08 listopada 2014

Jak pokonać kompleksy - część 2

Witajcie. Dziś chciałam na blogu kontynuować temat, który zaczęłam pisać w czwartkowym poście. A przypomnę,że pisałam o tym, w jaki sposób pokonałam swoje słabości, kto mi pomógł i jednocześnie stał się moim przyjacielem ;) W czwartkowym poście napisałam o wszystkim bardzo ogólnie, skupiłam się bardziej na tym, jak poznałam Roberta, to dla mnie są najpiękniejsze wspomnienia, które codziennie lubię sobie przypominać.

Dziś jednak chciałam napisać konkretniej na temat tego, jak pokonać w sobie kompleksy, permanentny (wewnętrzny) smutek, podpowiem, krok po kroku, jak walczyć o samego siebie i zmienić swoje życie i nastawienie do niego. Napiszę w jaki sposób mój ulubiony terapeuta Robert pomagał mi, co mi doradzał. Chcę,żeby jego rady nie poszły na marne. Mam na myśli to,żeby nie przysłużyły się tylko mnie. Chcę sie tym dzielić z ludźmi, którzy tego potrzebują.

Jeśli chcemy zacząć walkę o siebie i pokonanie kompleksów, stanów depresyjnych itd, warto jest znaleźć kogoś, kto będzie nas w tym wspierał, albo ktoś, kto będzie nas inspirował, motywował, jeśli ktoś nie ma takiej osoby, to tym kimś może być Bóg, jeśli ktoś jest osobą wierzącą, albo własne dzieci, jeśli ktoś ma. Często młode mamy mają takie stany depresyjne po porodzie. Zmieńmy siebie dla swoich dzieci, w przyszłości odwdzięczą się nam i same będą dobrymi ludźmi, optymistycznymi, którymi będziemy wpajać podobne zasady :) Ważne, aby była to zaufana osoba, która będzie przy nas. Ale to nie znaczy,że ten ktoś zrobi to za nas. Nie. Ta osoba ma nas wspierać, ewentualnie dawać nam wskazówki. Robert tak kiedyś do mnie pisał:" W samej Tobie musi nastąpić przemiana".  



To my musimy sobie sami narzucić pewną samodyscyplinę. Bez tego nic nie wyjdzie. Nawet przy największym wsparciu kogoś. To tak jak z postanowieniami noworocznymi. Ludzie często piszą lub mówią "nie robię postanowień bo i tak nic z tego nie wyjdzie". Tak, oczywiście. Najlepiej tak mówić. Wtedy faktycznie nic się nam nie uda. Z takim nastawieniem to ciężko cokolwiek postanowić i to realizować. Ja od wielu lat robię sobie taką krótką listę postanowień noworoczynych,  do których w kolejnym roku, krok po kroku dąże. A jeśli nie uda sie w najbliższym roku to w przyszłym kontynuować starania. Moja lista jest zwykle krótka - 2,3 góra 4 postanowienia. Np w zeszłym roku postanowiłam sobie,że w roku 2014 dostanę się do drugiego mojego odcinka Jaka to melodia? i zdobędę choć stówkę może troche więcej. Generalnie chciałam chociaż coś nacisnąć i poprawnie podać tytuł by nie wyjść z zerem. Oprócz tego chciałam się mniej tremować przed kamerami. I chociaż wcześniej znałam to miejsce, bo pracowałam tam jako statystka przez 2 lata, ale to nie to samo co stanąć przy pulpicie dla zawodników i grać o pieniądze. :) I ćwiczyłam prawie codziennie...a to "uczyłam się piosenek", założyłam zeszyt, w którym napisałam listę piosenek, które przesłała mi koleżanka, potem dopisywałam kolejne piosenki, oglądałam program, ćwiczyłam pamięć, refleks, a także moją odwagę. I okazało sie,że dostałam nawet więcej niż chciałam. Dostałam się do finału choć raz i marzyłam o tym od zawsze. Do dziś trudno w to uwierzyć. I postanowienie się spełniło. Teraz marzę o tym by finał wygrać i będe nad tym pracować. Miałam co roku wiele różnych postanowień i zawsze starałam sie je realizować. 





