16 kwietnia 2019

Weekend w Poznaniu


Cześć Wszystkim

Właśnie wróciłam z krótkiego wyjazdu do Poznania. I chociaż jestem z Warszawy, uwielbiam Poznań i mogłabym tam nawet zamieszkać. Dlatego tak smutno mi zawsze stamtąd odjeżdżać. Tym razem przyjechałam na 4 dni. Tak po prostu pozwiedzać, poczuć ponownie klimat tego miasta i spotkać się z przyjaciółką z Gniezna.


Na początek wybrałam się na zwiedzanie Rogalowego Muzeum Poznania, a właściwie na oglądanie pokazu. Można było zobaczyć, w jaki sposób powstają słynne w Poznaniu rogale świętomarcińskie. Podczas pokazu najlepiej wychodziło to dzieciom 

Mogliśmy też zapoznać się z historią budynku mieszczącego muzeum oraz poznać różne słowa i zwroty z gwary poznańskiej.




Jeżeli chcecie się więcej dowiedzieć na temat zwiedzania muzeum, warto zajrzeć na stronę i tam dokonać rezerwacji. www.rogalowemuzeum.pl

Po Rogalowym Muzeum wybrałam sie na ulicę Półwiejską (to moja ulubiona ulica w tym mieście)

pełna sklepów, butików i restauracji. Na jej końcu znajduje się znana galeria Stary Browar.



Przed wejściem do Browaru stoi wagon starego zielonego tramwaju, który jest fajnym dopełnieniem tego miejsca.


Po obiedzie wybrałam się na zakupy ubraniowe ;) w końcu wiosna przyszła, trzeba więc odswieżyć garderobę. Udało mi się coś fajnego upolować.


"Stary Browar w Poznaniu to współczesne centrum handlowe, które jest autentycznym centrum kultury i edukacji. Można tu zrobić zakupy w ponad 200 sklepach, dobrze zjeść, obcować ze sztuką i dobrym designem, brać udział w licznych warsztatach i wydarzeniach, jak koncerty, pokazy, czy spotkania z ciekawymi osobami. Sztuka w Starym Browarze definiowana jest nie tylko przez obecne tu rzeźby, instalacje i świetną architekturę, ale też new true urban experience: sztukę nabywania, sprzedawania, tworzenia. Stary Browar to jedyne w swoim rodzaju żywe centrum miasta, odwiedzane przez 9 milionów osób rocznie. Jest miejscem pełnym prawdziwych i inspirujących historii, które tworzy każdy, kto przekroczy jego ceglane progi. Codziennie." 




Więcej o Starym Browarze przeczytacie na stronie www.starybrowar5050.com

Następnie wybrałam się na Stary Rynek i pod mój ulubiony ratusz




Jako, że zbliżają się święta, klimat rynku zdominowały 2 zwierzęta - zające i oczywiście koziołki. Były nawet 2 żywe przed ratuszem :)

Wokół rynku rozstawiły się stragany z wielkanocnymi rzeczami i smakołykami.


Później poszłam na spacer po mieście, w stronę Jeżyc. Uwielbiam spacerować po Poznaniu. To miasto zawsze będzie kojarzyć mi się z moją ulubioną serią dziecięcych książek "Jeżycjada" Małgorzaty Musierowicz. Od tamtej pory zawsze chciałam zwiedzić Poznań, polubiłam to miasto nawet jeśli kiedyś (czytając książki) nie byłam w nim. Np spacerując wzdłuż Biblioteki Raczyńskich zawsze mam przed oczami Ignacego Borejkę, który nałogowo chodził do tej biblioteki a na ul. Roosvelta 5 zawsze patrzę na okna i balkon, w którym "mieszkają" Borejkowie i że ich dom zawsze jest otwarty dla wszystkich i zastanawiam się, czy gdybym weszła do środka, czy wpuściliby mnie ;)

Wybrałam się potem na targi kosmetyków naturalnych



A po powrocie z targów zahaczyłam o jeszcze jedną galerię.


Kolejna porcja moich poznaniowych wspomnień w kolejnym wpisie.

09 kwietnia 2019

Muzeum Życia w PRL

Witajcie!

Nazywam się Ania i jestem miłośniczką mojego miasta Warszawy. Kocham Warszawę! Tak, Warszawa da się lubić, a nawet kochać! W moim sercu moje miasto zajmuje szczególne miejsce - do tego stopnia,że zapragnęłam zdobyć licencję przewodnika i dzielić się z ludźmi moją pasją. Wielu miejskich przewodników traktuje to jako pracę - i słusznie. Dla mnie Warszawa i poznawanie jej historii jest pasją. Chcę opowiadać o moim mieście ludziom, którzy chcą jej słuchać. Słuchać nie tylko szumu samochodów i śródmiejskiego hałasu. Chcę razem z Wami słuchać śpiewu ptaków w Łazienkach, chcę słuchać szumu fal wiślanych na bulwarach oraz muzykę graną na Starym Mieście.
Od zeszłego roku organizuję spacery dla ludzi, którzy chcą w miłej atmosferze posłuchać ciekawostek o stolicy. Chętnie opowiadam o Fryderyku Chopinie i Marii Skłodowskiej, uwielbiam przenosić się z ludźmi "jak za dawnych lat" do legendarnych teatrów, rewii i kabaretów. Opowiadam, gdzie pracowała Ala z Elementarza Falskiego i co łączy Krystynę Krahelską z warszawską Syrenką :)
Postanowiłam też dzielić się moją pasją do Warszawy również w Internecie. Mam na na Facebooku swoją stronę, ale teraz chcę pisać także na  blogu, a z czasem może też pojawią się filmy na You Tube :)


Pierwszy post będzie poświęcony przepięknym muzeum, w którym miałam okazję wczoraj być - Muzeum Życia w PRL.


Muzeum mieści się przy ul. Pięknej 28/34 (tuż nad restauracją KFC, lecz wejście jest tuż obok wspomnianej restauracji).
Ceny biletów: Normalny - 18 zł
                        Ulgowy - 12 zł
                      Grupowy - 12 zł

Godziny otwarcia: Poniedziałek - czwartek: 10-18
                              Piątek: 12-20
                              Sobota i Niedziela: 10-18

Muzeum znajduje się w samym sercu Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej (MDM) z przepięknym widokiem na Hotel MDM, plac Konstytucji oraz kościół Zbawiciela. Dzielnica ta była sztandarową realizacją pierwszej powojennej dekady Warszawy. Prasa podawała komunikaty z kolejnych etapów jej budowy niczym relacje z linii frontu.
"Życie Warszawy" w 1950r tak pisało o MDMie: "Na tle ruin na rogu Koszykowej jarzy się ogromnym światłem tablica, na której architekt rzucił kolorowy perspektywiczny plan nowej dzielnicy. A nad nim napis: pracujemy dla Pokoju".
MDM to osiedle złożone z monumentalnych bloków. W ich parterowych przestrzeniach znajdują się sklepy. Wszystko zostało rozplanowane tak, by Marszałkowska stanowiła główną arterię dzielnicy. Stanowiła oś MDMu. Po środku znajduje się prostokątny plac Konstytucji, od którego odchodzą ulice: Waryńskiego, Koszykowa i Śniadeckich oraz ulica Piękna, na której znajduje się Muzeum.



