24 października 2015

WEEKEND W PODRÓŻY WEDŁUG MNIE! :)

Kochani Czytelnicy, 

Dziś będzie post typowo podróżniczy. Zainspirowałam się postem na pewnym blogu, którego śledzę http://www.ruszajwdroge.pl/2015/10/jak-zaplanowac-trase-wycieczki-po-Polsce.html#.VivyuHDwn7Y

Autorzy tego bloga - Kasia i Maciej opisali także (w innych postach - linki poniżej) swoje wymarzone/idealne dni w podróży, taki przykładowy dzień.

POST KASI
http://www.ruszajwdroge.pl/2012/12/wymarzony-urlop-dzien-w-ktorym-nic-nie-robie.html#.VivzZnDwn7Y

POST MACIEJA
http://www.ruszajwdroge.pl/2012/12/nie-spac-zwiedzac-czyli-moj-sposob-na-podrozowanie.html#.VivzknDwn7Y

Przyznam się, że mi bliżej do Maćka niż do Kasi sposobu podróżowania - wykorzystywania wolnego czasu na zwiedzanie bardziej niż na odpoczynek ;)

Pozwólcie, że tym razem ja przedstawię swój wymarzony/idealny dzień w podróży.

Mój idealny podróżniczy dzień, a właściwie to cały weekend, opowiem Wam na przykładzie mojego pierwszowiosennego weekendu w tym roku, tj. 21-22. marca 2015. W tamten weekend, a właściwie 22 marca miałam zaplanowany koncert Garou w Poznaniu razem z moją przyjaciółką z Gniezna - Kasią. A ponieważ miałam też wolną sobotę - 21. marca, to w ten dzień postanowiłam sama zwiedzić też Toruń. Przyjaciółka wraz z mężem w ten dzień wybierali się na zawody w nordic walking, także nie mogłam  z nimi być w tamtym dniu. To tak w kwestii wyjaśnienia Wam okoliczności mojej podróży. A teraz właściwy opis moich dwóch idealnych dni w podróży, po dwóch pięknych miastach - Toruniu i Poznaniu.


21. 03.2015. - sobota

Do Torunia przyjechałam po raz pierwszy. Tzn - pierwszy raz po to, by zwiedzić. Do tej pory Toruń służył mi tylko jako miasto przesiadkowe w drodze do Gniezna lub Bydgoszczy. Jednak tamtego dnia pojawiła się okazja do zwiedzania starówki oraz ogrodu zoobotanicznego.


W Toruniu wysiadłam na stacji kolejowej około godz. 10 rano. Po kupieniu biletów na autobus, jedzenia i picia na drogę i skorzystaniu z toalety mogłam ruszyć dalej. Wsiadłam do autobusu i przejechałam przez piękny toruński most (wybaczcie, zapomniałam jak się nazywa ten most :( ). Z okna autobusu już zaczęłam się zachwycać nadwiślańskim widokiem toruńskiej starówki. Szczególnie pięknie wygląda ten monumentalny kościół św. Janów nad tymi kamieniczkami i nad Wisłą. Kupiłam też pocztówkę z tym widoczkiem, która stoi u mnie na półce przed komputerem i właśnie się w nią wpatruję i wspominam opisywaną tu podróż :)

Po wyjściu z autobusu na placu Rapackiego udałam się drogą do Ogrodu Zoobotanicznego. Jestem biologiem, toteż zwiedzam wszelkie ogrody botaniczne i zoologiczne, a w Toruniu są 2 w 1. Chociaż to był marzec i jeszcze rośliny nie miały liści ani kwiatów, więc nie mogłam ich podziwiać w ich pełnej krasie ;) Za to mogłam się skupić na obserwowaniu zwierząt. Jest to dość mały ogród, także jego zwiedzanie zajęło mi jakieś 2 godzinki.

Po wyjściu z ZOO udałam się na przystanek tramwajowy i dojechałam tramwajem znów do placu Rapackiego, by oszczędzić trochę czasu.