Podobnie z walką z nieśmiałością i kompleksami. Chociaż tu nie spodziewałam sie wcześniej,że będzie mi pomagał akurat Robert. Ale w tamtym roku bardzo chciałam go poznać i sobie to postanowiłam i tez sie spełniło. 
A teraz wracając do głównego wątku postu. Otóż na początek naszej walki z kompleksami, warto sobie wziąć do ręki kartkę (zeszyt/notes) cokolwiek, gdzie będziemy mogli napisać sobie nasze mocne strony i nasze słabości. Jak pisał mi Robert kiedyś: "Sama zrób sobie taką kartkę! Po jednej stronie napisz szczerze swoje słabości, po drugiej swoje plusy. To ważniejsze od opinii innych. I sama będziesz miała czarno na białym gdzie i czego Ci brakuje. Z czasem będziesz sobie skreślała te słabsze, zobaczysz"   Warto właśnie wypisać sobie np po stronie słabości : 1. nieśmiałość 2. przejmowanie się złymi opiniami innych 3. niska samoocena 4. nastroje depresyjne itd. Nie musi być tego dużo. Na razie im mniej tym lepiej i skupić się na pokonaniu tego, co chcemy najbardziej pokonać. Po drugiej stronie napiszmy swoje zalety. Bo przecież każdy jakieś ma. Żeby cieszyć sie z tego, co mamy w sobie cennego. Np ja cenię w sobie 1. Wytrwałość w dążeniu do celu 2. Punktualność 3. Szczerość 4. Łatwość pisania tekstów "lekkie pióro" ;) I potem pomyśleć z czym chcemy walczyć najpierw. Ja zaczęłam od tego,żeby mniej przejmować się negatywnymi słowami ludzi. To było chyba dla mnie najłatwiejsze. Tak mi się zdawało. Tylko pozornie. Niestety byłam bardzo wrażliwa, nawet przewrażliwiona, każde słowo niemiłe było dla mnie bolesne, godzinami zastanawiałam sie dlaczego ktoś tak o mnie myśli, jak mam to zmienić, wmawiałam sobie,że faktycznie może jestem beznadziejna, nic nie potrafię zrobić, wiecznie jestem niecierpliwa i jeszcze w dodatku leniwa :(. Każde słowo było niestety prawdą. Poświęcałam dużo czasu na nauke a np rzadziej sprzątałam w domu, albo gotowanie. Studia bardzo mnie pochłaniały. Jednak nie chciałam,żeby każde takie słowo było przeze mnie odbierane negatywnie. Nie umiałam z tym sobie poradzić. Jednak mój przyjaciel Robert poradził mi,że "bierz takie rzeczy na klatę! Ludzie mają prawo do swoich sądów, nie wszystko jest atakiem na Ciebie, tylko wypowiadaniem własnego zdania. Ty też chcesz przecież takiego prawa".   Jak Robert coś powie to zawsze mądrze :D I faktycznie to było moim problemem. Często ktoś mi coś szczerze mówił, a ja zamiast przyjmować to normalnie, jako fakt, to odrzucałam prawdę. Czasami też ktoś mówił mi słowa, które nie były prawdą o mnie. Ale tymi też stopniowo starałam się nie przejmować. Choć długo to trwało. Wiele razy płakałam z tego powodu,że nie potrafię pokonać takiej prostej rzeczy jak branie na poważnie czyichś szczerych słów. Musiałam wysilić mój umysł i moją psychikę by sobie inaczej poprzestawiać moje myślenie. Ludzie czasem chcą dla mnie dobrze, mówiąc to czy tamto. I po mału nauczyłam się nie przejmować tym. Poczułam ulgę gdy pewne słowa już nie sprawiały mi przykrości a stawały się lekcją pokory i dawały mi nauczkę,że muszę się zmienić pod jakimś względem. Ale musimy też przemyśleć kto wypowiada dane słowa i jaki mają cel. Często ktoś czegoś od nas oczekuje, prosi nas o coś, czego my nie możemy komuś zrobić. Wtedy odmawiamy komuś. I przykładowo ta osoba nazwie nas,że jesteśmy nic nie warci itd. To takie słowa należy nie brać jako nauczki. To jest asertywność. Czyli pewnego rodzaju obrona przed zbyt natarczywymi ludźmi. W życiu mamy do czynienia z różnymi ludźmi. Każde czyjeś słowo trzeba głęboko rozważyć. Często też wśród przyjaciół zdarza się,że ktoś mówi komuś coś szczerze, a druga osoba czuje się,źle bo uważamy,że przyjaciel nas nie rozumie. Jednak, jeśli to prawdziwy przyjaciel, to dobrze,że ktoś nam coś powiedział, co widzi w nas nie tak. Czasem trzeba mu pomóc, jeśli druga osoba czegoś nie zauważa. W przyjaźni szczerość jest ważna. 