Muzeum Życia w PRL zaprasza do przestrzeni wypełnionej wspomnieniami z minionej epoki. Będą to wspomnienia zarówno polityczne, jak i społeczne - z przeważającą częścią tej drugiej. Znajdziemy tam wszystko to, czym było wypełnione nasze dzieciństwo - począwszy od wózka dziecięcego, PRL-owskie przedszkole, mydło Jacek i Agatka, wibowit, stare telewizory i radia, magnetofony, walkmany.



Wszystkie zabytkowe eksponaty są podzielone na kategorie i powieszone na ścianach.






Przestrzeń jest podzielona na kilka części: część polityczną, część kulturalną, kino, pokój, łazienka, przedszkole, kawiarnia/bar mleczny. Można wsiąść do legendarnego malucha i zadzwonić z budki telefonicznej ;)







Kto ma ochotę wrócić wspomnieniami do dawnych lat albo do domu babci/cioci a może i swojego, ten powinien odwiedzić Muzeum. 

Warto przyjść także z dziećmi by mogły poznać, jakie było nasze dzieciństwo. Dzieciństwo bez telefonów i tabletów, ale jakże ciekawe i bogate we wspomnienia. Najmłodsi będą mogli poczuć PRL bawiąc się w przedszkolu wyposażonym w zabawki i sprzęty, jakimi my bawiliśmy się w ich wieku. 


Po skończonym zwiedzaniu można napić się kawy parzonej z 50 letniego odrestaurowanego ekspresu, pochodzącego z Mediolanu. Pijąc aromatyczną kawę lub oranżadę (jak kto woli) można delektować się podczas pobytu w Muzeum i z nostalgią wspominać minioną epokę. 



Więcej informacji znajdziecie na stronie Muzeum. Muzeum Życia w PRL  lub na stronie Warsaw Adventure

ZACHĘCAM DO ODWIEDZANIA MUZEUM

Napiszcie w komentarzach jakie muzeum chcecie, żebym odwiedziła i napisała o nich posty albo inne miejsca w Warszawie! 

25 lipca 2018

Jestem taka piękna

Jestem taka piękna - to tytuł jednej z ostatnich komedii, którą miałam okazję oglądać w kinie. Wybrałam się na niego jakiś czas temu. Reklamowali go na mojej siłowni, pomyślałam,że to coś dla mnie. Hm...tylko nie wiem, czy "komedia" to właściwy rodzaj filmu, ponieważ problemy osób z nadwagą/otyłością wcale komedią nie jest.


Film z Amy Schumer w roli głównej polecam nie tylko osobom, które mają nadwagę/otyłość, ale przede wszystkim tym, którzy nie muszą zmagać się na co dzień z tymi chorobami. Aby zrozumiały, co czują osoby, takie jak ja. Film opowiada historię dziewczyny, właściwie już dorosłej kobiety., która mieszka w Nowym Yorku. Pracuje, ma swoją paczkę przyjaciół, chodzi na siłownię, robi zakupy. Wydawałoby się, że to takie typowe życie kobiety. Kobiety, która ma trochę więcej kilogramów niż "przeciętna kobieta". Możemy zobaczyć, jak wygląda życie takiej osoby. Co czuje taka osoba, o czym myśli, co wkurza podczas kupowania ciuchów, a co stresuje na siłowni. Możemy dostrzec, z jakimi problemami zmaga się taka puszysta kobieta. Bo oprócz pilnowania diety i regularnych ćwiczeń, dochodzi wiele innych problemów i stresów w codziennym życiu.
Szczegółów filmu nie będę opowiadać. Polecam obejrzeć, żeby się wszystkiego dowiedzieć. Natomiast chcę się skupić na problemie piękna osób otyłych/ z nadwagą. Na postrzeganiu piękna oczami grubszej osoby. W końcu taki tytuł.

Zacznę od tego, że otyłość czy nadwaga u kobiet jest związana nie tylko z jedzeniem. U wielu z nas (tak, mnie też dotyczy ten problem) to wiąże się z innymi chorobami - hormonalnymi, braniem pewnych leków, problemy z tarczycą czy inne. Często jest tak,że czy jemy czy nie jemy dużo to i tak jesteśmy grube. Wszystko jest wieloczynnikowym problemem. Jednak ten post nie jest o dietach i ćwiczeniach. Nie jestem Chodakowską ani Lewandowską. Ani lekarzem czy dietetykiem. Chociaż uważam, że wsparcie lekarza bądź dietetyka jest bardzo ważne. Ja, dzięki wsparciu moich lekarzy, czuję, że droga do lżejszej mnie a przynajmniej zdrowszej wersji samej siebie, jest we właściwym kierunku a cel coraz bliżej.  Chcę poruszyć coś innego. Problem, o którym  opowiada właśnie film.

Każda gruba kobieta musi stoczyć podwójną walkę. Nie tylko z kilogramami, ale również akceptacją samej siebie. A nie jest to łatwe zadanie. Akceptacja samej siebie jest wręcz bardzo trudnym zadaniem, wręcz powiedziałabym syzyfową pracą. Spróbuję Wam przybliżyć, jak to wygląda z mojej perspektywy.

Wyobraźcie sobie dzieciństwo, przypomnijcie sobie beztroskie zabawy na podwórku, potem w szkole. Zaczynasz zauważać, że jesteś inna niż rówieśnicy. Jakby było Cię więcej. Nie tak łatwo Ci biegać, co chwilę masz zadyszkę. Coraz częściej słyszysz od ludzi, że jesteś gruba. Rodzice odbierają Ci każde ciastko, każdą czekoladkę. I nie rozumiesz, dlaczego podczas świąt Tobie nie wolno spróbować wszystkich przyrządzonych potraw. Zaczynasz myśleć, że jedzenie jest czymś złym. Ale wciąż jesteś głodna. Ponadto wf to Twój znienawidzony przedmiot i zaczynasz się modlić, żeby szybko zachorować, bo wtedy można mieć zwolnienie. Tak właśnie wyglądało moje dzieciństwo. Wtedy nie rozumiałam, czemu jestem gruba, choć mało jem. W sensie normalnie. Nie ponad normę.
Później zaczęłam wcześniej dojrzewać, przy czym zahamował się mój wzrost. Generalnie nie czułam się piękną osobą. Wielu ludzi mówiło mi o tym,że jestem gruba, lekarze, sąsiedzi i nawet rodzina. W szkole też czułam się czasem jak "piąte koło u wozu". Szczególnie właśnie na wfie.

Gruba i brzydka - taką opinię miałam o samej sobie. Taką mi przypięto łatkę. Tak o mnie mówili inni ludzie i tak rozpoczęły się moje kompleksy. Które pozostały ze mną na wiele wiele lat. Aż to teraz. W końcu się ich pozbyłam. Ale nie było to łatwe. Dodam też, że od dzieciństwa bardzo pomagała mi muzyka. Słuchałam muzyki ale także w programach TV, np Jaka to melodia? ;) miałam małe marzenie,żeby kiedyś tam wystąpić. Ale potem pomyślałam,że przecież w TV trzeba był ładnym. A nie takie brzydule, jak ja.

