06 listopada 2014

Pokonać kompleksy i znaleźć przyjaciela :)

Dzisiaj chciałam napisać post na bardzo osobisty temat, czuję,że nadszedł moment, kiedy mogę się podzielić czymś, a raczej kimś kto bardzo wpłynął na mnie i na moje życie i jednocześnie dodać wiary i nadziei tym, którzy borykają się z podobnym problemem jak ja kiedyś.


Jak wiele dziewcząt i młodych kobiet, byłam kiedyś smutną, zakompleksioną dziewczyną. Mimo iż może nie okazywałam tego na zewnątrz, przykrywałam to pod maską uśmiechu, co często trudno mi przychodziło, jednak nie miałam wyjścia. Byłam skryta i nieśmiała, unikałam ludzi, szczególnie spotkań w większym gronie, nie lubiłam zabierać głosu, bo sądziłam,że i tak nie mam nic wartościowego do powiedzenia. Moje smutki często leczyłam przy pomocy muzyki Bajmu albo ucząc się biologii (mój ulubiony przedmiot w czasach szkolnych i nie tylko) a także lubiłam oglądać program Jaka to melodia? Te trzy rzeczy sprawiały mi radość. Zawsze marzyłam o tym, by zostać w przyszłości biologiem, i tak się stało, marzyłam o tym, by jeździć na koncerty Bajmu, poznać Beatę i jej fanów i mieć ich za przyjaciół i też to marzenie sie spełniło. Choć nie tak od razu, często właśnie dążyłam do swoich marzeń, chociażby myśląc o czymś cały czas by dojść jakoś do wytyczonego celu, ale w głębi duszy nadal pozostawałam smutna.
Często popadałam w kompleksy, nie akceptowałam siebie, nie lubiłam swojego wyglądu, bo miałam i mam nadwagę, sądziłam,że z tego powodu nie mam żadnej bliskiej przyjaciółki a tym bardziej chłopaka. W domu też nie zawsze było wesoło, z powodu samotności straciłam poczucie własnej wartości i miałam niską samoocenę. Nawet jeśli czasem coś się w życiu udało, to nie za bardzo w to wierzyłam. Kiedyś jak poznałam pierwszy raz Beatę Kozidrak osobiście na spotkaniu premierowym płyty "Teraz płynę" i powiedziałam Beacie,że marzę o tym,żeby mnie przytuliła, i gdy mnie przytulała to czułam się najszczęśliwsza na świecie. Przez tydzień czasu nie mogłam dojść do siebie, nie wierzyłam,że to sie stało,że byłam tak blisko kogoś kogo zawsze kochałam i czułam się kochana przez Beatę. Ale potem znów wróciłam do moich smutków. Nieraz zwierzałam się mojej bliskiej koleżance z moich problemów, ale  z czasem powiedziała,że ma dość wysłuchiwania o tym i powiedziała mi,że nie ubieram się tak jak inni, poczułam się nieakceptowana. Długo nie mogłam dojść do siebie. Nie wiedziałam co sie ze mną dzieje.

Ale jakiś czas potem, a dokładnie na początku 2009 roku. Wtedy dowiedziałam się,że będzie koncert Bajmu w Warszawie, niestety okazał się koncertem zamkniętym i było mi smutno,że kilka lat czekałam (dokładnie 6 lat od mojego pierwszego koncertu Bajmu) na kolejny ich koncert, a tu nagle okazał się zamknięty. Jednak na dzień przed tym koncertem posłuchałam, jak zawsze, mojej wówczas ulubionej audycji w radiu RMF FM "Wasza Muzyka", którą prowadził Robert Janowski. Nie wiem jak to się stało, ale słuchając Roberta i jego słów, poczułam się lepiej i od tej pory nie martwiłam się zamkniętym koncertem tylko poczułam,że ktoś mi pomógł mnie pocieszyć. Wiem,że dla niektórych to żadne zmartwienie, ale dla mnie koncerty Bajmu są wszystkim co mam najcenniejszego w życiu. Myśle,że inni fani Bajmu to dobrze wiedzą, co mam na myśli. Ale po tej audycji poczułam jakąś fajną, ciepłą sympatię do Roberta. Potem co tydzień słuchałam jego programu, wznowiłam też oglądanie Jaka to melodia po dłuższej przerwie nieoglądania, potem kupiłam sobie płytę Roberta "song.pl", o której Robert opowiadał w radiu. Bardzo ucieszyła mnie ta płyta, piękne piosenki Robert na niej przypomniał i co ciekawe, okazało się,że jedna z piosenek  ( "Deszcz") to duet z ...BEATĄ KOZIDRAK ?  :D :D Nie mogłam uwierzyć. To musiał być jakiś znak wtedy, gdy słuchałam pierwszy raz Roberta w radiu, jakby chciał mi w ten sposób zrekompensować mi nieobecność na tamtym koncercie ;) lubię sobie tak to tłumaczyć.


