20 października 2014

Wyznania zakupoholiczki

Zastanawiacie się pewnie skąd taki tytuł dzisiejszego posta. Pomysł na tytuł zaczerpnęłam z pewnej książki Sophie Kinselli o tym samym tytule. Jest to opowieść o kobiecie, która nałogowo robiła zakupy w markowych sklepach. Często zastanawiałam się, czy i ja jeszcze niedawno nie zmagałam się z podobnym problemem.

Tyle,że ja w przeciwieństwie do bohaterki książki, nie kupowałam ciuchów i butów, a jedzenie i kosmetyki. Uzależniłam się od kupowania.
Zakupoholizm jest to jeden z nowszych rodzajów uzależnień, związanych ze wzrostem urbanizacji miast, rozwojem centrów handlowych, w których nie brakuje okazji i promocji, które kuszą potencjalnych klientów. I o ile takie promocje nie są czymś złym, gdy skusimy się na kupno danego produktu od czasu do czasu, bo jest akurat w niższej cenie niż zazwyczaj lub dodatkowo jest coś gratis. Specjaliści od marketingu i handlu wiedzą, jak przyjągnąć oko klienta. Przez pewien czas próbowałam swoich sił w pracy telemarketerki i uczestniczyłam w szkoleniach. Wtedy nauczono mnie jakich "specjalistycznych" słów należy używać, by przekonać do siebie niepewnego klienta, że prezentowany przeze mnie produkt jest właśnie tym, czego w tej chwili potrzebuje najbardziej. Wszelkie hasła typu "TO NIEPOWTARZALNA OKAZJA!!!", "TEGO NIE MOŻESZ PRZEGAPIĆ!!!", "NIE ZASTANAWIAJ SIĘ!!!"  mają na celu pobudzić nasz mózg to tego, by to kupić. A człowiek zagubiony we własnych myślach, w końcu daje się złapać okazji :)

Zakupoholizm jest to ogólnie mówiąc uzależnienie od robienia zakupów, niezależnie od tego czy potrzebujemy danego produktu czy nie. Najczęściej jest to związane z kupowaniem niepotrzebnych produktów, kolejna para butów wala się po kątach domu, a kolejnej sukienki nie mamy gdzie wcisnąć do szafy. Ponadto niezapłacone rachunki za prąd, za telefon, za wszystko. A pięniędzy ubywa. Nawet niewiadomo kiedy ubyły, przecież kupiliśmy "tylko" kolejną książkę, której nie zamierzamy czytać albo kolejną bluzkę w czerwonym kolorze, bo przecież kusiła napisem "WEŹ MNIE!!!". Ale ten napis nie był nigdzie wywieszony na żadnej wystawie. Ten napis często możemy zobaczyć we własnej głowie. Bo zakupoholik kupuje i nie potrzebuje do tego specjalnych okazji. Sam sobie stwarza takie okazje. A już sezon wyprzedaży to w ogóle dla niego święto ważniejsze od Bożego Narodzenia czy Wielkanocy.


Według różnych badaczy, zakupoholizm występuje w około 2-16 % ogólnej populacji ludzi. Dotyczy on głównie kobiet (80-90%). Występuje to także u mężczyzn, ale to kobiety częściej się do tego przyznają. Status materialny nie ma znaczenia, a często ten problem dotyczy ludzi już w wieku około 20 lat.

Zakupoholizm jest wynikiem silnej reakcji emocjonalnej, efektem spontanicznego impulsu. Zakupoholizm charakteryzuje się też tym,że dana osoba, będąca uzależniona, ma wyrzuty sumienia po dokonaniu zakupu, albo po przyjściu do domu, gdy zobaczy,że jednak te perfumy już posiada w swojej szafce, a kolejna torebka nie pasuje do sukienki, którą kupiliśmy wczoraj na superokazji :)

