13 stycznia 2015

3 Kobiety, które najbardziej podziwiam

Witajcie, 
wybaczcie,że przez kilka dni nie pisałam, ale byłam chora, dziś nadal jestem, ale po woli dochodzę do zdrowia, więc mogę tu napisać post. Powiem Wam,że obok medykamentów, bardzo dobrym lekiem na wszystkie choroby jest muzyka :) Jak słucham muzyki to czuję sie lepiej, przynajmniej duchowo. Przez te kilka dni zastanawiałam się o czym tutaj napisać i tym razem chciałam napisać o trzech wspaniałych kobitach, które mają w sobie jedną wspólną cechę - siłę w sobie! Jest oczywiście dużo więcej kobiet, które podziwiam, w różnych aspektach życia. Dziś jednak chcę pokazać Wam,że siła jest kobietą. Wbrew słowom pewnej znanej piosenki, kobieca płeć wcale nie jest słaba. :)

fot. turystyka.wp.pl 

Jedną z kobiet, którą podziwiam pod tym względem, a o której już pisałam trochę na tym blogu, jest Martyna Wojciechowska. Myślę,że jest to kobieta każdemu znana, nawet jeśli ktoś nie interesuje się jej programami, nie czyta jej książek czy artykułów w jej magazynie National Geographic, to każdy mniej więcej słyszał o jej dokonaniach i wyczynach. Martyna jest nie tylko zapaloną podróżniczką, kocha także samochody, lubi nurkować, wspinać się po górach, jeździ na różne krańce świata, by poznać jak żyją kobiety w odległych nam terenach. Jedni mogą jej zarzucić,że robi to wszystko po to, by się stać bardziej popularna, żeby media o niej pisały a ludzie podziwiali. Jednak mimo wszystko Martyna musi być odważną i silną kobietą, skoro podejmuje się takich wyzwań. Nieraz spotykała różne trudności podczas swoich wypraw...miała np groźny wypadek ( o ile dobrze pamiętam to było na Islandii), gdzie zginął jej kolega, a ona sama bardzo połamana leżała dłuższy czas w szpitalu ( o czym wspomina w swojej książce "Przesunąć Horyzont"). Innym razem Martyna zachorowała na jakąś poważną chorobę (nie pamiętam w tej chwili na jaką) tropikalną, ale z tego też udało się jej wyjść. Wszystkim moim czytelnikom polecam przeczytać, wspomnianą przed chwilą książkę, o której pisałam więcej TUTAJ. W tej książce Martyna opisuje swoją przygodę z najwyższą górą świata - Mount Everestem. Opowiada szczegółowo o swojej wyprawie, o tym, kiedy zaczęła o tym marzyć, o tym, w jakim bólu wchodziła na szczyt świata. Warunki panujące w Himalajach nie należą do najlepszych. Wręcz przeciwnie. A mimo to Martyna się nie poddaje, bo dla niej wejście na Everest jest czymś więcej niż zdobyciem szczytu. Jest także pewnego rodzaju próbą, w której próbuje pokonać swoje własne słabości. Dla niej Everest jest taką granicą, z którą walczyła i której udało sie ją przesunąć/pokonać. Martyna jest jedną z niewielu kobiet, którym udało się wejść na tą najwyższą górę, a tym bardziej wśród Polek. Jestem z niej bardzo dumna i czytając tą książkę w zeszłym roku nabrałam jeszcze większego szacunku dla Martyny i jej dokonań. Pokazała mi, że można wejść na Everest nawet z bólem kręgosłupa i w skrajnym wyczerpaniu fizycznym, pokonała słabości nie tylko psychiczne, ale właśnie fizyczne, a te jeszcze bardziej czasami potrafią nas ograniczyć. 



fot. olimpiada.interia.pl 

Drugą kobietą, którą podziwiam za jej siłę, determinację, walkę o zwycięstwo i hart ducha jest Justyna Kowalczyk, nasza Mistrzyni Olimpijska!!! Wiem,że wielu sportowców, a tym bardziej kobiet, jest również silnych i zdeterminowanych, jednak mnie Justyna przekonała o tym najbardziej podczas zeszłorocznej Olimpiady w Soczi, kiedy to męczyła się z kontuzją stopy. Nie była w stanie trenować, była wyczerpana fizycznie, a mimo to pokonała wszystko. I zdobyła złoty medal. Tym bardziej ze smutkiem przyjęłam wiadomość o jej depresji. Oto co Justyna mówiła o swojej chorobie: " - Od ponad roku mam zdiagnozowane stany depresyjne. Od ponad półtora roku walczę z bezsennością. Może by się zebrało kilkadziesiąt nocy, które w tym czasie normalnie przespałam. Walczę ze swoim organizmem, z ciągłymi nudnościami, zasłabnięciami, gorączkami po 40 stopni, lękami. Z problemami, które mi się wcześniej nie zdarzały. W pewnym momencie byle posiłek bywał wystarczającym powodem do wymiotowania. Teraz jest trochę lepiej. Łączyć to wszystko z treningiem jest bardzo trudno. Bywały takie dni, gdy jedynym moim widokiem był sufit w pokoju. Gdy nie miałam siły ani chęci wstać z łóżka, a jedynym pytaniem było: po co?" (sport.pl). Tym bardziej podziwiam Justynę za to, jak silną jest kobietą, nie dośc,że walczy ze swoimi słabościami, a sama dobrze wiem, czym jest depresja i jak ciężko czasem wstać z łóżka, temu, kto na to choruje, a co dopiero mówić o morderczych treningach. Ale dla Justyny sport to też pasja. A że czasem nasze pasje są jednocześnie sporym wysiłkiem fizycznym, to stawało się dla niej też udręką. Dlatego właśnie podziwiam Justynę. Kibicuję jej bardzo, i w sporcie i w życiu. Pokazuje nam, a przede wszystkim sobie,że warto zwyciężać, nie tylko w sporcie ale też w życiu! 




