23 listopada 2014

GAROU czyli śpiewający Wilkołak

Cześć, w dzisiejszym poście chciałabym wspólnie z moją koleżanką, Kasią Dudziak z Krakowa, która współpracowała ze mną po to, aby opowiedzieć czytelnikom mojego bloga o wspaniałym wokaliście, jakim jest Garou. A Kasia jest jego wielką fanką, o czym również tutaj Wam opowie. Ja również w ostatnim czasie bardzo polubiłam tego słynnego kanadyjskiego piosenkarza, który jest obdarzony niezwykłym, bardzo rozpoznawalnym, zachrypniętym głosem ;), co w jego przypadku jest oczywiście wielkim atutem. Jego głos powala na kolana. Gdy śpiewa, to czuję,że rządzi sceną. I choć nie wykonuje przy tym żadnej skomplikowanej choreografii ani nic innego nie robi. Po prostu śpiewa. I w ten sposób jego koncerty są wyjątkowe. Oprócz śpiewania, Garou również gra na wielu instrumentach - keyboardzie czy na gitarze. 

źródło - www.prowadzenieimprez.com

Garou tak na prawdę nazywa się Pierre Garand i urodził się 26 czerwca 1972 roku w Sherbrooke w Kanadzie. Już jako młody chłopak wykazywał zdolności muzyczne - jako trzylatek potrafił już grać na gitarze, a gdy uczęszczał do katolickiej szkoły dla chłopców założył z kolegami zespół The Windows and Doors, który grał piosenki Beatlesów. Dla Garou wielkim wzorem muzycznym od zawsze był Paul McCartney. 

Dopiero w marcu 1992 roku został po raz pierwszy tak na poważnie występować na scenie. Pewnego razu przyjaciółka Pierre'a zabrała go na koncert Louisa Alary'ego (lokalnej gwiazdy). Przyjaciółka Garou namówiła tego piosenkarza, by ten dla żartu zaprosił Garou na scenę. Tak też sie stało. Zaśpiewał cztery piosenki, po czym dowiedział się,że został zatrudniony do pracy w tym barze jako...piosenkarz :) Garou wspomina tamto wydarzenie tak" Następnego dnia pobiegłem do sklepu i kupiłem sprzęt do nagłośnienia. W ciągu trzech dni musiałem się nauczyć go obsługiwać i napisać parę piosenek, żeby w ogóle mieć co grać!.." 

  
Garou w towarzystwie Agaty Młynarskiej podczas nagrania
programu "Świat się kręci"
źródło - afterparty.pl 

Garou grał w coraz częściej w barach, także innych, w jednym z nich trafił na imprezę dla Młodych Talentów podczas której jego występ okazał się wyjątkowy. 

W 1995 roku Pierre założył zespół The Untouchables, wraz z którym grał muzykę R'n'B. Zespół ten już na początku przykuwał uwagę publiczności. 

A teraz moja koleżanka Kasia opowie Wam o tym, w jaki sposób Garou dostał rolę w słynnym musicalu "Notre Dame de Paris"
Zanim Garou stał się sławny musiał długo i ciężko pracować na to by został zauważony przez sławne i wpływowe osoby w środowisku muzycznym. Jako pierwszy dostrzegł go Luc Plamondon, współtwórca musicalu Notre Dame de Paris, który odkrył także jego  kolegę  Bruno Pelletier ( ten był na scenie już znacznie dłużej – poświęciłam mu osobny post na swoim blogu przy okazji relacji z koncertu). Pewnego wieczoru gdy Garou dawał jeden ze swoich fenomenalnych koncertów z zespołem The Untouchables ( śpiewał wtedy głównie standardy r&B) w słynnym barze Liquor Store zainteresował się nim Luc Plamondon który przez cały występ bacznie  go obserwował i słuchał. Akurat szukał talentów do nowego musicalu  do którego napisał libretto oparte na powieści Wiktora Hugo „Katedra Maryi Panny w Paryżu i potrzebował kogoś do roli dzwonnika. Natychmiast zachwycił się niezwykłym talentem oraz niebywale ciekawym głosem naszego bohatera i choć początkowo miał wątpliwości czy jego głos rzeczywiście będzie pasował do Quasimodo zdecydował się dać mu tę rolę. Wybór okazał się iście trafiony, bo publiczność od razu pokochała tego charyzmatycznego  artystę i muzyka, jakim był Garou ze swoją uroczą chrypką, który doskonale wczuł się w postać, którą mu powierzono. Wszystkich powaliło na kolana to jak prawdziwy potrafił być, przeżywając emocje biednego garbusa i wkładając je w swój śpiew. Nawet płakał prawdziwie, co rzadko się zdarza aktorom grającym w filmach, a on po prostu czuł to co grał i dlatego jego łzy nie były nigdy udawane. 