 Potem udałam się na wspomniany wcześniej most. Przeszłam się nim pieszo, żeby sfotografować piękne widoki Torunia znad Wisły. To było dla mnie nie lada wyzwanie, ponieważ panicznie boję się wielkich mostów, nad wielkimi rzekami. W dodatku wtedy strasznie wiało, ale zdjęcia i wrażenia widokowe były dla mnie ważniejsze. :D




Potem zaczęłam odczuwać głód, ale nie miałam czasu jeszcze iść nigdzie, żeby zjeść. Wolałam zwiedzać. Przeszłam się więc na starówkę, pochodziłam uliczkami Torunia, doszłam do Krzywej Wieży, potem przeszłam się nad Bulwar Filadelfijski, a następnie idąc jedną z uliczek zobaczyłam na jednej z kamienic "DOM MIKOŁAJA KOPERNIKA"



To podziałało na mnie jak magnes. Wchodzę :D I tak zeszła mi kolejna godzinka. Wspaniałe muzeum, dla kogoś, kto interesuje się trochę kosmosem. :) I Mikołajem Kopernikiem, lub Toruniem. Mogłam się przenieść w czasie do dawnych lat. Więcej o tym miejscu pisałam TUTAJ

Następnie udałam się na Rynek Staromiejski, pod ratusz i pomnik Kopernika. Tam zaopatrzyłam się w mój niezbędnik turystyczny - przewodnik po Toruniu, mapkę Torunia i kilka pocztówek. A i torbę z napisem "Toruń".



Potem brzuch mi zaczął burczeć już na dobre,..więc skierowałam swoje nogi do restauracji Stary Toruń :)



Pyszne pierogi z pieca bardzo mnie nasyciły, choć zjadłam tylko 3 sztuki ;). Następnie poszłam do Ruin Zamku Krzyżackiego.

Oto wspomniane ruiny :)


Następnie nie mogłam nie pójść do Lenkiewicza na lody. Dużo dobrego o nich wcześniej słyszałam, że musiałam ich skosztować. Są przepyszne.



Następnie, z lodami w ręku przeszłam się na Rynek Nowomiejski.


 Tam chwilę usiałam na ławce i mogłam chwilę odpocząć, ale coś zimno zaczęło się robić. I zaczął padać deszcz. Jednak ja nie chciałam kończyć jeszcze zwiedzania.



W Toruniu nie mogłam też nie kupić sobie oraz dla moich przyjaciół, do których jechałam, tradycyjnych toruńskich pierniczków. Pycha <3


Potem przeszłam się jeszcze nad Bulwar i spacerowałam wzdłuż Wisły. A potem pojechałam autobusem na dworzec, choć jeszcze była jakaś godzinka do mojego pociągu, czy nawet dłużej, ale potrzebowałam usiąść w ciepłym miejscu. Tam też zjadłam porcję ciepłych frytek ;) tak, wiem, za dużo jem, gdy jestem w podróży. Ale wtedy, pod koniec dnia było mi bardzo zimno, więc musiałam się czymś rozgrzać.

Stamtąd pojechałam pociągiem do Gniezna. W Gnieźnie lał deszcz także, ale moi znajomi przyjechali po mnie samochodem. Jednak w domu rozgrzaliśmy się przy pierniczkach i ciepłej herbatce. Potem także obejrzeliśmy ulubiony program Twoja Twarz Brzmi Znajomo...a potem już byliśmy wszyscy tak zmęczeni - ja po wycieczce w Toruniu, a Kasia z Piotrkiem po zawodach, także trzeba było już się położyć o 12 w nocy, mimo iż zawsze, gdy u nich jestem, siedzimy do późnych godzin nocnych :D. Ale przecież następnego dnia czekała nas podróż do Poznania na koncert Garou.

22. 03. 2015. - niedziela

Obie z Kasią wstałyśmy wcześnie, tak, że po solidnym, pysznym śniadaniu zaczęłyśmy się przygotowywać do koncertu Garou i ruszyłyśmy na dworzec. Już około godz. 12 byłyśmy w Poznaniu, na dworcu. Kocham Poznań. Była to już piąta moja wizyta w tym mieście. Lubimy z Kasią tam jeździć. Zakochałam się w pięknym mieście Poznaniu. Jeszcze w tamtym dniu był ważny mecz Lecha Poznań z Legią Warszawa, toteż cały Poznań był opanowany przez kibiców w niebieskich szalikach :)



Udałyśmy się z Kasią na spacerek, pieszo, po Poznaniu. Na  naszą ulubioną ulicę Św. Marcin. Porobiłam zdjęcia, wstąpiłyśmy tradycyjnie do Empiku. Ja kupiłam mój niezbędnik turystyczny, a Kasia kupiła nową płytę Andrzeja Piasecznego "Kalejdoskop".