Kiedy skończyłam edukację, a zaczęłam studia to wydawało mi się, że "teraz zaczyna się lepsze życie, w końcu będę studentką". Myślałam,że będę mogła skupić się na wymarzonej biologii, a lubiłam się jej uczyć. Zaczęłam myśleć o tym, co robić w przyszłości. Wahałam się między pracą w zoo a uczeniem biologii w szkole. Jednak zmagałam się też innym problemem. Nieśmiałością. Chorobliwą nieśmiałością. Bałam się ludzi. A bardzo chciałam uczyć. Bałam się każdego występu publicznego, prezentacji na zajęcia studenckie. Ciągle wydawało mi się, że ludzie mnie nie akceptują ze względu na wygląd. Chociaż tak nie było. Na studiach nikt mi niczego takiego nie mówił, ale "łatka" przypięta wiele lat temu, nadal tkwiła w moim sercu. I umyśle.

Jakiś czas potem odkryłam przypadkiem forum mojego ulubionego zespołu Bajm. Zapisałam się i zaczęłam rozmawiać o mojej pasji. Wtedy byłam anonimowa dla tych ludzi (dzisiaj już nie i dziękuję Wam, jeśli to czytacie, dzięki naszym dyskusjom o Beacie i Bajmie i ich muzyce zrozumiałam, że wygląd nie ma znaczenia żeby być lubianym ;)). Wtedy poczułam,że dzięki pasji do muzyki Bajmu mogę się otworzyć. Potem niektóre osoby zaprosiłam do znajomych na modnym wówczas portalu nasza-klasa i mogłam porozmawiać na inne tematy. Wtedy jeszcze nie było modne wrzucanie tylu zdjęć do sieci. Miałam tylko jedno z Beatą (moje pierwsze z idolką ;)) i byłam dumna, że marzenie się spełniło. Wtedy więcej rozmawiałam z ludźmi poznanymi przez internet niż z "prawdziwymi znajomymi" z uczelni. Potem Facebook zaczął być popularny. I poznałam jeszcze więcej ludzi. Zaczęłam doceniać wartość Internetu ;)

Niestety, po wylogowaniu się z FB, NK i forum Bajmu, czułam, jakby magia pryskała. W rzeczywistości widziałam siebie nadal taką samą. Grubą i brzydką. Dodatkowo, na studiach faktycznie zaczęłam więcej jeść. Bo studia moje nie były łatwe. Wręcz przeciwnie. Były trudne. Masę nauki, głowa musiała pracować, więc jadłam. Kanapki, słodycze, obiad w bufetach na uczelni.  Dodatkowo, czułam,że jedzenie dodaje mi szczęścia, kiedy jestem "w realu". No i muzyka. Muzyka chociaż nie tuczyła. Wypłakiwałam przy muzyce wszystkie moje kompleksy. Na chwilę pomagało. Zauważyłam też, że bardzo mnie ciągnie do ludzi. Lubiłam rozmawiać, ale bardziej swobodnie czułam się z osobami, z którymi pisałam przez Intenret niż tymi "realnymi", bo te internetowe mnie nie widziały. Przez cały czas miałam kompleks na punkcie swojego wyglądu.

Nawet rozpoczęcie przygody z programem Jaka to melodia tego nie zmieniło. Początkowo byłam tam statystką. Na publiczności. Cieszyłam się,że mogę być w TV. Chociaż w takiej roli. I wtedy powoli zaczęło zmieniać się moje myślenie. Równocześnie wtedy rozpoczęłam też leczenie mojej otyłości u lekarzy. U mnie jest to złożony problem (genetyka + hormony + kompulsywne jedzenie). Ciężki przypadek, tak wiem. Nawet lekarze mi współczują. No ale nie o tym miało być. Kiedy później i właściwie teraz mam możliwość być jedną z zawodniczek mojego ulubionego programu, poczułam się piękna. Gdy widzieli mnie w TV lub zaczęli pisać miłe opinie o moim wyglądzie to czułam się tak super. Pierwszy raz czytałam lub słyszałam komplementy na mój temat. I tak było za każdym razem, gdy występowałam. Tylko ten czas pomiędzy odcinkami, gdy nie byłam "zrobiona" przez stylistów i makijażystów w TV, to czułam się "znowu sobą", czyli grubą i brzydką. Ale jednak była nadzieja,że w TV jestem piękniejsza niż w rzeczywistości.

W międzyczasie zmagałam się z depresją. Po stracie bliskich osób, długo nie mogłam się pozbierać. Gdy po studiach szybko dostałam pierwszą pracę, a potem drugą, nie rozumiałałam tego, że ludzie nie mogą znaleźć pracy po studiach. Jednak 2013 i 2014 rok były dla mnie najgorsze w dotychczasowym życiu. Kumulacja wszystkiego, co złe. Straciłam wiarę w moją wymarzoną pracę biologa. Szukałam pracy w innych zawodach/branżach. Brałam udział w wielu rozmowach kwalifikacyjnych, zjeździłam chyba prawie wszystkie dzielnice miasta, próbowałam się dostać i do biur i do sklepów odzieżowych, obuwniczych i wielu innych miejsc. W międzyczasie rozpoczęłam wolontariat z nadzieją na pracę w zoo po kilku latach. Miałam już tego wszystkiego dość. I samej siebie przede wszystkim. W rodzinie mówili mi, że to pewnie przez to, że jestem gruba, to nie mam pracy. Jednak teraz wiem,że to nie przez samą tuszę miałam problemy, ale przez brak pewności siebie i niskie poczucie własnej wartości, które kształtowało sie u mnie przez lata.