Garou w Sopocie w roku 2014
fot. Kasia Dudziak

Notre Dame de Paris Garou występował od 1997 roku cały czas przez okrągły rok grając na scenach Paryża, Londynu oraz Montrealu. Całościowo ten musical to niesamowite widowisko pełne wspaniałych klimatycznych utworów, którego fani nie zapomną nigdy i jednocześnie niezwykła historia człowieka odizolowanego od społeczeństwa z powodu szkaradnie zniekształconego ciała i z tego samego powodu upokarzanego przez  ludzi. Historia człowieka, który kochał kobietę bez wzajemności i do końca był jej wierny. Cyganka została oskarżona o czary i skazana przez Inkwizycję na powieszenie. Kiedy Quasimodo się o tym dowiedział wpadł w furię i zabił swojego opiekuna księdza Frollo z rzucając go ze schodów. Potem bardzo długo płakał pochylony nad martwą Esmeraldą aż w końcu umarł z żalu. Poza Garou w Notre Dame grają i śpiewają też inni doskonali artyści jak Bruno Pelletier  - Piotr Gringoire – poeta, narrator, Daniel Lavoie – ksiądz Frollo, Patrick Fiori – Febus,  kapitan straży królewskiej, Julie Zenatti – Fler de Lys, rywalka Esmeraldy zabiegająca o uczucie Febusa, Helen Segara  - cyganka Esmeralda i Luke Mervil – cygan Clopin, opiekun Esmeraldy.

źródło - You Tube
W powyższym filmiku można usłyszeć piękną piosenkę pochodzącą z tego musicalu :)

Niedługo potem, właściwie podczas swoich występów w musicalu, kanadyjski piosenkarz rozpoczął współpracę z samą Celine Dion. 

Kasiu, może opowiesz nam, w jaki sposób Celine poznała Garou i zaprosiła go do współpracy? 
Na jednym ze spektakli pojawiła się Celine Dion, która również zachwyciła się Garou w roli dzwonnika. Była w nieprawdopodobnym szoku, nie podejrzewała,  że ktoś może tak doskonale śpiewać jak.  Po tym co zobaczyła i usłyszała nakłoniła swojego męża Rene Angelila aby zajął się Garou i objął go swymi menadżerskimi skrzydłami. Kiedy indziej znów zaproponowała mu aby zastąpił ją na trasie z jej zespołem ponieważ zamierzała sobie zrobić przerwę od śpiewania. Możecie sobie wyobrazić w jakim szoku był Garou, gdy usłyszał taką propozycje. Było to podczas obiadu na który został zaproszony przez Celine i jej męża producenta, jedna z najbardziej liczących się osób w muzycznym szoł -biznesie. Tak zaczęła się prawdziwa kariera Wilkołaka, którego prawdziwe imię i nazwisko brzmi Pierre Garand

W 2000 roku Garou zaczął pracować nad swoją debiutancką, solową, płytą, zatytułowaną Seul. Autorem siedmiu z czternastu piosenek, zawartych na tym krążku, jest poeta Luc Plamondon. Jedną z piosenek, na tym albumie, zaśpiewała również, gościnnie, w duecie z Garou sama Celine Dion w piosence Sous le vent. Posłuchajcie...
źródło - You Tube

Album ten stał się jednym z najbardziej spektakularnych sukcesów w muzyce we Francji w ostatniej dekadzie. Album Seul zdobył status diamentowej płyty, a single do piosenek Seul i Sous le vent zdobyły status multiplatynowych. 

