latach, dzięki kilku wspaniałym ludziom, m.in. też dzięki programowi Jaka to melodia? :) bardzo się zmieniłam. Pisałam o tym wszystkim w zeszłym roku tu na blogu i w tym na początku. Dziś czuję sie "nową sobą", choć jeszcze nadal nie pozbyłam się całkowicie nawyku kupowania. Ale może jeszcze nie jest za późno, żeby coś z tym zrobić. 

W tym tygodniu postanowiłam spróbować zabrać się pozbycie sie tego niezdrowego nawyku. Wyjdzie to na dobre, zarówno dla mojego portfela, jak i dla żołądka ;)



Postanowiłam sobie, że będę tutaj pisać szczegółowo, co kupiłam a czego nie kupiłam przez miniony tydzień. I jakie przekąski jadłam a czego nie jadłam. Taki mój tygodniowy bilans :)

  • W minionym tygodniu nie zjadłam ani kawałka czekolady. Nawet wtedy, kiedy dostałam za darmo całą tabliczkę czekolady Milka po takim badaniu rynku napojów, do którego namówiła mnie pani ankieterka. Zaprowadziła mnie do miejsca, w którym musiałam ocenić smak, zapach, upodobania co do napojów typu Nestea czy Lipton Ice Tea. Akurat bardzo lubię pić te napoje,dlatego się zgodziłam, ale czekolady nie tknęłam. Przyszłam do domu i oddałam siostrze w prezencie. Jeszcze kilka dni temu postąpiłabym zupełnie inaczej z tą czekoladą ;) 
  • Dostałam od rodziców 50 zł kieszonkowego, których nie wydałam na jedzenie, tylko przeszłam się po księgarniach (Empik, Matras, Świat Książki i kilka innych, nie sieciówkach) w poszukiwaniu dobrej książki o odchudzaniu. W Matrasie znalazłam taką, o której pisałam w poprzednim poście o odchudzaniu. Kupiłam też zeszyt, w którym notuję wszystko o moim odżywianiu. 
  • Dziś byłam w przychodni, żeby zrobić sobie niezbędne badania z krwi, w tym najbardziej zależy mi na zbadaniu poziomu cukru we krwi. 
  • Niestety, po kilku dniach wyrzeczeń, wczoraj, gdy szłam do redakcji na ważną rozmowę, kupiłam sobie jednego batonika zbożowego (ale tym razem bardzo małego, z polewą jogurtową a nie czekoladową, jak zwykle). Wczoraj byłam rano "nie do życia", senna, jeszcze deszcz padał, a ja po całym dniu wysiłku w zoo, a musiałam iść wczoraj na spotkanie, żeby poprawić i przeanalizować z panią mój artykuł. Bardzo mi zależało, żeby moja głowa chociaż była w dobrej formie. 

I właśnie z tym nie umiem sobie poradzić. Może ktoś mi coś podpowie? Jak się pobudzić, swój umysł, w takie jesienno-zimowe dni, kiedy mamy przed sobą trudny dzień, a żeby jednocześnie nie jeść czegoś niezdrowego. W czasach studenckich zawsze przed ważnymi egzaminami pomagałam sobie czekoladą, ale teraz nie mogę i nie powinnam jej jeść. Supementy diety jesienią nie bardzo mi pomagają, nawet magnez. Do kawy nie chcę sie przyzwyczajać. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić bez jedzenia. Help :D 


Na koniec, taki obrazek, trochę nie w temacie postu, ale wiem, że niektórzy z Was lubią śmieszne obrazki :D 


8 komentarzy:

  1. Hej!
    Zapraszam Cię do zabawy Liebster Blog Award :) Nominowałam Cię na swoim blogu, znajdziesz tam listę pytań:
    http://przewodnik-po-dietetyce.blogspot.com/2015/11/liebster-blog-award.html
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za nominację :) Bardzo mi miło. Już tam zaglądam i odpowiem na pytania :D