Próbowałam walczyć ze swoimi kilogramami, ale bez skutku. Leki, które przyjmowałam, również nie pozwalały mi schudnąć. Byłam nie do zniesienia w rodzinie. Muzyka mi jedynie pomagała. Przełomowym momentem było dla mnie rozpoczęcie pracy w ztm w moim mieście. Po wielu trudach szukania, w końcu znalazłam. Więcej o szczegółach tej rozmowy, pisałam http://piosenkajestdobranawszystko87.blogspot.com/2016/05/hejka-kochani-d-co-sychac-u-was-mam.html
Panie rekruterki doceniły moją determinację na rozmowie i zaczęłam pracę. Praca nie była trudna. Myślałam,że pewnie praca jest łatwa, bo to jakby rekompensata za trud jej szukania. Ale czułam,że to nie jest to, co chcę robić w życiu. Rozpoczęłam kurs przewodnika po Warszawie ( o tym tutaj http://piosenkajestdobranawszystko87.blogspot.com/search?q=kurs+przewodnika ) a dodatkowo rozpoczęłam chodzenie na siłownię. I powiem Wam, że od tamtego czasu życie wychodzi mi coraz lepiej. Zaczęłam mieć kontakt z ludźmi realnymi, nie tylko z Internetu (chociaż dziękuję Wam za to, ze jesteście ze mną, wiem,że wiele osób "z Internetu" bardzo mnie wspiera) ale chodzi mi o to, że potrzebowałam kontaktu z ludźmi "realnymi". Bardzo lubiłam chodzić na zajęcia z kursu i siłownia. I właśnie wtedy po raz pierwszy przestałam myśleć o swoich kompleksach. To znaczy nadal mam nadwagę i się jej nie wstydzę. Tak to moja choroba. Jeden ma cukrzycę (współczuję) inny porusza się na wózku z różnych powodów, a ja mam nadwagę. Może nie da się porównać jednej choroby do drugiej, ale to jednak choroba.
A przede wszystkim nasze nastawienie powinno być w głowie. Trzeba próbować pokonywać swoje kompleksy, umieć spojrzeć samemu sobie w lustro. I chociaż ja, specjalnie nie doświaczyłam hejtu odnośnie mojej wagi (jedynie w dzieciństwie i w życiu nastolatki) to tak naprawdę sama siebie nienawidziłam. A z czasem, krok po kroku, to uczucie obrzydzenia, gdy spoglądałam na siebie w lustrze czy na zdjęciach, mijało. I dziś mogę śmiało powiedzieć, że pokonałam kompleksy. Uwielbiam patrzeć w lustro, lubię siebie, szczególnie moje włosy, choć nie lubią się układać, ale lubię ;) siłownia bardzo mi pomogła. I chociaż nie schudłam, bo moje leki skutecznie mi to uniemożliwiały, polubiłam siebie, taką, jaka jestem. Chodziłam na siłownię dla przyjemności. Uwielbiałam to uczucie tuż po wyjściu z siłowni. Niczym wyjście z kąpieli czy spod prysznica. Zaczęłam się uzależniać od ćwiczeń. Dodatkowo zajęcia z kursu. Tam uczyłam się odwagi w mówieniu do grupy ludzi. I odporności na zimno ;) I ciągle miałam w głowie wizję mojego wygranego odcinka Jaka to melodia? :) Tak, było to moim wielkim marzeniem. I wcale nie dla kasy, choć bardzo mi sie przydaje w życiu. Potrzebowałam usłyszeć od prowadzącego to magiczne słowow "WYGRAŁAŚ!!!" I USŁYSZEĆ SŁYNNE FANFARY. Właśnie tego chciałam. To taki ważny moment dla mnie. Wygrałam nie tylko pieniądze (dzięki mojej wielkiej pasji do muzyki) ale także wygrałam nową siebie i pokonałam siebie. Weszłam na swój Mount Everest (o czym pisze Martyna Wojciechowska w "Przesunąć horyzont"). Przekroczyłam swoją granicę, którą stanowiły moje kompleksy. Przez nie odepchnęłam moje prawdziwe marzenia na dalszy plan. A tym marzeniem zawsze była praca, która wiązałaby się z kontaktem z ludźmi.

W tym roku udało mi się poprowadzić wiele spacerów jako przewodnik oraz kilka wycieczek w maju. Marzyłam również o pracy w muzeum (i jestem obecnie pracownikiem Muzeum Historii Żydów Polskich). Mam teraz kontakt z wieloma ludźmi. Początkowo obawiałam się jeszcze pracy przewodnika i opiekuna muzeum ale teraz już nie. Ludzie są bardzo pozytywni. Dają mi tyle energii i ciepła. Tego właśnie potrzebowałam osiągnąć w życiu. I choć nadal jestem grubą osobą (choć parę kilo już schudłam, ale wciąż dużo pracy przede mną) to teraz wogóle nie przejmuję się wagą. Najważniejsze, że wyniki badań są już coraz lepsze, nie mam otłuszczonej wątroby i inne wyniki są już na prawidłowym poziomie. Także powiem Wam, że nigdy nie czułam się ze sobą tak dobrze, jak teraz. Przestałam myśleć o sobie źle, bo niby dlaczego waga ma mieć jakiś wpływ na moje szczęście? Tylko szkoda, że tak późno do tego doszłam. Ale lepiej późno niż wcale.

Wracając do filmu. Bardzo polecam go obejrzeć. Zobaczycie, ile można wygrać, gdy się pozbędziemy kompleksów. Czego życzę każdemu, jeśli ma z nimi problem. Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia w pokonywaniu swoich słabości.


14 lipca 2018

Rozdział 14

RODZIAŁ 14

Tego dnia Marek bardziej niż wściekły. Szedł prędkim krokiem w stronę gabinetu dyrektora.
- Panie Dyrektorze – zaczął
- Słucham Pana, Panie Marku
- Dlaczego casting do tego badziewia jest właśnie u nas? – pytał dyrygent
- Dlatego,że to idealny sposób na promocje naszego teatru – rzekł dyrektor
- Ale przecież nasz teatr nie potrzebuje promocji
- Potrzebuje i to bardzo – ciągnął dalej – sam osobiście zadzwoniłem do producentów tego programu, by u nas zrobili przesłuchanie.
- Jak pan mógł – złościł się Marek
- Panie Marku, jestem tu dyrektorem, więc wszystko mogę – odpowiedział – potrzebujemy promocji. Mamy XXI wiek, dziś to telewizja i Internet rządzą. To najlepszy sposób na promocję i teatru i młodych talentów. Zobacz, dzięki temu może uda nam się zgarnąć jakieś świeżynki do naszego teatru. Oni tylko czekają, aż ich ktoś zauważy.
- Nie mam już sił – odpowiedział dyrygent, ale chyba sam do siebie, bo poszedł już do swojej garderoby. „Dlaczego to ja nie jestem dyrektorem, na pewno nie dopuściłbym do tego castingu”, myślał Marek. Przecież mógłby zarządzać nie tylko chórem ale też całym teatrem. Marek chciał, aby teatr, w którym pracuje, był najlepszym w stolicy. Znał się na sztuce, kochał teatr za to,że właśnie tu mogą zaistnieć prawdziwe talenty.
-Nie wTV. Tam wszystko jest wyreżyserowane, nawet uśmiechy publiczności, a jak nie opowiesz łzawej historii ze swojego życia przed kamerami, to nie przechodzisz dalej – mówił Marek do Tomka
- Taka prawda, dlatego nie pakowałem się do TV. Chciałem od razu do teatru – żartował Tomek
- Porządny z Ciebie chłopak, Tomku – rzekł dyrygent – może wyjdziemy razem na piwo
- Yyy… w tej chwili nie mogę. Jestem umówiony – mówił Tomasz
- Z Sandrą? – zapytał Marek
- Nie tym razem – odpowiedział Tomasz i wyszedł z teatru.

Tymczasem Tomasz rozmawiał w domu z Sandrą. Powtarzali swoje kwestie do kolejnego przedstawienia, w reżyserii Tomasza oczywiście. Wychodziło im to całkiem nieźle
- Moja droga, czy na pewno nie chcesz iść ze mną do Żaka? W sobotę impreza – proponował Tomek
- Och..dlaczego akurat w sobotę? Pracuję do późna w kawiarni. Nie dam rady się zwolnić. Koleżanka poszła na urlop i nie ma mnie kto zastąpić.
- Tak bardzo bym chciał, żebyś była choć raz ze mną w klubie.
- Ja też, kochany. Innym razem. Idź, zabaw się sam, a my spotkamy się innym razem w klubie.
Tomek chciał przy okazji imprezy wydrukować kilka ulotek reklamowych castingu „Śpiewać każdy może”. Nie powiedział Markowi, że to on podsunął dyrektorowi pomysł z castingiem. „Jeszcze się przekona, że takie show to nic złego. Trochę zabawy dla widzów a my zyskamy rozgłos jako teatr”, myślał. „Ech, gdyby nie teatr i prawo mógłbym się zajmować marketingiem”, zaśmiał się do siebie Tomasz.