Inni ludzie mogą się śmiać z ludzi dotkniętych tym uzależnieniem. Bo czym jest zakupoholizm w porównaniu z narkotykami czy alkololizmem, gdzie mamy do czynienia z uzależnieniem się od pewnych substancji chemicznych, które wpływają na nasz mózg i to powoduje trudności w walce z nałogami. Zakupoholizm wobec tamtych uzależnień wydaje sie być niczym poważnym. A jednak to też jest choroba. Tak jak uzależnienie od komputera, od smartfonów i od telewizji, jest nowym rodzajem uzależnienia, nie mamy tu do czynienia z substancjami chemicznymi, ale inne bodźce wpływają na nasz umysł. Zakupy powodują,że stajemy się dowartościowani, bo kupiliśmy sobie kolejną potrzebną wg nas rzecz, a potem dopiero mamy wyrzuty sumienia. Nasz mózg jest przyzwyczajony,że kupowanie jest dla nas rodzajem nagrody. Często już w dzieciństwie mamusie i babcie mówią dzieciom,że jeśli będą grzeczne to kupią im lody, batoniki, popcorn, watę cukrową i inne smakołyki, albo zabawki. I dziecko jest nauczone,że szczęście zależy od kupionego towaru. A to jest błędne przekonanie. Potem już jako dorosły też tak uważa. Nie kupuje juz zabawek ale inne rzeczy, które uznaje za coś w rodzaju nagrody. Zakupoholizm często dotyczy ludzi, którzy mają problem z dowartościowaniem się i w ten sposób wzrasta w nim poczucie własnej wartości i szczęścia. Takie osoby często są zagubione w życiu, nie mogą się odnaleźć w społeczeństwie. A w centrum handlowym jest pełno ludzi i nie czuje się obco, bo przecież jest tyle ludzi, którzy przyszli do "świątyni zakupów".

Niestety wiem co to znaczy być zakupoholiczką. Dodatkowo u mnie zakupoholizm łączył się z jedzenioholizmem. Przez cały okres studiów często kupowałam sobie jedzenie, nawet najtańszego batonika, jogurt, bułkę, cokolwiek co nadaje się do jedzenia i picia. Czułam,że jak kupuję jedzenie to nie marnuję pieniędzy, bo przecież to potrzebne do odżywiania ogranizmu, by mieć siłę do nauki. Nie potrafiłam się pohamować, wszystkie pięniądze jakie miałam przeznaczałam na to. Niestety cały czas miałam również problemy z nadwagą. Wiedziałam,że ten problem był związany z moją niską samooceną. Miałam trudności w nauce na studiach, nie potrafiłam się skupić na zajęciach, byłam wiecznie głodna. Oprócz tego odczuwałam samotność, czułam sie zagubiona w wielkim świecie. A jedzenie i kupowanie jedzenia dawało mi przyjemność. Już nawet bardziej samo kupowanie niż jedzenie. Bardzo trudno jest z tym walczyć. Zawsze potem miałam wyrzuty sumienia, bo zamiast trzymać pieniądze np na coś pożytecznego to "zjadałam" wszystkie moje oszczędności.

Jednak z czasem nauczyłam się akceptować samą siebie, dodatkowo znalazłam też w życiu pasję. Koncerty i muzyka jest obok jedzenia czymś co zawsze na mnie pozytywnie działało. Kocham koncerty na żywo, a te wiadomo kosztują. Było mi smutno, kiedy z powodu mojej rozrzutności omijał mnie koncert kogoś kogo lubię. Starałam się wtedy odkładać pieniądze na bilety koncertowe...a za resztę kupowałam jedzenie ;( To był jakiś koszmar. Nie potrafiłam się powstrzymać. To jest silniejsze od rozumu.

 Do pomocy w uzależnieniu potrzebna jest druga osoba, która pomoże nam kontrolować nasze wydatki. Mama, siostra czy przyjaciółka. Ktokolwiek, komu ufamy. Na początku zaczęłam nosić w portfelu mniej pieniędzy. Tylko tyle, ile było mi niezbędnych. Z czasem w ogóle nie nosiłam, gdy nie były mi potrzebne. A wtedy brakowało mi czegoś. Miałam okropne uczucie, gdy przechodziłam obok sklepu i nie mogłam niczego kupić. Czułam sie na narkoman na głodzie. To było straszne. Nawet jeśli bardzo chcę walczyć z czymś, z nałogiem, to mój organizm sam się domaga danego bodźca do pobudzenia. Z czasem znów wrócił mi nałóg.

 To jest jak błędne koło. Nie potrafiłam się wyrwać. Dopiero niedawno, kiedy w mojej rodzinie istnieje trudna sytuacja finansowa, gdy brakuje pieniędzy na rachunki, a nawet zwykłe domowe zakupy teraz zrozumiałam jak ważne i potrzebne są pieniądze. A moje zachowanie było nieodpowiedzialne. Teraz, gdy musiałam zrezygnować z wielu rzeczy dla mnie cennych, z kilku wyjazdów na koncerty, zespołów, które kocham, czasem nie miałam pieniędzy by zapłacić koleżance za kosmetyki, które u niej zamówiłam, bo zabrakło mi a pracy nie mogłam znaleźć i doszło między nami do nieporozumienia, z mojej winy. Wtedy poczułam i zrozumiałam jaką byłam egoistką. Musiałam znieść ból ten i wiele innych rodzinnych smutnych chwil i problemów.