 Potem posiedziałyśmy sobie z Kasią na placu Wolności. Właściwie to Kasia posiedziała, bo bolały ją nogi od obcasów oraz gardło, a ja obeszłam cały plac, z różnych stron, by porobić zdjęcia.



Na rynek poznański tym razem się nie wybrałyśmy, bo jechałyśmy w przeciwną stronę. Ale zanim pojechałyśmy pod Halę Arena, to wstąpiłyśmy do Sphinxa na obiad.


 Co prawda miałyśmy się tam spotkać z naszą znajomą, z którą poźniej spotkałyśmy się na koncercie, ale niestety Sandra nie mogła być z nami w Sphinxie. ;) Najadłyśmy się pysznej SHOARMY i ruszyłyśmy dalej w drogę.


 Na przystanek, do tramwaju 13 ( o ile dobrze pamiętam ). A tam w tramwaju ...KIBICE LECHA :D. Zajmowali cały tramwaj. Ledwo co oddychałyśmy w tym tramwaju, nie mówiąc już o tym, że bałam sie w jakikolwiek sposób dać po sobie znać, że jestem z Warszawy ;).


Po wyjść z tramwaju przeszłyśmy się chwilkę uliczką i dotarłyśmy do Hali Arena, pod którą zrobiłyśmy sobie sesję zdjęciową. A potem weszłyśmy już do hali. Znalazłyśmy nasze miejsca w 1 rzędzie! A jak! :D I spotkałyśmy się z Sandrą i jej towarzyszem :), także zwarci i gotowi czekaliśmy na wejście Garou. Ten, jak zawsze oczarował nas swoim głosem.. Tyle cudownych chwil, dzięki jego muzyce, mogłyśmy przeżyć.


Jednak koncert za szybko się skończył :(. Trzeba było wracać na przystanek. Ciemno już było, Kasia ledwo chodziła na szpilkach. A w tramwaju...KIBICE LECHA. :D Chociaż tym razem spokojniejsi, bo Lech wygrał. To przynajmniej nie zdemolowali tramwaju. :D. Po wyjściu z tramwaju udałyśmy się na Dworzec. Miałyśmy jeszcze trochę czasu do odjazdu pociągu do Gniezna, toteż posiliłyśmy się kawusią oraz tradycyjnie - rogalami marcińskimi. A potem już wsiadłyśmy do pociągu. W trakcie jazdy oglądałyśmy zdjęcia i filmiki z koncertu.


Potem w domu Kasi, w Gnieźnie na spokojnie, na komputerze wszystko obejrzałyśmy. Włączyłyśmy płytę Piaska i byłyśmy w błogim nastroju. :) Chociaż Kasia nie do końca, bo się rozchorowała. Na drugi dzień nie musiała iść jednak do pracy, ja również, bo chwilowo nie pracuję, ale to dzięki temu mogłyśmy na spokojnie wstać, obejrzeć zaległy, niedzielny odcinek Jaka to melodia :), a potem zjadłyśmy śniadanko i Kasia odprowadziła mnie na dworzec. Stamtąd pojechałam pociągiem znów do Poznania! A stamtąd miałam już pociąg do Warszawy. Uwielbiam jeździć koleją. :D ( te zdjęcia zrobiłam z okna pociągu na trasie Poznań - Warszawa)






I to byłby koniec mojego idealnego i spełnionego weekendu w podróży. Taka już jestem. Dla mnie podróże to nie taki bierny odpoczynek, ale aktywny. Lubię wtedy dużo chodzić, zwiedzać. Lubię też jeździć na koncerty - to dodatkowo dodaje mi kolejnych emocji. Kocham robić zdjęcia. Lubię jeść w podróży, odkrywać nowe miejsca gastronomiczne na mapie Polski. Jakoś wtedy mam dziwnie zwiększony apetyt. Jestem mieszczuchem, mieszkam w Warszawie. Kręci mnie zwiedzanie miast, poznawanie ich klimatu, architektury, ważnych miejsc, zabytków i miejsc związanych z kulturą i sztuką, np filharmonie i teatry. Kiedyś byłam, właśnie w Poznaniu w przepięknym Teatrze Wielkim na koncercie Bajmu. Przepiękny teatr. Po każdej takiej podróży jestem bardziej zmęczona niż po takim typowym, codziennym dniu, wypełnionym obowiązkami. Ale to zmęczenie bardzo mnie satysfakcjonuje. A i oczywiście każdą podróż potem szczegółowo relacjonuję tutaj na blogu :) odkąd piszę bloga. :D