Rozdział 13

ROZDZIAŁ 13

Natalia i Adam wracali właśnie z imprezy urodzinowej kolegi. Szymon był kumplem Adama. Razem studiowali prawo na UW. Nie miał dziewczyny, ale bardzo lubił towarzystwo Adama i Natalii. Nie przeszkadzało mu bycie singlem. Czuł się wolny i szczęśliwy. Adam i Natalia nie byli parą, w sensie związku. Nazywali się parą przyjaciół. Nic więcej. Tak ustalili między sobą. Czy Adamowi nie podobała się Natalia? Tu chyba nie chodzi o wygląd. Po prostu widocznie oboje nie chcieli związku. Ot tak, luźna para przyjaciół. I Szymon. Razem tworzyli zgraną paczkę.
Natalia nadal pracowała w butiku. Jej praca była blisko domu, więc mogła się wysypiać. Oprócz tego rozpoczęła studia. Długo się zastanawiała nad tym, co studiować. Wybrała pedagogikę. Do tego namówiła ją koleżanka z pracy, która tam studiuje. Więc i Natka złożyła papiery i dostała się. „Studia nie powinny być trudne”, myślała. Nie bardzo wiedziała co po tym robić. W każdym razie przedszkolanką nie chciała być. „Coś się wymyśli przez te pięć lat, co robić dalej”. Jednak chciała poczuć, jak to jest być studentką. Teraz bycie studentem to takie modne. Nieważne co się studiuje, ważne by móc pokazywać wszędzie legitymacje i mieć zniżki na wszystko. Natalia chciała też przynależeć do jakieś grupy. Postanowiła, że nie będzie się przyznawać do swojego wiejskiego pochodzenia. Mówiła, że jest z Warszawy. Tylko Adam wiedział o wszystkim. Chciała się pokazać w stolicy jak światowa kobieta. Ludzie ze wsi są traktowani jak osobniki drugiej, a może nawet i trzecie kategorii. „Cześć jestem Natalia ze Słonecznego Wzgórza’ – Boże, jak to brzmi. Jak ‘Ania z Zielonego Wzgórza’. A czy ona była ładna? Te piegi i rude włosy??? No właśnie”. Dlatego Natalia nigdy nie chciałaby powtórzyć losu Ani Shirley. Przestała się kontaktować z bliskimi ze Słonecznego Wzgórza. Jedynie dzwoniła do rodziców, ale im nie opowiadała zbyt dużo. Z resztą co drugie słowo to kłamstwo było. Natalia chciała być wreszcie sobą. I prawie jej się to udaje. Teraz w końcu jest szczęśliwa.
Natalia i Szymon siedzieli w kawiarni i snuli plany imprezowe na przyszły tydzień.
- Może pójdziesz z nami do klubu Żak? – zaproponował Adam
- Nasz wydział ma tam imprezę – dodał Szymon
- Spoko. Dla mnie ok., byle z Wami – zgodziła się Natka – to kiedy to będzie?
- W sobotę – mówił Szymon
- Ok
Tymczasem cała trójka opuściła mury kawiarni i każdy pojechał w swoją stronę. Natalia sama wracała do domu. Nie lubiła być sama. Nie chciała na razie mieć chłopaka, ale samotne powroty do domu ją przerażały. Jakoś mało przebywała w swoim domu. Głównie podczas snu. Całe dni spędzała z ludźmi. Czasem ta samotność w nocy doprowadzała ją do płaczu. Kiedy mieszkała na Słonecznym Wzgórzu, nigdy nie płakała. Teraz w Warszawie płacze prawie każdej nocy. Sama nie rozumiała powodu. Dlaczego lęk przed samotnością tak bardzo ją przerażał? budziło to w niej silne emocje. Jednak na to pytanie Natalia nie znała odpowiedzi.

"Wszystko się może zdarzyć" Rozdział 12

ROZDZIAŁ 12

Kasia jechała wraz ze swoim najlepszym przyjacielem Maćkiem do Warszawy. Jechali na koncert Edyty Górniak. Edyta była dla Kasi wzorem pod względem wokalnym. Uważała ją za najlepszą piosenkarkę. Uwielbiała piękne kobiece głosy. Lubiła też Celine Dion i Whitney Houston. Takie delikatne z pozoru kobiety potrafią wydobyć z siebie potężny instrument w postaci głosu. I potrafią porwać tłumy ludzi, potrafią wzruszać każdym słowem, każdym wyśpiewanym dźwiękiem, każdą nutą i melodią. „Coś niesamowitego”, myślała Kasia. Marzyła o tym, by też stanąć na wielkiej scenie i oczarować publiczność. Może w Warszawie spełnią się jej marzenia.
Kasia już po raz trzeci jechała do stolicy. Jej życie bardzo się zmieniło od czasu jej pierwszej wizyty w tym mieście. Początkowo się go bała. Gdy tylko postawiła swój pierwszy krok w Warszawie, nie wiedziała w którą stronę zrobić ten następny krok. „Dokąd iść, gdy nie ma dokąd pójść i skąd nadzieję brać…” śpiewała sobie Kasia pod nosem. Bała się zapytać o drogę, więc poszła za tłumem. I tak przez cały tydzień jej pierwszego pobytu w wielkim mieście. Jednak Kasia była szczęśliwa. Lubiła błądzić między zaułkami stolicy, chodziła tam, gdzie ją nogi poniosły. Był do dla niej wspaniały czas. W końcu podróże kształtują charakter, i te dalekie i bliskie. Kasia rozmyślała o swoim życiu, o mamie, o braciszku, o Natalii i innych bliskich jej osobach. Myślała, że może kiedyś zamieszka w Warszawie, dostanie pracę i pomoże swojej rodzinie wydostać się z tej biedy i z wioski. „Mama tu byłaby szczęśliwsza”, myślała dalej Katarzyna.
Po jej powrocie na Słoneczne Wzgórze z pierwszej wyprawy wszyscy miło ją powitali. Każdy się o coś pytał, chcieli wiedzieć co słychać w stolicy.
- Widać, że ten wyjazd bardzo ją zmienił – powiedziała Wiesia do Anny, mama Natalii – a właśnie kochanie, nie spotkałaś tam przypadkiem mojej Natalki? – zwróciła się do Kasi
Tego pytania obawiała się najbardziej. Powiedziała przecież mamie, że jedzie ją odwiedzić, a przecież nie spotkały się. Jednak nie chciała mówić szczegółów ich obecnej relacji.
- Tak, spotkałam się z nią raz – skłamała Kasia – teraz dużo pracuje i nie ma czasu…
- A to dziwne, Natalia nic mi nie mówiła o waszym spotkaniu – odpowiedziała Wiesia.
Całe szczęście, że sąsiadka poszła sobie do domu i przestała zadawać kłopotliwe pytania. Niestety ludzie na wsi i w małym mieście chcieliby wszystko wiedzieć o wszystkich.

