06 października 2015

Wszystko ma swój czas

Pewnie zastanawiacie się, czemu dzisiejszy post zatytułowałam pewną piosenką Perfectu, do której tekst napisał mój ulubiony mistrz pióra - Jacek Cygan :)



Otóż, słuchając jej przez ostatni rok, bardzo często zastanawiałam się nad sensem nie tylko tych słów, ale także ich znaczeniem w życiu. W moim życiu i w życiu innych ludzi. No bo, co kryje sie w takim prostym tytule? To nie jest nic innego, jak ubranie w inne słowa, powiedzenia, że czas leczy rany. Albo tego, żeby po prostu zwolnić, zatrzymać się na chwilę, nie gonić za życiem, cieszyć się tym, co mamy. Zastanowić się przez chwilę nad tym, czym jest dla nas "czas"? Co oznacza to słowo? W XXI wieku ludzie w wielu krajach Europy, Ameryki Pn czy innych cywilizowanych krajów, żyją "na czas". Nawet jeden z moich ulubionych zespołów, Pectus, śpiewa ..."Zakochaj się na czas"



Wielu ludzi, praktycznie wszyscy żyją na czas. Śpieszą się, pędzą. Rano biegiem do pracy, po pracy też mnóstwo do zrobienia, nie mamy czasu nie tylko dla rodziny i bliskich, ale nie mamy czasu nawet dla samych siebie. Co wcale nie byłoby egoizmem. Przecież każdy człowiek potrzebuje odpoczynku, a w nocy minimum 8 godzin snu - w takim czasie organizm idealnie się regeneruje, wypoczywa. Ludzie nie mają czasu nawet na sen. Nawet w weekendy :) Ja rozumiem wszystkie obowiązki, rozumiem, przecież sama ostatnio nie mam czasu nawet wchodzić tak często na bloga, czytać inne blogi, ale to dlatego, że ostatnio staram się trochę od uzależnić od Internetu, Facebooka i telefonu. Pożyć trochę realnym życiem.

Przez ostatnie 2 lata nie było mi łatwo, miałam właśnie trudny czas. W ubiegłym roku zmarły 3 bliskie osoby z mojej rodziny. Nie umiem sobie powiedzieć "a...to przecież tylko dziadkowie". Dla mnie dziadkowie byli WAŻNI!. Nie zapominałam o nich za życia, odwiedzałam tak często jak mogłam, dali mi dużo ciepła, miłości, nauczyli jak żyć. Ich śmierć bardzo przeżyłam. Ciągle myślałam, o tym, co smutne, o przemijaniu. Straciłam sens życia, często myślałam, o tym, że nikt mi ich nie zastąpi. Od tamtego czasu jakoś zamknęłam się w sobie, potrzebowałam czasu, kiedyś wychodziłam ze znajomymi dużo, na miasto, do teatru, kina, na koncerty - to było moje życie! Jednak po śmierci dziadków przestałam być sobą, dużo siedziałam w domu, skończył się mój staż i od tamtej pory nie mogę znaleźć pracy, jedynie w weekendy mogę pracować w zoo, co bardzo kocham, ale chciałabym w tygodniu też gdzieś pracować. Brakowało mi sił do szukania pracy, do wychodzenia z domu. Siedziałam godzinami, czytałam książki, słuchałam muzyki, płakałam. Wtedy też dużo siedziałam w Internecie, na facebooku, choć rzadziej pisałam do znajomych, nie miałam siły. Potem dużo osób pytało mnie, czemu się nie odzywam, a mi nie chciało się mówić i tłumaczyć, że nie miałam siły kolejny raz odpisywać, że jestem smutna, że brakuje mi sił nawet na wyjście z domu. A nawet jak wychodziłam, to nałogowo chodziłam do empiku, czytać książki i szukając czegoś słodkiego do jedzenia, byle by "zagłuszyć" ten smutek we mnie i brak sił.

Z tego powodu niektórzy znajomi "wyrzucili mnie" ze znajomych na Facebooku, mówili, że myślę tylko o sobie, że nie chcę słuchać innych. Przepraszam Was za to, jeśli kogoś zraniłam w ten sposób, ale nie umiałam. Nawet jedna osoba napisała mi, że nie dziwi się, że nie mam przyjaciół. Ciągle się kłóciłam o czas właśnie. To mnie bardzo zabolało. Wtedy zastanawiałam się, czemu nie mam przyjaciół. Przecież miałam ich dużo kiedyś, a teraz, gdy mam trudny czas, nagle nie mam.