Kocham takie podróżowanie. A jak Wy lubicie podróżować? Jak wygląda Wasz idealny dzień w podróży? Piszcie w komentarzach, jeśli chcecie się podzielić ze mną swoimi wrażeniami z podróży.


11 komentarzy:

  1. Zdecydowanie mi też bliżej do sposobu podróżowania przedstawionego przez Macieja. Nie cierpię siedzieć na tyłku, bierny wypoczynek to nie dla mnie. Lubię wszędzie wejść, wszystkiego dotknąć, przez co zawsze w podróży czuję niedosyt, bo niestety nie da rady wszędzie się zatrzymać, by móc wszystko obejrzeć. Ale lubię też usiąść np. na ławce na Rynku w jakimś mieście, czy na plaży, łące etc. i obserwować toczące się w danym miejscu codzienne życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze Cię rozumiem. Ja też uwielbiam posiedzieć na Rynku, w danym mieście, które odwiedzam. Lubię obserwować życie mieszkańców. Ostatnio jak byłam na Pomorzu, to odwiedziłam Gdańsk, Gdynię, Sopot i Wejherowo. I np w Trójmieście czuć było wakacje, mnóstwo turystów, plażowiczów, wycieczek. A w Wejherowie życie normalnie się toczyło, ludzie robili zakupy, jechali do pracy, z pracy. I tylko ja w chyba byłam tam jedyną turystka, aż nawet jakiś chłopak zaczepił mnie i zapytał skąd przyjechałam i doradzał mi, co mogę zwiedzić w Wejherowie :D bardzo miło z jego strony.

      Usuń
  2. Ja także wolę zdecydowanie aktywne zwiedzanie, a nie bierne siedzenie w jednym miejscu. Chyba dlatego tak bardzo uwielbiam objazdówki! Kocham i przemieszczanie się z miejsca do miejsca np. autokarem, samochodem czy tam pociągiem, ale również zwiedzanie danego miejsca. Często wybieram zwiedzanie na piechotę, a nie korzystanie ze środków transportu miejskiego, bo owszem zaoszczędza to czas, ale nie pieniądze (które mogę przeznaczyć np. na pocztówki), no i idąc możemy zobaczyć więcej, zrobić zdjęcie tego, co nas zaintryguje, itd. Co prawda potem jestem nie do życia jak przejdę tyle kilometrów, ale mówi się trudno :D Najlepiej jak nie pada deszcz - wtedy jest idealny dzień w podróży! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też kocham już samo przemieszczanie się. Co prawda w samochodach się źle czuję, ale uwielbiam za to jeździć pociągami. Co do środków transportu, to ja jakoś lubię przemieszczać się nimi po danym mieście/miastach które zwiedzam, dzięki temu jeszcze bardziej poznaję codzienne życie mieszkańców, np jak jechałam SKMką w Trójmieście, albo Trolejbusem w Lublinie, czy wspomnianym (starym) tramwajem w Poznaniu z kibicami Lecha :D Tylko, właśnie, szkoda,że pieniądze tak szybko się rozchodzą podczas podróży. Kocham też kupować właśnie pamiątki, pocztówki, regionalne przysmaki jak np rogale Marcińskie czy pierniczki w Toruniu. To jest życie! :D

      Usuń
  3. Ja także kocham podróże. Lubię poznawanie nowych, nieznanych miejsc, w których jeszcze nie byłem. Podróż w nieznane to jest to!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A potem można te podróże wspominać przez wiele lat, dzięki temu życie jest piękniejsze i bogatsze. Chciałabym kiedyś właśnie pojechać gdzieś w nieznane, w niezaplanowaną podróż. Przeznaczyć na nią np jakiś czas, np 2 tygodnie, i jechać tam, gdzie nas prowadzi serce i nasze nogi ;)