Jak już uporamy się z jakąś jedną cechą, która nas w sobie drażniła, to warto zastosować wobec siebie system "nagrody-kary". Czyli np gdy już stwierdzimy,że coś nam się udało, to możemy sobie kupić z tej okazji, np bilet na koncert/do kina, długo wyczekiwaną płytę kogoś, książke. Coś co będzie nam wynagradzać nasze wysiłki. Coś co nie będzie jedzeniem, które od razu zjemy. Niech to służy nam na przyszłość jako pamiątka po wysiłku jaki włożyliśmy w pracę nad sobą. 
Kolejną cechą, z którą chciałam walczyć u siebie była chorobliwa zazdrość. Ale nie o chłopaka czy coś takiego, tylko np gdy coś udawało się komuś bliskiemu a mnie nie to byłam bardzo zazdrosna. Dziwiłam się np dlaczego niektórzy tak łatwo dostali się na studia, dzienne, często nawet trudne kierunki zaraz po maturze. A ja, która zawsze chciała studiować biologię na SGGW, nie udało mnie się dostać za pierwszym razem. Musiałam pójść na inny kierunek - Rolnictwo, który był na tym samym wydziale, i to musiałam iść na zaoczne. Bo na dzienne rolnictwo już nie było miejsc. Nie chciałam płacić za studia, nie miałam tyle pieniędzy. Zazdrościłam tym, którym udało się być na trudnych kierunkach, a ja nie mogłam na "zwykłą biologię" się dostać. Tym bardziej,że cały 3 rok w klasie maturalnej przygotowywałam się do rozszerzonej matury z tego przedmiotu. Chodziłam na dodatkowe zajęcia z biologii, przychodziłam do nauczycielki nawet często wtedy, gdy pani miała okienko i nawet w pokoju nauczycielskim czasami przygotowywałam się do tej matury. Niestety, zabrakło mi 2 (z kawałkiem ) punktów do dostania się na ten kierunek. To było dla mnie najgorsze. Jednak nie poddawłam sie. Poszłam na zaoczne rolnictwo, bo z tamtego kierunku było najłatwiej na SGGW się przenieść. Co nie było łatwe, musiałam mieć średnią 4 z 1 semestru. I oprócz tego musiałam zaliczyć 3 dodatkowe przedmioty, a także napisać podanie o zgodę na przyjęcie mnie na biologię.  Uczyłam się dniami i nocami i w końcu gdy pani dziekan biologii wyraziła zgodę, byłam taka szczęśliwa, prawie tak samo jak w JTM dostałam się do finału :D. Jednak na studiach biologicznych nie było łatwo. Studia dzienne to nie są już takie proste jak zaoczne. Zajęcia często były do późnego wieczoru, dodatkowo nie znosiłam chemii i wszelkich jej rodzajów ;) Ale z czasem udało mnie sie skończyć studia. Jestem szczęśliwa,że jednak dopięłam swego i skończyłam studia biologiczne. Poznałam w ich trakcie doktora Marka Kellera, o którym pisałam już tu na blogu, który zaraził mnie pasją do ptaków. Sam był ornitologiem i wielkim miłośnikiem przyrody. Dzięki niemu zdobyłam pasje, którą lubię. I będę dalej lubić. 






Ojej...ale rozpisałam sie o studiach, a miało być o zazdrości. Właśnie, byłam często zazdrosna z byle powodu. Nie lubiłam tego gdy mi się coś nie udawało, a innym tak. Często wcześniej nie mogłam, z pewnych powodów, jeździć na koncerty gdzieś dalej. Jednak kiedy postanowiłam sobie na nowy rok (a był to rok 2011),że zacznę jeździć na koncerty po Polsce. Oczywiście na pierwszy koncert wybrałam się na koncert nie Bajmu, a Roberta Janowskiego ;) do Lublina. Od tamtej pory zakochałam się w Lublinie. Cudowne miasto. Robert bardzo się ucieszył,że mnie widzi. Oto moje zdjęcie z nim z tego koncertu :D emocji nie zabrakło. Od tamtej pory przestałam myśleć o sukcesach innych a zaczęłam doceniać własne. Nie to,żebym była egoistką. Bardzo ciesze się, gdy moim bliskim coś się udaje. Tylko,że teraz przyjmuję to z radością i dumą a nie z łzami. 