Kasia jechała teraz z Maćkiem do Warszawy. Postanowili razem wybrać się na koncert do Warszawy. I pobyć parę dni razem. Jako przyjaciele oczywiście. Tym razem przenocują u kolegi Maćka. Maciek miał sporo znajomych w Warszawie. Często przyjeżdżał na różne mecze na stadion i poznał kolegów. Dzięki temu mógł często u nich gościć, bez potrzeby wynajmowania drogich hoteli.
Kasia z Maćkiem po przyjeździe do stolicy, postanowili zwiedzić miasto. Wybrali się na Starówkę i do ZOO. Byli na tarasie widokowym Pałacu Kultury oraz w Bibliotece Uniwersyteckiej. Spacerowali nad Wisłą i w Łazienkach. Potem zjedli dobry obiad w jednej z knajpek na Nowym Świecie i pomknęli na Torwar na koncert idolki Kasi. Bardzo im się spodobało życie w dużym mieście. Czuli się, jakby byli w innym świecie. Dla osób mieszkających na wsi przyjazd do stolicy może budzić wielkie emocje. Nie inaczej było w przypadku dwojga przyjaciół, Maćka i Kasi.
Spędzili w mieście kilka dni, oprócz koncertu, robili wszystko na co mieli ochotę. Poczuli się wolni i szczęśliwi. Kiedy zbliżał się dzień ich powrotu do domu, na jednym słupie ogłoszeniowym Maciek dostrzegł plakat „ Kochasz śpiewać i jeszcze nie jesteś gwiazdą? Przyjdź na casting do nowego show ‘Śpiewać każdy może’. 10 listopada w Teatrze Syrena”
- Wow! Ludzie to są odważni. Zaśpiewać przez takim tłumem ludzi? To dopiero wyzwanie. – zamyśliła się Kasia
- To przyjedźmy tutaj w listopadzie – zaproponował Maciej
- Nie wiem, czy się odważę. Sama boję się wystąpić – odpowiedziała Kasia
- Nie bój się. Będę z Tobą. Zaśpiewamy jako duet. – dodał jej odwagi
- Cudownie! Warszawo! Spodziewaj się nas w listopadzie na scenie! A tymczasem do zobaczenia – mówiła Kasia.


Ciąg dalszy nastąpi

30 marca 2018

Wielkanocny spacer po Warszawie

Drodzy Czytelnicy!
Z okazji Świąt chciałabym złożyć Wam spokojnych, słonecznych, ciepłych i wiosennych świąt. Niech będzie to dla Was czas odpoczynku i relaksu ;) A najlepszym relaksem w takie święta są spacery. Zachęcam wszystkich do zwiedzania Warszawy.
Przygotowałam dla Was z tej okazji listę ciekawych miejsc, które można zwiedzić w Warszawie podczas świąt. Zapraszam do poczytania i oglądania.

1. OGRÓD BOTANICZNY UW

1 kwietnia 2018 ogród botaniczny zostanie ponownie otwarty dla zwiedzających (po zimowej przerwie) i z tej okazji można podziwiać przepiękną kolekcję kwiatów zwanych szachownicami.
 "Na wystawie będzie można dowiedzieć się o nich więcej: dlaczego ich płatki w powiększeniu wyglądają jak puszysty dywan? Czy sikory mogą zapylać ich piękne, kolorowe kwiaty? Jakiej płci są kwiaty i wiele, wiele więcej. Podczas wydarzenia będzie można oglądać zdjęcia szachownic wykonane podczas prac badawczych prowadzonych w Ogrodzie oraz pochodzące z kolekcji Laurenca Hilla (www.fritillariaicones.com), a także żywe rośliny z kolekcji Ogrodu. Wydarzenie to jest podsumowaniem czteroletnich badań toczących się w Ogrodzie, dotyczących ewolucji cech kwiatów szachownic." (źródło: www.http://www.garden.uw.edu.pl/) 
Poniżej znajdziecie szczegóły dotyczące zwiedzania ogrodu.
info dla zwiedzających


fot. urzadzamy.pl


2. OGRÓD ZOOLOGICZNY

Jeśli ktoś jest miłośnikiem zwierząt to z pewnością wybierze się do ZOO. Tym bardziej, że niedawno nasze ZOO obchodziło 90 lecie swojego istnienia. W ZOO zawsze się przyjemnie spędza czas. Jeśli ktoś chce poczytać więcej o ogrodzie, to zapraszam do poczytania moich wcześniejszych postów na ten temat: 
SPACER PO WARSZAWSKIM ZOO CZ.1
SPACER PO WARSZAWSKIM ZOO CZ.2

w naszym zoo możecie zobaczyć m.in największego gołębia świata


3. SPACER PO PARKU SKARYSZEWSKIM IM. IGNACEGO JANA PADEREWSKIEGO
Jest to zabytkowy warszawski park miejski, największy w mieście. Odwiedziła go kiedyś nawet sama królowa Elżbieta II.
Więcej informacji znajdzieje w tym poście SPACER PO PARKU SKARYSZEWSKIM

FOT. Anna Art
4. PAŁAC I OGRÓD W WILANOWIE

W dniach 30-1 kwietnia sam pałac jest niemożliwy do zwiedzania, natomiast ogród wokół pałacu jest jak najbardziej dostępny. Tylko wówczas bilety należy kupić albo w automatach biletowych przed wejściem do ogrodu albo przez internet
Natomiast w Poniedziałek Wielkanocny czynne będą zarówno ogród jak i wnętrze pałacu.
Szczegóły znajdziecie tutaj INFO DLA ZWIEDZAJĄCYCH

fot. fotogalerie.pl

5. SPACER PO POWIŚLU I NAD WISŁĄ

Osobiście bardzo serdecznie mogę Wam polecić wybrać się na długi spacer (będący moim zdaniem najlepszą alternatywą dla Starówki, Krakowskiego i Nowego Światu). Można wybrać się na przepiękny spacer po Powiślu zaczynając albo od ulicy Tamka (wchodząc od Nowego Światu) lub od Mariensztatu w drugą stronę - można zahaczyć o piękne ogrody BUW na dachu, można przespacerować się wzdłuż Wisły nad samym jej brzegiem aż do Solca, albo odwrotnie, do Parku Fontann na Podzamczu.

fot. Anna Art

fot Anna Art
Kładka nad ul. Tamka fot.Anna Art
złota kaczka w kąpieli ;) fot. Anna Art


05 marca 2018

Mój pierwszy spacer w roli przewodnika, czyli jak pokonałam lęk społeczny

Witam wszystkich bardzo serdecznie i z przyjemnością zasiadam do pisania posta na blogu :) Chciałabym Wam opowiedzieć o wczorajszym, bardzo ważnym dla mnie wydarzeniu. Mianowicie, pierwszy raz poprowadziłam grupę spacerowiczów po Warszawie w roli przewodnika. Zapraszam do poczytania. 



"Chcę zostać przewodnikiem po Warszawie" - to zdanie słyszeli chyba wszyscy moi znajomi. I na tym zdaniu się kończyły moje chęci w tym zakresie. Przez wiele lat myślałam o tym, żeby prowadzić ludzi ulicami mojego miasta, które kocham (mimo wiecznych korków, śpieszących się ludzi i hałasu) moje miasto. Tu się urodziłam, tu mam rodzinę. Przekazywano mi w rodzinie taki regionalny patriotyzm. Bardzo lubiłam czytać różne artykuły opisujące dawną Warszawę i zdjęcia ją przedstawiające. Przedwojenne. W ogóle marzyłam też kiedyś, żeby zostać nauczycielką. Nauczanie, przekazywanie wiedzy dobrze mi wychodziło, o czym wielokrotnie moi znajomi z liceum mogło się przekonać ;) Wtedy poczułam potencjał w sobie i poszłam na studia biologiczne. Chciałam uczyć biologii w szkole. No właśnie...chciałam. Jednak moim największym wrogiem moich planów zawodowych była wszechogarniająca trema i lęk mówienia do ludzi (grupy ludzi; tak - nawet uczniów). Bałam się występować publicznie. Paraliżowało mnie to. W szkole nieraz trzeba było recytować wiersze. Lubiłam się ich uczyć na pamięć, ale sam moment wystąpienia przed całą klasą mnie paraliżował, co było widać podobno nawet w ostatnich ławkach. A i tak mimo to dostawałam dobre oceny z recytacji. 