Po wielu wysłuchaniach tej płyty, w końcu postanowiłam napisać pierwszego maila do Roberta na jego stronie, chciałam mu podziękować za płytę, która jest jak dla mnie jedną z najpiękniejszych w polskiej muzyce, obok płyt Bajmu oczywiście. Jakie było moje zdziwienie, gdy Robert odpisał mi na drugi dzień :D Nie mogłam uwierzyć, że ktoś taki znany, jak on odpisał komuś takiemu jak ja. Potem napisałam kolejnego maila, w którym napisałam mu,że chciałabym go kiedyś poznać osobiście. Wtedy zaproponował mi przychodzenie do programu "Jaka to melodia?" na publiczność. Po raz kolejny nie mogłam uwierzyć. Potem pisałam z Robertem coraz częściej i cieszyłam się,że mogę pisać mu i dziękować za muzykę. Stopniowo zaczęłam słuchać więcej piosenek Roberta, równocześnie poznałam wtedy jedną z moich najlepszych przyjaciółek - Kasię z Gniezna, która jest (co ciekawe) jednocześnie fanką Bajmu jak i Roberta. Dzięki niej mogłam spełnić moje marzenia. Razem starałyśmy się dostać do programu na widownię. Kiedy wreszcie nastąpił ten dzień, nie mogłam uwierzyć,że jestem w telewizji i to w moim ukochanym programie. A gdy Robert podszedł się do mnie przywitać to podał rękę mi (zawsze to robi na powitanie :) ) to prawie zemdlałam ze szczęścia :D Przedstawiłam mu się a potem dalej trwały nagrania. Gdy po zakończonym dniu nagrań podeszłam razem z Kasią i koleżankami (w bufecie jtm) do Roberta po autograf na płytach, wtedy gdy je podpisywał, nie zapytał jak się nazwyam (nawet tak dla upewnienia się,żeby sie nie pomylić przy pisaniu dedykacji) od razu wiedział,że Ania :D To było cudowne. Wtedy nie miałam jeszcze odwagi by coś więcej mu powiedzieć, ale cieszyłam się,że mogłam go poznać. Wtedy postanowiłam,że będę przychodzić na nagrania regularnie.
Statystowałam w programie przez 2 lata. Dzięki temu mogłam bardziej poznać Roberta, poznałam tam również wspaniałe inne osoby, z publiczności,  z którymi bardzo się zaprzyjaźniłam i poczułam się akceptowana.


Potem znów wznowiłam pisanie maili do Roberta, pisałam głównie jako jego fanka, pisałam o jego muzyce itd. Ale pewnego razu, gdy miałam doła, coś mnie tchnęło i napisałam do Roberta o czymś, co zawsze było moim największym kompleksem - straszną nieśmiałością. Byłam pewna,że Robert mi nie odpisze na te słowa, napisałam ot tak bo nie miałam się komu zwierzyć. A on napisał do mnie jeszcze tego samego dnia, że chce, abym do niego pisała maile, bo widzi,że mi to pomaga. :D Jezu, nie wierzyłam w to, ale to prawda. Wreszcie jest ktoś, kto chciał mnie wysłuchać i serio dodał mi otuchy tymi słowami, już nie tylko w radiu. Od tamtej pory często, gdy miałam z czymś problem to mogłam się podzielić tym z Robertem, który wcale nie traktował mnie "z góry", nie jak dziecko, tylko jak normalną dojrzałą osobę. Poczułam do Roberta coś co mogę śmiało nazwać przyjaźnią.