      Usuń
  4. Ja akurat wczoraj byłam w Toruniu, na konferencji dietetycznej. Dzięki Bogu z koleżanką miałyśmy jeszcze czas na małe zwiedzanie- muszę przyznać, że zakochałam się w Toruniu na nowo. Bo choć bylam już tam kiedyś z wycieczką szkolną, to wtedy nie doceniałam uroków pięknych uliczek i zakamarków :) Na szczęście mieszkam teraz w Bydgoszczy, a to rzut beretem do Torunia- będę mogła tam wpadać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się zakochałam w Toruniu. Ma chyba najpiękniejszą i najbardziej tajemniczą starówkę z tych miast, w których byłam. Jeszcze w Gdańsku jest pięknie. Te zakamarki, o których wspomniałaś, właśnie tworzą tą magię Torunia, np w pobliżu Krzywej Wieży, czy tam, gdzie są ruiny Zamku Krzyżackiego. Aż zaczęłam się gubić na tej starówce, dlatego musiałam korzystać z mapki w przewodniku. Jeszcze tam kiedyś wrócę.

      Usuń
  5. u mnie w związku jest na odwrót - mój Szymon woli najpierw odpocząć i poleniuchować a potem zwiedzać a ja odpoczywanie zostawiam zawsze na wieczór lub ostatnią chwilę. ale na szczęście jakoś udaje się nam godzić nasze podejścia podczas wyjazdów :)

    mój idealny dzień w podróży to na pewno taki, w którym jadę autostopem, gdzie podróżowanie jest o tyle bardziej ekscytujące, że nie wiadomo gdzie się tak naprawdę wyląduje i z kim się tę podróż przeżyje. to słoneczny dzień na poboczu drogi, w którym każde mijające auto to cień niepewności, nadzieja i wielka niewiadoma. to niesamowici ludzie, którzy przywracają wiarę w człowieka swoją bezinteresownością. to przepiękne miejsca, o których nigdy wcześniej nie słyszałam i pewnie nigdy później bym nie usłyszała, bo znane są tylko tubylcom.

    Toruń lubię, choć są w nim jeszcze miejsca, których nie widziałam i nie poznałam. a Poznań dopiero odkrywam za sprawą swojego Szymona, który stamtąd pochodzi. powoli się z tym miastem oswajamy nawzajem, ale nie potrafię jeszcze jednoznaczne go ocenić. za to... kibice Lecha są mi o tyle bliscy, że sama już kilka razy w ich tłumie jechałam i wracałam z poznańskich meczy :D

    PS. zmieniłam adres bloga na http://pasazerkowy.blogspot.com więc w razie zainteresowania moimi kolejnymi wypocinami trzeba mnie jeszcze raz dodać do obserwowanych, lubianych itp ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To najważniejsze, że umiecie dojść między sobą do porozumienia. Są ludzie, którzy lubią wcześniej pozwiedzać, a później mieć czas wolny, a inni odwrotnie. Jak tak opisujesz swój idealny dzień w podróży, to aż zatęskniłam za latem. Szkoda, że trwa tylko 2 miesiące. A ostatnio bardzo lubię jeździć na zachód od Warszawy. Tam są piękniejsze, bardziej malownicze i ciekawsze miejsca do zwiedzania, zwłaszcza dla mnie, mieszczucha :D Oooo też miałaś okazję poznać tramwajowych kibiców Lecha :D U mnie w Warszawie, nawet jak są mecze Lecha z Legią (jak niedawno był) to nie widać kibiców na ulicach miasta. A to bardzo fajne jest, jeśli oczywiście nie dochodzi do przemocy czy demolowania miasta. A na Twoim blogu już byłam i ponownie Cię obserwuję ;) Pozdrawiam.

      Usuń
  6. W Toruniu byłam całe wieki temu. Nawet strach sobie przypominać, ile już czasu minęło. Ale pamiętam, że bardzo podobało mi się w tym mieście, więc chętnie tam kiedyś wrócę. Szkoda, że tak daleko...

    OdpowiedzUsuń

Christiane F - Życie mimo wszystko

Cześć!  W dzisiejszym poście przychodzę do Was z recenzją książki, którą przeczytałam ostatnio. Była nią "Życie mimo wszystko"...