06 października 2014

Śpieszmy się kochać ludzi....

Wczoraj dowiedziałam się,że po ciężkiej chorobie zmarła Ania Przybylska - znana polska aktorka, którą bardzo lubiłam i ceniłam ją za to jaki ma talent i jaką jest kobietą. Napisałam "jest kobietą", ...bo jakoś nie umiem się przestawić na myślenie,że już jej nie ma z nami :( To smutne, gdy odchodzą tak młode osoby. Miała zaledwie 36 lat, zostawiła 3 dzieci i męża. Nie umiem sobie wyobrazić ich bólu i smutku. Chociaż ja sama podobny ból i smutek przeżywałam niedawno. W tym roku odeszły 3 osoby z mojej rodziny - dziadek, babcia oraz siostra babci :( całe najstarsze pokolenie mojej rodziny odeszło w przeciągu 2 tygodni, w marcu. Niby byłam przygotowana na to,że w każdej chwili może już ich nie być, a jednak głęboko przeżywałam ich stratę i czuję to do dziś. Najgorsze jest widzieć śmierć na własne oczy. Niestety, byłam przy babci w tym smutnym momencie. Pamiętam jak trzymałam ją za rękę. Miała zimą i cała się trzesła, a ja nie mogłam jej pomóc :( nawet wezwani lekarze już nie wiedzieli, co robić. Niedługo potem odszedł dziadek i siostra babci. Tak jakby babcia zabrała ich ze sobą, by mogli się sobą opiekować. A mnie tak smutno bez nich. Nie umiem zasnąć bez wspominania dziadków. Bardzo wiele mnie w życiu nauczyli. Babcia zawsze była ciepłą i serdeczną osoba, była z zawodu krawcową, uszyła mi wiele ubrań - bluzek, sukienek, lubiła mi robić różne poprawki krawieckie i była zadowolona, gdy ja nosiłam jej ubrania. Oprócz tego babcia znakomicie gotowała, jak to babcie. Piekła ciasta, pączki i faworki na tłusty czwartek a ja zawsze jej pomagałam przy faworkach :) Latem zawsze robiła smaczne kompoty i dżemy. Nigdy niczego nie wyrzucała do kosza. Nic się nie zmarnowało u babci. Zawsze chodziłyśmy z babcią latem na zakupy. Pomagałam jej nosić je i prawie do końca życia jakoś sobie radziła.  Z kolei od dziadka nauczyłam jak radzić sobie w życiu, jak pokonywać przeciwności losu, jak się nie poddawać. Mój dziadek do końca życia walczył. Nawet gdy przed dwa ostatnie lata nie wychodził z domu, to telefonicznie załatwiał różne sprawy i nikt mu nie odmawiał. Dziadek też nauczył mnie miłości i szacunku do przyrody, do zwierząt. Lubił jeździć do lasu, przywoził grzyby, zielony groszek, maliny, porzeczki i inne owoce leśne. A babcia robiła z tego kompoty i inne przetwory. Bardzo wiele im zawdzięczam. I mimo iż byli starsi to ich śmierć bardzo mnie dotknęła i czuję pustkę bez nich.
Oprócz dziadków, w ostatnich dwóch latach odeszły dwie inne ważne dla mnie osoby. Opowiem o nich pokrótce. O jednej już wspomniałam o tym na blogu. Był to wybitny polski ornitolog, dr Marek Keller, wykładowca SGGW, pracownik Wydziału Leśnego. Całe życie swoje poświęcił ptakom. A swoją pasją do nich zaraził też i mnie. On był zupełnie inny niż większość pracowników uczelni. Bardziej traktowałam go jako znajomego, kogoś "swojego" niż naukowca z uczelni. Tym bardziej,że zapraszał mnie do swojego pokoju i mogłam porozmawiać z nim o mojej pasji. Wiedziałam,że tylko on nadaje się na mojego promotora. Mimo iż rzadko można było go zastać na uczelni, gdy nie miał zajęć, to jeździł do lasu. Nawet jedna osoba nazywała go Pszczółką Mają, bo "jest gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie" ;) Dr Keller bardzo mi pomógł podczas pisania prac dyplomowych. Niestety, odszedł podczas pisania pracy magistrackiej. Nie mogłam w to uwierzyć. Tym bardziej,że wcześniej zachorował na raka, ale wyszedł z tej choroby. Ucieszyłam się, gdy zobaczyłam go w dobrym stanie. A mimo to zmarł...na zawał serca w Puszczy Augustowskiej :( 13 stycznia 2012 roku.  Miał zaledwie 56 lat. Do dziś nie mogę się z tym pogodzić. Odszedł ktoś, kto bardzo wypłynął na moje życie i moją pasję i chcę ptakom tez poświęcić swoje życie.
Kolejną ważną osobą, która odeszła w ostatnim czasie jest mój przyjaciel Adaś Wołkow. Adaś mieszkał w Wągrowcu i chorował na porażenie mózgowe. Poruszał się o wózku, ale nie umiem powiedzieć o nim "niepełnosprawny", bo był o wiele bardziej sprawny niż niektórzy zdrowi ludzie. Przede wszystkim był bardzo aktywny w życiu. Studiował, jeździł na mecze siatkówki, pływał na basenie. Pojechał nawet na Olimpiadę w Londynie. Przede wszystkim był bardzo wesołym i mądrym chłopakiem. Połączyła nas wspólna pasja do pewnego programu - Jaka to melodia, w którym jestem zawodniczką. :) Nigdy się z nim nie spotkałam, choć planowałam, ale za późno było. Pisaliśmy do siebie na Facebooku codziennie. Adaś pokazał mi,że mimo przeciwności losu, można normalnie żyć. Dzięki niemu przestałam dostrzegać błahe problemy w życiu, a zaczęłam doceniać to, co mam. Adaś też pokazał,że można spełniać marzenia bez względu na chorobę i inne przeciwności. A mimo to odszedł tak nagle, 6 czerwca 2013 roku, miał zaledwie 23 lata. A przed sobą całe życie. Ech....:(
Dlatego wczoraj kolejny raz "zatrzymał się dla mnie czas". Kolejna osoba, którą podziwiałam, była skromna, spełniała się zawodowo. Była piękną i mądrą kobietą. Ludzie tak szybko odchodzą.

1 komentarz:

  1. Życie jest takie kruche i to jest dla mnie nie do ogarnięcia :(

    http://kasinyswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Jak wyrwać się ze szponów depresji

Dzień Dobry :) Jak to dobrze wrócić do blogowania. Ledwo napisałam swój pierwszy post (po długim czasie nieobecności tutaj), a już dziś...