Potem, w lipcu tego roku, wyjechałam samotnie na kilka dni nad morze. Do Trójmiasta. Koleżanka mi kiedys poradziła, że nad morzem najlepiej się myśli. I wtedy, kiedy tak przemierzałam samotnie uliczkami Gdańska, plażą nad Bałtykiem czy w malowniczej Gdyni oraz samotnie w hostelu, wtedy, kiedy za dnia podziwiałam piękno morza i Trójmiasta, a w nocy płakałam z bólu życia, zrozumiałam, że życie i zamykanie się w samotności niczego mi nie daje. To trochę mi przypomniało książkę Murakamiego, która czytałam w tym roku, "Kronika ptaka nakręcacza", w którym główny bohater schodził do studni, by w samotności myśleć o życiu. Wtedy postanowiłam, że krok po kroku, muszę wrócić do "normalniej postaci siebie" ;)

Zaczęłam od tego, co kocham najbardziej. Właściwie od dwóch rzeczy - wróciłam do ptasiego azylu a tam koleżanki powiedziały mi "jak dobrze Cię widzieć". I tym podobne słowa. Czułam się tam potrzebna. Nie tylko zwierzętom, ale też ludziom z azylu. Poczułam, że ten azyl to jest nie tylko azylem dla ptaków, ale też dla mnie. Słuchałam też dużo muzyki, przygotowywałam się do kolejnego odcinka Melodii, który będziecie mogli zobaczyć 27 października o 17.25 na TVP1. ZAPRASZAM SERDECZNIE

I właśnie, po tym jak byłam na nagraniu, w miejscu, które kocham od lat, w ulubionym studiu 5, gdzie nagrywany jest program, z ludźmi, których znam i znajomym, którzy kibicowali mi i trzymali kciuki, najpierw, żebym się dostała, a potem już po :) Poczułam, że nadal jestem lubiana i ludzie dają mi tyle ciepła i serca. Dziękuję Wam za to. I Robert, który po raz kolejny sprawił mi miłą niespodziankę. Tak fajnie się nam rozmawiało przed kamerami! Już się ich nie boje. Wręcz przeciwnie.

Tak mi to dało pozytywnego kopniaka. A teraz, za tydzien idę na koncert Roberta, w Warszawie. A za 2 tygodnie wybieram się na koncert Skaldów. Kocham muzykę i koncerty. To moje życie. Nawet zaczęłam znów sama pierwsza pisać do znajomych, nawet tych dawno nie widzianych czy "nie pisanych :)").

Teraz czuję, że znów zaczyna żyć. A i nawet często zostaję zapraszana na rozmowy kwalifikacyjne. Zmieniłam swoje CV, w taki sposób, by bardziej zachęcić pracodawców do mojej osoby. Na razie sa to rozmowy, ale dobre i to. We wrześniu byłam juz na 4 lub 5 rozmowach. Teraz jeszcze musze się nauczyć przekonywać ludzi na rozmowach, że warto mnie zatrudnić. Trzymajcie kciuki. Bo teraz już tylko tego potrzebuję.


7 komentarzy:

  1. Powodzenia w realizacji planów zawodowych! Trzymam kciuki:)
    Dziękuję bardzo za piękną pocztówkę z Warszawy, która właśnie dzisiaj do mnie dotarła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że pocztówka dotarła do Ciebie. Dziękuję za kciuki!