Jakiś czas później, w liceum właśnie, miałam okazję uczestniczyć w dniu otwartym mojej szkoły. Moim zadaniem było oprowadzanie przyszłych uczniów szkoły (kandydatów na uczniów) i ich rodziców bo budynku szkoły. Bardzo cieszyła mnie ta rola. Akurat mówienie do pojedynczych osób nie paraliżowało mnie, wręcz przeciwnie. Z pasją opowiadałam ludziom o moim liceum i nawet mnie pochwalono wtedy, że dobrze mi to wychodzi. 


Wtedy pierwszy raz pomyślałam o tym, że mogłabym w przyszłości prowadzić jakieś wycieczki np w muzeum. Mam nadzieję, że i to się niedługo spełni. Jak na razie oprowadzam ludzi po ulicach Warszawy. 
Jak to się stało? Właściwie pierwsze poważniejsze myśli o tym, by zostać przewodnikiem pojawiły się na początku studiów. Wtedy wybrałam się z moją koleżanką Natalią (bardzo Cię serdecznie pozdrawiam i dziękuję, jeśli to czytasz) do Muzeum Powstania Warszawskiego. Wtedy Natalia powiedziała, czy myślałam o tym, żeby zrobić kurs przewodnika. Był to jakoś rok 2007/2008. Musiało minąć 10 lat,żebym moje plany zamieniła w czyn. W 2017 roku udało mi się ukończyć kurs i zdać egzamin. Nauczyłam się na nim odwagi, wiedzy o Warszawie i pewności siebie. Dodatkowo występy w programie Jaka to melodia? pomogły mi oswoić się z mówieniem do publiczności. 


Długo myślałam o tym, kiedy i jak zacząć na poważnie pracować jako przewodnik. Wielu przewodników oprowadza wycieczki zorganizowane - szkolne, czy zagraniczne. Na początek trudno by było mi je ogarnąć. Dlatego pomyślałam, żeby zacząć od spacerów dla chętnych, darmowych (ewentulanie za napiwki - kto chce to wrzuci grosz do sakiewki ;)). Postanowiłam, że od marca tego roku rozpocznę swoją pracę jako przewodnik. Założyłam swoją stronę na facebooku ( https://www.facebook.com/Warszawi-anka-warszawska-przewodniczka-139765466679564/?ref=settings) i utworzyłam wydarzenia moich pierwszych spacerów. Nie sądziłam,że przyjdą jakieś osoby. Niektórzy znajomi byli chętni do wzięcia udziału. Wtedy pomyślałam,że ogłoszę się na portalu ogłoszeniowym waw4free.pl i powiem Wam szczerze, że przyszło całkiem sporo osób. Choć obiawałam się, czy ktoś przyjdzie. Znajomi zaczęli odwoływać swój udział w spacerze, dodatkowo mróz szczypał za uszy ;) ale ja nie mogłam zrezygnować ze spaceru. Poszłam pod kolumnę Zygmunta (miejsce zbiórki wczorajszego spaceru po Krakowskim Przedmieściu). Za chwilę podeszło starsze małżeństwo i zapytało, czy ja oprowadzam po Krakowskim. Potem kolejne osoby zaczęły podchodzić. Poczułam łzy w oczach i jednocześnie strach, bo obcy ludzie i to aż tylu. Początek mojego przemówienia był nie najlepszy. Gubiłam się w słowach...zapomniałam kilku dat...ale mówiłam dalej. Ludzie uśmiechali się do mnie mimo wszystko i nie odeszli ;) 


Więc zaproponowałam im przejście na dziedziniec Zamku Królewskiego. I dopiero wtedy jakoś stres puścił. Kolejne obiekty, które omawiałam podczas spaceru to: kościół św. Anny, Centralna Biblioteka Rolnicza, Pałac Prezydencki, Hotel Bristol, Hotel Europejski, pomnik Bolesława Prusa, księdza Jana Twardowskiego, kościół Wizytek, Uniwersytet Warszawski, Pałac Czapskich (ASP), kościół św. Krzyża. I jakoś nawet spacer szybko minął. Aż za szybko. Połowę informacji, które miałam zaplanowane powiedzieć, zapomniałam...ale mimo wszystko ta sama grupa ludzi dotrwała do końca. I nawet zdecydowali się wrzucić napiwki. Zebrałam aż 70 zl. Wspomniałam na początku,że nie posiadam jeszcze zestawu wspomagającego mój głos podczas mówienia (głośnik + mikrofon) i ludzie mówili, że pomogą mi zebrać pieniądze na ten sprzęt. Na następnym spacerze sprzęt już będzie ;) odwzajemniłam się ludziom słodkim upominkiem w postaci cukierków oraz broszur i ulotek dotyczących zwiedzania różnych miejsc w Warszawie. Ludzie pytali kiedy kolejne spacery. To dla mnie było bardzo miłe. Bardzo bałam się tego, że ludzie będą zadawać mi trudne pytania, na które nie będę znała odpowiedzi. I przez większość spaceru nie zadawali. Pod koniec zaś jedna pani podeszła do mnie i zapytała na ucho czy może zadać pytanie. Przeraziłam się. Jedak znałam odpowiedź na pytanie: (uwaga!) "Gdzie pani kupiła swój plecak?" :D :D :D 



Bardzo przyjemny pierwszy spacer. Postaram się na następnym, w niedzielę, jeszcze bardziej się przyłożyć i dzielić się z ludźmi moją pasją do Warszawy. 



Oczywiście relacje z kolejnych spacerów również napiszę na blogu. Pozdrawiam i zapraszam do śledzenia mojego fan page https://www.facebook.com/Warszawi-anka-warszawska-przewodniczka-139765466679564/?ref=settings

18 lutego 2018

ZAPRASZAM NA MOJE SPACERY

Witajcie
Chciałabym Was zaprosić na moje spacery po Warszawie. Rozpoczynam swoją działalność przewodnika po Warszawie. Początkowo chcę i będę organizować spacery darmowe/ewentualnie za napiwki - jakby ktoś chciał się odwdzięczyć czymś więcej niż uśmiechem ;) to nie odmówię.



Zapraszam każdego, kto nie ma pomysłu na spędzenie czasu w niedziele wiosenno-letnie, kto chciałby poznać historię i ciekawostki o Warszawie. Postaram się organizować coraz ciekawsze spacery. Pokazywać miejsca związane nie tylko związane z historią miasta, ale i kulturą, przybliżać życie ludzi znanych warszawiaków.

Na początek proponuję 4 spacery w marcu - w każdą niedzielę o 12.00 (każdy spacer potrwa od 2-3 godz max) Mam nadzieję, że uda mi się wszystko opowiedzieć. Będą to 4 popularne trasy zwiedzania :)
Szczegóły poniżej


PLAN MOICH SPACERÓW PO WARSZAWIE  MARZEC 2018


4 MARCA 2018 KRAKOWSKIE PRZEDMIEŚCIE

Zbiórka: plac Zamkowy, przy kolumnie Zygmunta, godz. 12.00
Zakończenie spaceru: przy pomniku Kopernika, ok. godz. 14.00

O CZYM BĘDĘ MÓWIĆ: O początkach Warszawy,  Zamku Królewskim i o ważnych, budynkach, obiektach i ludziach znajdujących się i związanych z Krakowskim, Przedmieściem.