z koncertu w Lublinie


Ale się rozpisałam, ale warto pisać. Dla Was z przyjemnością pisze o tym, co kiedyć było dla mnie drogą przez mękę, jak walka z wiatrakami. Ale dzięki Robertowi oraz własnemu samozaparciu udało mnie sie to pokonać. Robert jest dla mnie kimś, kogo zawsze chciałam mieć przy sobie. Zawsze był i jest przy mnie. Teraz już nie potrzebuję jego rad. Staram sie sama radzić w trudnych sytuacjach. Teraz wolę sie skupić z nim na przyjemniejszych rozmowach. Ostatnio w kwietniu na nagraniach jak byłam, gdy grały tam moje koleżanki, rozmawiałam z Robertem w bufecie i chciałam mu dużo opowiedzieć aż w końcu stwierdził,że jestem straszną gadułą i że mam słowotok ;) Jak ja lubię to słowo. Z całego serca mu za to podziękowałam. I powiedziałam,że zawsze marzyłam o tym,żeby więcej mówić ludźmi i być odważna. I co na to Robert ? Powiedział mi,że jestem fajna ;) Powiedziałam mu,że on też jest fajny. Najlepszy człowiek, jakiego poznałam. Jest dla mnie wspaniałym przyjacielem. W zeszłym roku byłam na takim koncercie jubileuszowym programu Jaka to melodia? w Sali Kongresowej w Warszawie i Robert powiedział takie zdanie, które bardzo zapadło mi w pamięć " Wiele przyjaźni na zawsze nawiązało się właśnie dzięki Melodii" :D I to jest prawda. Mam nadzieję,że mówiąc to myślał o naszej przyjaźni też ;) Jak go o to zapytałam w mailu na drugi dzień to nic nie odpisał, tylko wysłał mi buźkę - ;) Już nie muszę o nic pytać. ;)  Wyleczył mnie ze wszystkiego, co mi przeszkadzało w życiu. Życzę każdemu takiej osoby i wiary w to,że uda się Wam zawalczyć o lepsze życie, o lepszych siebie :) Mam nadzieję,że, jeśli ktoś z moich czytelników, jest teraz w podobnej potrzebie, to po moich postach poczuje nadzieję na lepsze. To dotyczy też różnych innych problemów. Warto pomagać. Nie zostawiajmy ludzi w potrzebie. 

6 komentarzy:

  1. Super napisany artykuł. Muszę te rady wziąć sobie do serca. Przepraszam, że nie w temacie, ale...czadowa ta koszulka z psem. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za miły komentarz. A ten pies na koszulce jest super. To podobizna psa Roberta o imieniu Dyzio. ;-) tak uznałysmy z koleżanka kiedys. Tylko bez maski ;-)

      Usuń
  2. Jak Ty to robisz Aniu?
    .... Znów mam oczy zalane łzami. Roberta bardzo cenię i szanuje za jego podejście do ludzi. To że Tobie pomógł to coś wspaniałego i niezapomnianego. Bardzo mnie to cieszy że taka jesteś. Przynajmniej wiele rozumiesz nie unosisz się i nie oceniasz nikogo z góry, potrafisz zrozumieć cierpienie każdego człowieka. Wiele nas łączy Aniu. Cudowny post, naprawdę. Gratuluje z całego serca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak ja to robię. W sumie nie napisałam niczego więcej niż relacja z mojego życia. Czasem było mi trudno czasami dobrze. Chciałam tym postem powiedziec moim czytelnikom żeby się nie poddawali.

      Usuń
  3. chyba nie mam takiej pomocy, która uleczyłaby moje kompleksy - no może jest, ale raczej jako wsparcie do pracy nad samym sobą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I takie właśnie wsparcie jest bardzo potrzebne przy uleczaniu kompleksów, jeśli ktoś chce z nimi walczyć :) Powodzenia.

      Usuń

Jak wyrwać się ze szponów depresji

Dzień Dobry :) Jak to dobrze wrócić do blogowania. Ledwo napisałam swój pierwszy post (po długim czasie nieobecności tutaj), a już dziś...