      Usuń
  2. doskonale rozumiem to ponowne wychodzenie do ludzi, bo sama miałam w życiu taki okres. z innych co prawda powodów, ale jednak wyglądało to podobnie jak u Ciebie - ból, bezradność, zamknięcie się w czterech ścianach i odsuwanie bliskich od siebie, w moim przypadku jeszcze zdiagnozowana depresja, wszystko to doprowadziło do tego, że z wieloma osobami straciłam kontakt, wiele rzeczy przegapiłam. mnie na nogi postawiła co prawda pani psycholog i leki, niemniej jednak też w pewnym momencie zaczęłam walczyć o siebie i z dumą mogę powiedzieć, że teraz po dwóch latach, jestem sobą. znowu, wreszcie. a może nawet bardziej sobą niż wcześniej, bo o wiele bardziej mam świadomość samej siebie? wróciłam do tego co kocham czyli pocztówek, podróży i koncertów. odkryłam, że mimo tego trudnego czasu zostały przy mnie osoby, które - teraz to wiem - mogę nazwać prawdziwymi przyjaciółmi, znalazłam bliską osobę, która jest moją kotwicą na tym wzburzonym morzu życia. cieszę się więc, że i Ty powoli wychodzisz na prostą, odkryłaś na nowo to co kochasz i zaczęłaś walczyć o siebie i swoje szczęście. trzymam mocno kciuki, również za to, żeby udało się z pracą, ale jestem przekonana, że to tylko kwestia czasu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za zrozumienie. Wiesz, wiele osób przechodzi taki okres w życiu. Jak studiowałam to miałam tyle obowiązków, że nie miałam chwili dla siebie, byłam zabiegana, uczyłam się, nawet nie miałam kiedy podjąć jakieś dorywczej pracy (jedynie statystowanie na planie programów TV - w tym ulubionego Jaka to melodia ;) ). W weekendy regenerowałam siły. Potem po studiach dość szybko znalazłam pierwszą pracę - na zastępstwo, na pół roku, potem po 2 miesiacach udało mi się znaleźć staż na kolejne pół roku. A niedługo potem odeszli moi dziadkowie, co bardzo przeżyłam, bo byłam z nimi emocjonalnie bardzo związana, zawsze mi mówili,żebym się nie poddawała, szczególnie dziadek. Wiedziałam, że zawsze on mnie wspierał. Rodzice też, ale jakoś dziadek był taką "ostoją" rodziny, zawsze był mądry, wszystkim doradzał, a nagle wtedy poczułam, że potrzebuję zwolnić. Potrzebowałam czasu, zastanowić się nad sobą, moim życiem. Nie byłam u psychologa ani psychiatry ze swoim problemem, sądziłam,że oni i tak mi nie pomogą znaleźć pracy. Wtedy się zamknęłam, nie miałam siły, tak samo jak Ty. Każdy ma taki czas. Wtedy poznajesz, kto faktycznie jest Twoim przyjacielem, daje Ci czas na "dojście do siebie", nie marudzi, że nie masz dla niego czasu, tylko rozumie potrzebę bycia ze sobą samym. Martwią się, a nie wyrzucają Ci "dlaczego nie piszesz?" i głównie to dotyczyło facebooka, bycia "onlinie". a Gdy potrzebowałam spotkać się z kimś bezpośrednio, to nikt nie miał czasu :( pogubiłam się w tym wszystkim, dlatego musiałam wyjechac, sama, by troche to wszystko przemyślec, z dala od domu i znajomych. Nad morzem fajnie sie myśli, pamiętam jak z rana o 6 wyszłam z hostelu, pojechałam nad morze tramwajem na Jelitkowo na plażę, wtedy jeszcze prawie nikogo nie było, najpierw trochę posiedziałam na ciepłym piasku, potem przeszłam się brzegiem morza aż do Sopotu i z powrotem :D idealna terapia jak dla mnie. potem w sierpniu załapałam się na miesięczne praktyki w szkole. niby to za darmo, ale jakoś pomogło mi "stanąć na nogi", teraz z większym zapałem szukam pracy, właśnie zmieniłam CV i nawet zapraszają mnie na rozmowy :D jeszcze ten jeden krok mi pozostał - by ktoś mnie przyjął do pracy. :D Dziękuję za kciuki i za Twoje słowa. Nawet nie wiesz, jakie to dla mnie ważne, może nie znamy się bliżej, tylko przez bloga, ale właśnie takie wpisy osób, które mnie nie znają, a rozumieją, daje mi tak wiele :D Dziękuję.

      Usuń
  3. Aniu ja Cię rozumiem. Jestem dumna z takiej przyjaciółki jak Ty. Każdy czasem ma taki dzien że nie ma siły ani ochoty rozmawiać i należy wtedy
    uszanować drugą osobe a nie usuwać ze znajomych. Każdy ma prawo się źle czuć. Ja bardzo dobrze to rozumiem. Możesz na mnie liczyć. Zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kasiu, Ty byłaś jako jedna z nielicznych osób, które mnie nie opuściły w trudnym dla mnie czasie!!!! Mam u Ciebie dług wdzięczności. Chcę do Ciebie przyjechać w przyszłym roku, pochodzimy razem po górach ;) To moje marzenie.

      Usuń
  4. życzę ci powodzenia na tych rozmowach kwalifikacyjnych :)
    Dobrze, że się pozbierałaś - najważniejsze w życiu to dawać sobie radę :) Zamykanie się na świat rzeczywiście nie ma sensu, ale wiele osób musi przekonywać się o tym na własnej skórze. Mam nadzieję, że dzięki temu będziesz silniejsza i pozytywniej podejdziesz do życia :)

    OdpowiedzUsuń

RODZIAŁ 11

CZĘŚĆ II – KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ Rozdział 11 Tomasz i Sandra skończyli właśnie próbę do nowego przedstawienia w Teatrze Sy...