11 MARCA 2018 SPACER WZDŁUŻ OSI SASKIEJ

Zbiórka: skwer ks. Jana Twardowskiego (sąsiadujący z Hotelem Bristol) godz.12.00
Zakończenie spaceru: ul. Żelazna róg Chłodnej ok.14.00

O CZYM BĘDĘ MÓWIĆ: Ogólnie o Osi Saskiej, Pałacu Saskim, Ogrodzie Saskim, Placu Za Żelazną Bramą, , Pałacu Lubomirskich, Hali Mirowskiej i Hali Gwardii, o ulicach Elektoralnej i Chłodnej, o budynkach Straży Pożarnej na Chłodnej, o kościele św. Karola Boromeusza, o Gettcie Warszawskim i Kercelaku.

18 MARCA 2018  LUDZIE WARSZAWY – ŚLADAMI FRYDERYKA CHOPINA I MARII SKŁODOWSKIEJ CURIE

Zbiórka: koło Barbakanu od strony ul. Podwale godz. 12.00
Zakończenie spaceru: ul. Nowy Świat róg Świętokrzyskiej ok. godz. 13.30 – 14.00

O CZYM BĘDĘ MÓWIĆ: O miejscach związanych z Marią Skłodowską Curie i jej życiorysie, o Fryderyku Chopinie i miejscach z nim związanych.

25 MARCA 2018 ŁAZIENKI KRÓLEWSKIE

Zbiórka: przy wejściu od strony pomnika Chopina, od strony al. Ujazdowskich, godz.12.00
Zakończenie spaceru: przy Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa, godz.14.00

O CZYM POWIEM: Ogólnie o Łazienkach, o Chopinie, o pomniku Henryka Sienkiewicza, o Starej Pomarańczarni, o Pałacu na Wodzie, Ogrodzie Chińskim, Podchorążówce, Pałacu Myślenickim, Amfiteatrze i Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa.


WSTĘP WOLNY, EWENTUALNE NAPIWKI MILE WIDZIANE ;)
ANNA ART. – WARSZAWI-ANKA – WARSZAWSKA PRZEWODNICZKA
ZAPRASZAM SERDECZNIE!!!




ZAPRASZAM NA MOJĄ STRONĘ NA FACEBOOKU 

26 października 2017

Christiane F - Życie mimo wszystko

Cześć! 

W dzisiejszym poście przychodzę do Was z recenzją książki, którą przeczytałam ostatnio. Była nią "Życie mimo wszystko" - autobiografia Christiane F, słynnej narkomanki z Berlina, znanej wszystkim z wcześniejszej, słynnej już książki "My, dzieci z dworca ZOO". 




Długo nie mogłam się zdecydować, czy sięgnąć po tę książkę. Christiane F - najsłynniejsza narkomanka świata? Jakoś nie przyciąga mnie świat narkomanów. Wolę się trzymać z daleka od takich ludzi. A jednak nie mogłam. W młodości, pewnie jak wielu z nas, czytało "My, dzieci z dworca ZOO". Przrabialiśmy tą książkę w szkole. Była dodatkową lekturą, którą mogliśmy sobie wybrać spoza listy lektur obowiązkowych. Niestety, wtedy zostałam przegłosowana. Większość moich równieśników zachwycało się wtedy książkami o narkomanach. Zupełnie tego nie rozumiałam, zdecydowanie bardziej wolałam romantyczne książki typu "Ania z Zielonego Wzgórza" lub cykl Jeżycjadę albo inne ciekawsze pozycje. Ciężko mi było przebrnąć przez tę lekturę. 

Jednak teraz postanowiłam sięgnąć, już jako dojrzała osoba, po kontynuację "My, dzieci..." i wypożyczyłam z biblioteki "Życie mimo wszystko", czyli ciąg dalszy wspomnień Christiane F. Byłam ciekawa, czy udało jej się wyjść z narkotykowego bagna, czy nadal od jedzenia ważniejsza jest dla niej heroina? Czy ułożyła sobie życie? Myślę, że nie tego się spodziewałam, co przeczytałam. Myślałam, że Christiane będzie miała normalne życie, normalną rodzinę, że świat narkotyków to dawne czasy nastoletnie i już minęły. Nie znałam problemów narkotykowych nałogowców. Ale teraz poznałam. Zrozumiałam też czym dla Chris były narkotyki. Podczas, gdy my utożsamiamy sobie te substancje z trucizną, jej przynosiły ulgę w bólu i szczęście. Życie jej nie rozpieszczało od najmłodszych lat. Żyła w patologicznej rodzinie, panicznie bała się ojca, żyła w lęku i strachu we własnym domu. Z tego powodu do dziś reaguje nerwowo, gdy ktoś próbuje mówić coś do niej ostrzejszym tonem. Przyznam się, że wiem co czuła bohaterka. Miałam podobnie w swoim domu w dzieciństwie, tyle że bez przemocy fizycznej. Mnie ulgę dawało słuchanie muzyki i jedzenie słodyczy, Christiane - nakrotyki. Od słodyczy i od heroiny można się uzależnić. Wtedy, gdy jest lekiem na ból duszy. I cukier i heroina robi bardzo dużo złego w naszym organizmie. Może dlatego jakoś czytając "Życie mimo wszystko", poczułam,że coś mnie łączy z Chris. Czuła się niezrozumiana przez ludzi, nie była przestępczynią a mimo to trafiła do więzienia, odebrano jej synka Phillipa, mimo iż kochała go całym sercem. To wszystko przez narkotyki, środek który uśmierzał jej ból, tylko to jej pomagało przetrwać. I tak dziwi się, że przeżyła już 50 lat. I co dalej? Życie dla niej to tak naprawdę ciągły ból, dodatkowo jej życie uprzykrzają dziennikarze, którzy śledzą jej każdy krok, piszą o niej same najgorsze słowa. To cud,że Sonji Vukovic udało się namówić ją do zwierzeń, w wyniku czego powstała niniejsza książka. Może ludzie choć odrobinę bardziej zrozumieją, kim była i kim jest Christiane F, najsłynniejsza narkomanka świata. A może po prostu zwykła kobieta, taka jak wiele z nas, zagubiona w tym podłym życiu, szukała ukojenia od bólu, szukała szczęścia, miłości - tą miłość widać i czuć w tej książce. Do syna, do zwierząt. W tej książce udowadnia, że potrafi być wartościową kobietą, mimo swojego uzależnienia. Chciałaby, aby ludzie oceniali ją nie z zewnątrz, nie jak wygląda, ale jaka jest w środku. A jeśli kocha zwierzęta i kocha Phillipa, którego wychowała na mądrego i zaradnego chłopaka, to znaczy, że nie jest taką złą kobietą, jaką ją malują...czy też piszą media. Polecam wszystkim tę książke.

Weekend w Poznaniu

Cześć Wszystkim Właśnie wróciłam z krótkiego wyjazdu do Poznania. I chociaż jestem z Warszawy, uwielbiam Poznań i mogłabym tam nawet za...