W roku 2002 kanadyjski piosenkarz wystąpił po raz pierwszy na koncercie w Polsce, podczas Festiwalu w Sopocie. Poniżej Garou wraz z Piotrem Cugowskim i Robertem Janowskim w piosence Belle, którą bardzo lubię w wykonaniu tego trio. :)

źródło - You Tube
Ponadto w 2003 roku Garou zdobył statuetkę Telekamery za osobowość telewizyjną roku, później także Superjedynkę na Festiwalu w Opolu, gdzie również otrzymał Platynową Płytę za album Seul, który w Polsce rozszedł się w 100 tysiącach egzemplarzy.  

Drugim albumem Garou jest płyta "Reviens". Garou mówi o swojej drugiej płycie tak: Mój producent Rene Angelil, dał mi carte blanche, powiedział, „rób co chcesz, ale jak się nie uda, to będzie tylko twoja wina”... to zwiększa tremę..." 

Druga płyta Garou ukazała się w 2003 roku. Płyta, która powstała wczesną jesienią 2003 r. jest ostrzejsza, przypomina bardziej muzykę, jaką Garou grał w barach na początku kariery, chodź znajdują się na niej także wielkie romantyczne ballady, do których przyzwyczaił nas albumem „Seul”.

Kolejnymi płytami Garou, które się ukazały są: "Garou", która została wydana w roku 2006, zaś następna - "Piece of my soul" (wydana w roku 2008), zawiera piosenki piosenki śpiewane po angielsku, co jest zaskoczeniem dla jego fanów, który wcześniej wykonywał piosenki po francusku.

Garou jest bardzo uzdolniony językowo, trzeba przyznać. Nawet z językiem polskim dobrze sobie radzi ;) Jednak on najbardziej kojarzy mi się z językiem francuskim. Jego chrypka w połączeniu z tym językiem brzmi znakomicie. 



Garou i Paulla
w Sopocie
źródło - afterparty.pl

Garou ma wielu fanów na całym świecie, o czym można się przekonać, będąc na jego koncertach. 

Kasiu, opowiedz nam, za co Ty najbardziej lubisz i cenisz Garou ? W jaki sposób on i jego muzyka zaistniały w Twoim życiu ?
Usłyszałam o nim jeszcze przed jego pojawieniem się w Sopocie i  już byłam nim zauroczona. Tak, najpierw go usłyszałam, a dopiero potem zobaczyłam. Słysząc Gitan po raz pierwszy w radiu byłam pewna, że to jakiś starszy pan, może w wieku Joe Cockera. Spodobało mi się to nawet ale bez szczególnego szału. Dopiero przy każdym kolejnym przesłuchaniu jego głos trafiał do mnie coraz bardziej aż w końcu zniewolił mnie całkowicie. Musiałam zobaczyć kto to jest. Pamiętam, że  byłam w szoku,  gdy odkryłam  jak atrakcyjnym, przystojnym i uroczym mężczyzną jest Garou (ujrzałam go pierwszy raz w clipie do Sous le vent). Nie dość że powalił mnie jego głos to jeszcze ten urok i ciepło które on ma w sobie – to właśnie uderza człowieka przy pierwszym kontakcie z nim. Nieprawdopodobne bijące od niego ciepło, szczera serdeczność i zniewalający uśmiech kiedy patrzy na ciebie, rozmawia, żartuje. To się czuje. Kto chce niech wierzy, a kto nie trudno, Garou jest naprawdę dobrym wrażliwym człowiekiem, przekonałam się o tym już niejeden raz i nie tylko ja, bo na potwierdzenie moich słów jest wiele osób : artystów, przyjaciół artysty i nas jego fanów, którzy jesteśmy  z nim już 12 lat. Garou zawdzięczam bardzo wiele – to jego muzyka i jego moc wyciągnęły mnie z depresji, pomogły stanąć na nogach, kiedy mi się zdawało, że to już koniec, to dzięki niemu poznałam większość ludzi, którzy mnie rozumieją i wspierają w realizacji moich planów i marzeń i  z którymi łączy mnie ta sama pasja. Cudownie mieć koło siebie osoby. To dzięki niemu odkryłam urok języka francuskiego i zaczęłam się go uczyć poszerzając tym samym swoje horyzonty.