Trzecią kobietą, o której chciałam napisać, także wspominaną przeze mnie już na tym blogu (W TYM POŚCIE), jest Waris Dirie. Znana, światowa Top Modelka, pochodząca z Somalii. Chociaż w jej przypadku chodzi mi o inny rodzaj siły niż u Martyny i Justyny. Te dwie ostatnie wykazują bardzo dużo siły fizycznej (mięśni) a także determinacji w realizacji celów. W przypadku Waris, siłą, którą podziwami w niej jest siła natury psychicznej. Dwa lata temu oraz w zeszłym roku czytałam książki, które napisała i z nich czerpię wiedzę na temat jej życia oraz życia kraju, z którego pochodzi. Dzięki tym książkom możemy sie przekonać jak daleką drogę Waris musiała pokonać, by zawędrować z namiotu nomadów do Nowego Jorku. I myślę że autorka, poprzez ten podtytuł swojej pierwszej książki "Kwiat Pustyni", chciała podkreślić nie tylko kilometry dzielące Somalię z USA, ale także "duchową drogę", jaką musiała pokonać, by stać się "cywilizowanym człowiekiem" i spełnioną kobietą, pewną siebie, mającą ważną misję do spełnienia na świecie. Waris uciekła z domu, bo nie chciała wychodzić tak wcześnie za mąż i to za starego mężczyznę. Chciała sama móc decydować o tym, kto zostanie jej mężem. Waris jakiś czas potem znalazła się w Londynie, a potem zaczęła karierę modelki. Równocześnie rozpoczęła swoją działalność na rzecz okaleczania narządów płciowych kobiet w krajach afrykańskich. Wierzy w to co robi, choć czasem traci ją, widząc,że nawet jej własna matka nie chce przyjąć słów córki do serca. Waris musiała sobie radzić w życiu już od maleńkości. Uciekając z domu była przecież małą dziewczyną, która cierpiała bardzo z powodu swojego okaleczonego ciała. Wiele razy narzekała na bóle w okolicach intymnych. Próbowałam sobie wyobrażać ten ból i zawsze miałam łzy w oczach. A przecież właśnie ten ból zmotywował ją do walki z tym okrutnym procederem na świecie. I choć niełatwo jej jej o tym mówić publicznie, bo jak dla każdej kobiety, jest to temat bardzo intymny, osobisty. Ale nie ma wyboru. Musi to robić, by zapobiec takim okrutnym praktykom w przyszłości. Waris założyła nawet fundację (ZAJRZYJCIE TUTAJ), której celem jest walka z obrzezaniem kobiet. 




Myślę,że po krotce przedstawiłam Wam 3 kobiety, które wywarły na mnie wielkie wrażenie swoją postawą, siłą i determinacją w walce o swoje cele, o ważne wartości, których może inni nie rozumieją, ale dla nich są najważniejsze w życiu. Ale tak naprawdę to dotyczy także każdego z nas. Warto nie poddawać się w życiu, nawet jeśli napotykamy wiele przeszkód. Często ludzie mogą nam powtarzać,że nie warto czegoś robić, bo po co ? I właśnie takie komentarze najbardziej dodają mi sił i motywują do walki o swój cel. 

3 komentarze:

  1. Wszystkie trzy panie są naprawdę wspaniałe. Bardzo lubię programy Martyny. Są zarazem ciekawe i wzruszające. Warto je oglądać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie są wspaniałe, jednak ja najbardziej z tej trójki uwielbiam Martynę :). Chętnie zostaję na jej programie podczas przeskakiwania kanałów :P. Chciałabym kiedyś przeczytać jakąś książkę jej autorstwa, muszę chyba uśmiechnąć się do właściwych osób :D!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam Ci najbardziej książkę "Przesunąć horyzont". pisałam o niej tu na blogu :) Jeszcze podobała mi się "Etiopia. Ale czat!" :)

      Usuń

RODZIAŁ 11

CZĘŚĆ II – KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ Rozdział 11 Tomasz i Sandra skończyli właśnie próbę do nowego przedstawienia w Teatrze Sy...