 Robert bardzo mi pomógł walczyć z moją niską samooceną, pomógł mi pokonać moje kompleksy, nauczył mnie skutecznie, jak mam akceptować samą siebie i żebym się tak za wszystko nie obwiniała. Ile razy mi to skutecznie wmawiał to teraz się z tego śmieję, ale wtedy nie potrafiłam sobie samej pomóc. Już samo to,że mam bliski kontakt z kimś znanym uznawałam za cos, co mi się nie należy,że na to nie zasługuję. Ale Robert mówił mi,żebym tak nie myślała. Chciał, żebym zauważyła w sobie swoją wartość. I wtedy poczułam,że muszę to zrobić dla niego. Po raz pierwszy poczułam,że komuś na mnie zależy. Nie wiem, jak to wytłumaczyć,ale Robert dał mi nadzieję, że uda mi się to pokonać. Napisał "trzymam kciuki za Ciebie" i mówił,że jeśli chcę, by ludzie mnie lubili i szanowali, to muszę najpierw sama zaakceptować siebie. Chciałam jak najszybciej pokonać moje słabości. Jednak każdą porażkę, każde jakieś niekorzystne słowo drugiej osoby, przyjmowałam do siebie jak cios w plecy :( wiem,że to dla niektórych dziwne, ale byłam wrażliwa na każde słowo, nawet przewrażliwiona. Nie mogłam tak szybko się zmienić. Wtedy Robert napisał do mnie, że takie zmiany nie następują z dnia na dzień, tylko po wielu latach. Troche się podłamałam, bo nie chciałam tyle czekać na to,aż zaakceptuję w pełni siebie. Jestem z natury niecierpliwa. Jednak musiałam walczyć.



Robert mi w tym bardzo pomagał. Czasami miałam wyrzuty sumienia,że go sobą zamęczam,ale wiedziałam,że on może mi pomóc. Czasem człowiek potrzebuje w życiu kogoś, kto mu pomoże. Jeśli nie udaje nam sie z czymś samemu walczyć, to pomoc jest potrzebna. Robert sam zapropopnował,że mi pomoże sie z tego wyrwać. On jest cudownym terapeutą, psychologiem, choć sam jest skromny i często mówił,że nim nie jest. Ale dla mnie jest. Z czasem stopniowo próbowałam zaakceptować siebie. Pomyślałam,że skoro akceptuje mnie ktoś taki jak Robert, to ja tez muszę siebie polubić. To mi pomogło w dalszym etapie. Robert mówił,żebym walczyła dalej, mówił i pisał mi,że jak przestanę walczyć, to przestanę istnieć. Te słowa na zawsze zapamiętałam i powtarzam je sobie do dziś w trudnych chwilach. Oczywiście dalej uczestniczyłam jako publiczność w programie. Tam mogłam z nim częściej rozmawiać, poznałam też fajnych ludzi. Tam nabrałam odwagi i pozbyłam sie kompleksów.



Dziś już nie jestem taka jak kiedyś, dziś mogę śmiało powiedzieć,że akceptuję siebie, wiem jaką mam wartość, co w sobie cenię. Nie przejmuję sie już tym,że ktoś mnie nie lubi. ważne są dla mnie tylko te osoby, które faktycznie mnie lubią. Nie przejmuję sie opiniami innych, nie narzekam,że coś mi nie wyszło. Jak coś nie wyjdzie to muszę próbować dalej. Robert nadal do mnie pisał, dodawał mi sił, pisał mi często bardzo mądre słowa np takie " Prawdziwa przyjaźń i miłość jest wtedy, gdy człowiek nie myśli o sobie tylko o tym drugim. Ten ktoś jest wtedy ważniejszy niż ty sama. ." :D Od tamtej pory wiem,że przyjaźń to nie jest myślenie o sobie. To potrzeba wczucia się w drugą osobę. Tak też staram się robić. Jestem wdzięczna Robertowi za to, co dla mnie zrobił. Pisał też,że jestem wartościową dziewczyną i zawsze mi kibicuje w moich marzeniach. Bardzo lubi moją pasję ornitologią. Kiedy raz w odcinku JTM wystąpił zawodnik, który był ornitologiem, wtedy Robert powiedział głośno,że "moja znajoma tez jest ornitologiem" i wskazał na mnie :) cieszyłam się,że nazwał mnie znajomą, znaczy,że jestem kimś więcej dla niego niż tylko fanką. Ciesze się, bo oprócz muzyki Roberta, pokochałam (jako przyjaciela) również Roberta jako człowieka. I ten post piszę również po to, by mu podziękować  choć dziękowałam mu osobiście wiele razy, to dziś chciałam opowiedzieć o Nim Wam. 