Kasia Dudziak z Garou w Warszawie
- z prywatnych zdjęć Kasi :)


A czy miałaś okazję spotkać się z Garou i jak go zapamiętałaś ? 
Pierwsze moje bliższe spotkanie z Wilkołakiem miało miejsce 12 grudnia 2012 roku w czasie spotkania promocyjnego  empiku. Już od pierwszej chwili się polubiliśmy, jeszcze zanim przyszła moja kolejka spojrzał w moją stronę i tak pięknie się uśmiechnął, że natychmiast straciłam głowę. Po 11 latach od jego pierwszego koncertu w Polsce  znów byłam na maksa zakochana w tym Wielkoludzie o wielkim ciepłym sercu, cudownym uśmiechu i mocnym jak dzwon głosie, powalającym na kolana. Te pięć minut które mi wtedy poświęcił zapamiętam na całe życie, bo nie da się tego zapomnieć. Niektórzy powiedzą, że to nic takiego a dla mnie znaczy dużo więcej niż cokolwiek…. W końcu mogłam się na własnej skórze przekonać jak działa urok Garou niestety na mój drugi w życiu koncert Wilkołaka musiałam poczekać jeszcze dwa lata…. To było niesamowite usłyszeć go znów na żywo. Dosłownie się poryczałam kiedy pojawił się na tej scenie i poleciały pierwsze słowa piosenki Avancer. Natychmiast wróciło wspomnienie z pierwszego koncertu w Spodku w 2003 roku…. Tyle że ten był jeszcze piękniejszy i jeszcze bardziej emocjonalny,  bo On był blisko, bo dostałam buziaka i obdarzył mnie nie wiem ile razy tym swoim uśmiechem.  Potem wziął ode mnie jeszcze mój transparent w kształcie serca i podpisał zdjęcie. Cały czas się do mnie szczerzył. Każdej kobiecie życzę tego, co ja przeżyłam i  co jeszcze będzie. To niesamowite że można się tak czuć przy artyście będąc jednocześnie żoną i matką. Ale każda kobieta ma czasem prawo oderwać się od normalności, szarej rzeczywistości.Myślę że niektórzy z was rozumieją już na czym polega fenomen Garou.

Ja na koncercie Garou ;)

Ja również miałam przyjemność być na koncercie Garou w tym roku z moją przyjaciółka Kasią :) Dzięki temu Kasia jeszcze bardziej się zafascynowała tym wspaniałym artystą z Kanady :) Ja również, choć w mniejszym stopniu. Szkoda tylko,że jego koncert był tak krótki. 

A wy, moi drodzy, czy macie swoich ulubionych artystów ? Kto jest Waszym muzycznym idolem i dlaczego ? Kto chciałby się podzielić tą pasją ? Zapraszam do komentowania pod postem. 



2 komentarze:

  1. Świetnie ci to wyszło Aniu. Gratuluje! Super pomysł. Jestem naprawdę bardzo miło zaskoczona tym jak to napisałaś. Miło mi :)
    Dla mnie koncerty Garou mogłyby trwać w nieskończoność.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zrobiłabym tego postu bez Twojej pomocy. Wielkie dzięki raz jeszcze :) życze Ci kolejnych spotkań ze swoim ulubieńcem.

    OdpowiedzUsuń

RODZIAŁ 11

CZĘŚĆ II – KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ Rozdział 11 Tomasz i Sandra skończyli właśnie próbę do nowego przedstawienia w Teatrze Sy...