      Usuń
  2. Ja zeszłego tygodnia też nie tknęłam ani grama czekolady :D! Jednak czekolada ma właściwości prozdrowotne, dlatego warto po nią sięgać, ale z umiarem. Jedna, dwie czy trzy kostki na dzień co jakiś czas nie zaszkodzą. Fajnie, że masz tyle motywacji. Nie sądziłam, że pisanie do prasy nie jest takie łatwe ;P. Super, że stawiasz pierwsze potężne kroki w celu realizacji postanowień. Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że jakoś łatwiej mi się motywować, gdy ktoś "obserwuje" to, co robię. Chociażby tutaj na blogu. Ja mam tak, że lubię udowadniać ludziom coś, w co nie wierzą, że może mi się udać. Albo przynajmniej trudno mi się do czegoś zabrać i zrealizować. Także przez najbliższe tygodnie będę tutaj najczęściej pisać na te dwa tematy (praca i dieta :D). Wiem, że we wszystkim musi być umiar. Wiem, że gorzka czekolada jest dobra. Może od czasu do czasu będę ją kupować, ale na razie wolę się powstrzymać ;)
      No...pisanie do prasy nie jest proste, choć ja myślałam, że nie będzie z tym problemu. Jednak chcę się tego nauczyć. Może ta wiedza przysłuży mi się też do lepszego redagowania postów na blogu :)

      Usuń
  3. Przez dzisiejszy dzień zjadłam sporo ciastek. Mama ostatnio bawi się w ciasta ( a ja razem z nią) . Potem ktoś to musi zjeść :P Jeśli chodzi o odchudzanie to nie jestem dobrym przykładam. Zawsze lubiłam jeść i zawszę będę. Ja staram się zmniejszać porcje np. łyżkę makaronu mniej. A jeśli chodzi o pracę. Takie doświadczenia ci się przydadzą! Trzymam kciuki, aby ci się udało ! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też rodzina nie bardzo pomaga w moim zdrowym odżywianiu. Np ja chciałabym ograniczyć mięso ale mama uważa, że obiad bez mięsa to nie obiad. Ale staram się jeść jego jak najmniej. A najbardziej chciałabym po woli przejść na wegetarianim. Może kiedyś mi się to uda. Staram się jeść teraz np więcej kasz na obiad zamiast ziemniaków i wtedy taki obiad nie jest już taki bardzo kaloryczny :) Dziękuję za kciuki.

      Usuń
  4. świetnie, że coś ruszyło do przodu! mówiłam, że powolutku, powolutku a wszystko zacznie się powoli prostować i w tym przypadku? ;) gratuluję pierwszego spotkania w sprawie pracy, miejmy nadzieję, że wyniesiesz z tego mnóstwo korzyści i zdobędziesz nowe umiejętności. gratuluję również tego, że udało Ci się nie jeść tylu przekąsek co zwykle. sama wiem jakie to trudne, bo też mam do nich słabość i staram się to jakoś ograniczyć. osobiście w planach mam wizytę u dietetyka, bo w moim przypadku - w przeciwieństwie do Ciebie - automotywacja u mnie kompletnie nie działa i potrzebuję jakiegoś bata nad sobą, żeby się wziąć za siebie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to widzę,że w sprawie przekąsek się rozumiemy. Nie potrafiłam z nich zrezygnować, nawet jak teraz przestawiłam się na troche zdrowsze przekąski, typu jogurt pitny lub batonik zbożowy, ale ciągle to są jednak przekąski. Na szczęście kupiłam sobie w tym tygodniu mnóstwo wafli ryżowych, pieczywa chrupkiego, kaszy różnego rodzaju, płatków owsianych...czyli dużo błonnika, więc jak się je dużo produktów błonnikowych to apetyt jest mniejszy. Powiem Ci, że pomaga to. Mnie pomaga własnie pisanie bloga. Bo nawet głupio mi przed czytelnikami się "złamać" i jeść znów słodycze i inne kaloryczne produkty. Chce właśnie żeby inni na blogu widzieli moje postępy.

      Usuń

Jak wyrwać się ze szponów depresji

Dzień Dobry :) Jak to dobrze wrócić do blogowania. Ledwo napisałam swój pierwszy post (po długim czasie nieobecności tutaj), a już dziś...