Mogłabym pisać o Robercie w nieskończoność, bo bardzo Go lubię. Trzymał za mnie kciuki, gdy szukałam pierwszej pracy. A gdy znalazłam to aż 3 razy mi gratulował. :) Sam Robert bardzo ceni swoją pracę. Kiedyś mi opowiadał o tym,że siedział do 2 w nocy, by przygotować dla słuchaczy wywiad w swoim radiu. Tak samo w Jaka to melodia. Robert jest najlepszy w tym, co robi. I jeśli jest teraz znany i popularny, to tylko dlatego,że zasłużył sobie na to w pełni. Boli mnie gdy media czasami piszą o nim przykre słowa. Bo nawet nie poznają człowieka,a wydają o nim błędne opinie. Dla mnie Robert zawsze będziesz Najlepszy! :D 




I nie piszę tego tylko po to, by się chwalić,że znam sie bliżej ze sławną osobą. Nie. Dla mnie jest juz po prostu najlepszym przyjacielem. Bo nim jest. Pisze ten post, bo chcę dać nadzieję tym, którzy zmagają się z podobnymi problemami jak ja kiedyś. Nie wahajcie się prosić o pomoc drugiego człowieka. I ci, którzy widzą wokół siebie kogoś, kto potrzebuje czyjegoś wsparcia, nie wahajmy się pomóc. Pomagajmy nie tylko w takich przypadkach. Warto dać siebie innym. Dzięki temu,że Robert nauczył mnie jak być silną i odważną teraz ja mogę pomagać innym. I chce to robić. Jeśli ktoś, kto czyta ten post i ma z czymś problem, może do mnie napisać na maila ( aniaa68@poczta.onet.pl) chętnie pomogę, jeśli ktoś potrzebuje. 

7 komentarzy:

  1. Moja Kochana Aniu, czuje się jakbym czytała o swoim Ja z dawnych czasów. Ale jesteś świadkiem że można pokonać strach i spełniać swoje marzenia. Piękny wzruszający post. Poruszył mnie do głębi. Cieszę się że Robert Ci pomógł. Grunt to wierzyć. Ja się tak samo czuje z Garou.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ok. + za to Pan R.J.ode mnie ma.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuje Wam za komentarze. Tak Robert jest wspaniały. Zawsze dla mnie taki był i jest. A teraz chciałam sie Nim z Wami podzielic :-) mało jest takich ludzi jak On ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak widać "Wszystko jest po coś" naprawdę duża metamorfoza i dojrzałość, nie dziwie się, że Robert Cię polubił, bo trudno nie lubić tak sympatycznej, prawdziwej i wartościowej osoby, nie zmieniaj się, to że nie było zawsze łatwo i nie dostałaś akceptacji od otoczenia wytyczyło Ci ścieżkę dzieki której jesteś tym kim jesteś :) Czasami misją w naszym życiu jest właśnie takie przekazywanie innym ludziom pozytywnej energii, Tobie się to na pewno udaje :)
    Trzymaj się i oby więcej marzeń Ci się spełniło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje Ci za miły komentarz. Ostatnio często sie zastanawiam właśnie nad tym, że mi (na przekór) przykre i trudne sytuacje nauczyły mnie jak walczyć z przeciwnościami i to pomaga mi zdobywac to czego pragne w życiu a jednoczesnie nauczyło mnie jak być odważną i pewniejszą siebie. Teraz gdy jestem silniejsza chce pomagac tym, którzy zmagają sie z podobnymi problemami jak ja kiedys. Tzn dzisiaj tez mam czesto trudne chwile ale staram sie je pokonywac samodzielnie...wyciągać z nich wnioski i życ dalej.

      Usuń
  5. Piękna historia. Szacunek dla Roberta, ale przede wszystkim dla Ciebie.

    Najważniejsze to się nie poddawać i ZAWSZE skupiać się na pozytywach! Im więcej pozytywnych myśli, tym więcej szans na pozytywne życie.

    Pozdrawiam Cię z Trójmiasta!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo dziękuję, Maćku, za miłe słowa. Od zawsze zmagałam się z pewnym problemem - lękiem społecznym. Bałam się ludzi, wszystkiego. Ukrywałam się, bałam się pokazać prawdziwą siebie. Ale dzięki temu, że poznałam wspaniałych ludzi, takich jak Robert - zauważyłam w sobie pozytywne cechy i wartości. Dziś już inaczej myślę o sobie. Pozdrawiam z Warszawy

    OdpowiedzUsuń

RODZIAŁ 11

CZĘŚĆ II – KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ Rozdział 11 Tomasz i Sandra skończyli właśnie próbę do nowego przedstawienia w Teatrze Sy...