Teraz wiem,że wszystkie te materialne rzeczy nie są najważniejsze. Posiadanie danego towaru, niezależnie czy to jest jedzenie, czy ubrania czy kosmetyki nie jest najważniejsze. Znaczy, to jest wazne, bo trzeba coś jeść,żeby żyć i mieć się w co ubrać i mieć podstawowe kosmetyki. Ale nie więcej niż jest to nam potrzebne. Teraz wiem,że największe szczęście dają mi ludzie, z którymi mogę być, z którymi mogę dzielić życie, rodzina, przyjaciele i dzielić się z nimi wspólnymi pasjami. Nie zawsze mam też pieniądze, by kupić np przyjaciółce drogi prezent na urodziny czy dla ukochanej artystki. Ale zawsze staram sie dać im mój czas. Czas jest najważniejszy. Bo każde dobra materialne kiedyś utracimy wraz z końcem życia. A pamięć ludzi, którzy dzielili z nami życie zawsze zostaje w naszych sercach. I znów pomyślałam o mojej ulubionej aktorce...Ani Przybylskiej. Zdawałoby się,że miała wszystko, o czym my możemy zamarzyć, mogła wszystko kupić, była bogata. Owszem, ale ona na to po pierwsze zapracowała. Ale przede wszystkim miała kochającą rodzinę a to jest największe bogactwo, jakie można dostać w życiu.

"Nie po to zjawiasz się na świecie, żebyś sam dla siebie kwiaty rwał....zobacz ludzie wokół Ciebie - kochaj, nie będziesz sam" a wtedy żadne nałogi nie będą nam zaprzątać głowy. Jedynym pozytywnym uzależnieniem jest miłość i przyjaźń :)


6 komentarzy:

  1. Ale bohaterka książki Wyznania Zakupoholiczki nie kupowała tylko ciuchów i butów. Ona kupowała wszystko, jedzenie także.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Aniu. Bardzo ciekawy post. Podoba mi się bo dotyczy problemów bardzo aktualnych. Ja kiedyś byłam strasznie uzależniona od słodyczy i kupowałam ich mnóstwo w ogromnych ilośćiach. Potem żałowałam że nie wydawałam ich na co innego na przykład na płytę czy ciuchy, no ale było już za późno. dziś już na szczęscie nie mam tego problemu. jakoś mi się udaje unikac słodyczy. wolę zamiast tego jakiś owoc albo jogurt i czuje się potem o wiele lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze, to ja nigdy nie miałam żadnego uzależnienia, jedynie krótkie upodobania. Chociaż wiem, że jestem młoda bo mam jedynie 14 lat i wszystko jeszcze przede mną to jestem z siebie dumna. Nigdy nie paliłam, piłam, ćpałam czy też nie miałam uzależnień od telefonu, komputeru, telewizji.
    Podziwiam osoby które wyszły z nałogu, zdaję sobie sprawę, że jest to dość trudne. W końcu, próbujesz pokonać coś co ci się podoba i lubisz.

    Zapraszam! http://liveeyourstyle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja lubię swój zakupoholizm,bo na szczęście panuję nad nim i nie wydaję ostatniego euracza na coś co mi nie jest potrzebne ;) Aczkolwiek jak widzę,że mogę coś kupić za połowę normalnej ceny to zawsze korzystam z okazji :D
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety w niektórych przypadkach miłość i przyjaźń potrafi stać się bardzo negatywnym uzależnieniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy też trudno mówić o prawdziwej miłości czy przyjaźni. Obydwa uczucia polegają na równorzędnych relacjach między dwojgiem osób. Jednak wiem,że zdarza sie,że traktujemy przyjaciela lub ukochanego trochę tak jakby była "rzeczą". Chcemy tylko jego towarzystwa, bywamy zazdrośni, gdy druga osoba (obiekt naszego uzależnienia) przebywa z innymi osobami, a nie z nami, przeszukujemy jego smsy/maile/listy. A to znak,że ktoś się od kogoś uzależnił. Ale to już temat na osobny post. Może kiedyś napiszę coś na ten temat. Od wszytskiego można się uzależnić.

      Usuń

RODZIAŁ 11

CZĘŚĆ II – KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ Rozdział 11 Tomasz i Sandra skończyli właśnie próbę do nowego przedstawienia w Teatrze Sy...